Recenzje

2022-02-02
Madrugada - "Chimes at Midnight"
Uwielbiana w Polsce norweska grupa Madrugada powróciła z pierwszą od 14 lat płytą studyjną. A już 3 kwietnia zespół wystąpi w warszawskim klubie Niebo.
Wykonawca: Madrugada
Wytwórnia: Madrugada Music
Rok wydania: 2022

Norwegia przeżywa w ostatnich latach niezwykle udany czas pod względem podaży nowej muzyki. Znakomite albumy wydały takie ekipy jak Airbag, Gazpacho, Motorpsycho, Kings of Convenience, Kvelertak, Ulver, a nawet Biosphere i Aurora. Wśród nich, na naszą szczególną uwagę zasługuje Chimes At Midnight, czyli powrót do studyjnej działalności otoczonej miłością fanów Madrugady. Jeszcze przed wybuchem pandemii zespół został wskrzeszony z niebytu po kilkunastu latach od oficjalnego rozpadu, spowodowanego śmiercią gitarzysty Roberta Buråsa; pozostali członkowie zespołu uznali wtedy, że bez Buråsa Madrugada nie istnieje – i wielu generalnie zaakceptowało taki stan rzeczy. Dobrze jednak wiemy, że nie takie cuda w muzyce potrafią się zdarzyć; i, po pożegnalnej trasie w 2008 i długim okresie ciszy, Frode Jacobsen, Jon Lauvland Pettersen i Sivert Høyem ponownie stanęli naprzeciw siebie, gotowi do walki. Nowa muzyka była już tylko kwestią czasu.

Dla Pettersena, przerwa od Madrugady trwała najdłużej, albowiem opuścił on zespół we wczesnych latach ‘00, po dwóch najbardziej znanych albumach zespołu, Industrial Silence i The Nightly Disease. To podwójnie symboliczny powrót, jakby zespół cofał zegar do samego początku, szukając zupełnie nowego startu, w nowym świecie i nowej rzeczywistości. I Chimes At Midnight właśnie tak brzmi – jakby Madrugada stawała przed nami gotowa do zapisania czystej karty. O nowej rzeczywistości dla zespołu może świadczyć ich powrotowa trasa, która okazała się wielkim sukcesem; mówimy bowiem cały czas o zespole ‘niezależnym’, niszowym, bez otoczki legendy gwiazdy światowego formatu. Tymczasem triumfalny powrót utrwalił ich w przekonaniu, że nowy czas i nowa rzeczywistość to także nowa świadomość zespołu i jego muzyki, daleko poza granicami Norwegii. Nowy świat cierpliwie czekał na Madrugadę i był bardziej gotów na jej oryginalny, niejednoznaczny sound.

I pod tym kątem, nic się nie zmieniło. Sivert Høyem oczarowuje plastycznym barytonem, pełnym ducha i uczucia, czymś co niekoniecznie kojarzy się nam z chłodem północy Europy. Jego ekspresja i barwa głosu to znak rozpoznawczy Madrugady, a na Chimes At Midnight jeszcze wyraźniej i sugestywniej korzysta on z dobrodziejstw dziedzictwa Leonarda Cohena. Z kolei muzyka za którą odpowiadają Jacobsen i Pettersen to nie tylko barwne tło dla popisów Høyema, lecz integralna, spójna i witalna całość, fascynująca feeria odcieni, nastrojów i temperatur. Madrugada zwyczajowo kojarzy się z alternatywnym mrokiem i chłodem, bluesową szczerością i epickością kompozycji. Na Chimes At Midnight dochodzi do tego kruchość i emocjonalność, folkowy słodko-gorzki optymizm i rozbudowany, malowniczy, romantyczny gniew. Jeśli mamy w czymś upatrywać największej mocy tego albumu, to w jego uwodzicielskiej elegancji, skrywającej cały wodospad skumulowanych uczuć.

Chimes At Midnight jest albumem długim, co jest kolejną nietypową rzeczą dla nowej rzeczywistości zespołu. Mimo to, trudno wskazać na nim piosenkę, którą można nazwać wypełniaczem. Tu są same hity, które niepokojąco szybko wskakują do głowy i każą odtwarzać się nawet bez udziału płyty. To misteryjne otwarcie w postaci „Nobody Loves You Like I Do”, przypominające Soulsavers. Zaraz za nim „Running From The Love Of Your Life”, wybuchające dobrą, kreatywną energią niczym The National; dalej „Help Yourself To Me” w stylu Nicka Cave’a, wzruszające „Imagination”, imponujące „Call My Name” i „Dreams At Midnight”, oraz krzepiący „Empire Blues”. Całość wieńczy „The World Could Be Falling Down” (jedna z ostatnich kompozycji Buråsa, niewykorzystana wcześniej) oraz nastrojowe „Ecstasy”. To wielki powrót do życia na starcie kolejnego pandemicznego roku, potężny zastrzyk energii i nadziei na lepszy poranek; w końcu, Madrugada oznacza nic innego, jak świt.


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load