Recenzje

2022-02-17
Slash feat. Myles Kennedy & The Conspirators - "4"
Czwarty wspólny album Slasha, wokalisty Mylesa Kennedy’ego i członków grupy The Conspirators nie przynosi znaczących zmian w stylistyce zespołu, aczkolwiek zaskakuje bardzo naturalnym podejściem do materii muzycznej.
Wykonawca: Slash feat. Myles Kennedy & The Conspirators
Wytwórnia: BMG
Rok wydania: 2022

Pod pewnymi względami „4” jest płytą nowych doświadczeń. Grupa po raz pierwszy nagrywała pod okiem Dave’a Cobba w studiu RCA Studio A w Nashville, które gościło wcześniej głównie ikony muzyki country. Sam producent również znany jest głównie ze współpracy z artystami z tego kręgu, aczkolwiek ma na swoim koncie także realizację płyt Rival Sons. To oraz klasyczne podejście do nagrywania wystarczyło kudłatemu gitarzyście do zaangażowania go. Zresztą to Cobb zasugerował, by wszyscy członkowie zespołu rejestrowali swoje partie razem w jednym pomieszczeniu. Takie rozwiązanie przełożyło się nie tyle na jakość kompozycji, ile na uchwycenie energii grupy ‘tu i teraz’. Słychać to już w otwierającym „The River Rising”, gdzie to bębny Brenta Fitza, a nie gitara Slasha prowadzą cały utwór. Lider jednak rewanżuje się solówką gitarową, która w pewnym momencie nabiera wydźwięku niemalże punkowego! Nieco więcej luzu prezentuje „Whatever Gets You By”. Tu już partie gitar dominują, a i ‘skradający’ się rytm ustawia klimat utworu. Z kolei w „C’est la vie” Slash sięgnął po trochę zapomnianego talkboxa. Swoistym pewniakiem koncertowym wydaje się „The Path Less Followed”.Ma nie tylko z nośne refreny , ale i z chóralne zwrotki. Natomiast riff do „Actions Speak Louder Than Words” zaskakująco przypomina „When the Saints Go Marching In” – klasyczną kompozycję z lat 30. ubiegłego wieku, będącą nieformalnym hymnem Nowego Orleanu. Sam utwór, utrzymany z kolei w dość bluesowej stylistyce, to jeden z najbardziej charakterystycznych punktów całej płyty. A skoro mowa o punktach charakterystycznych – sitar użyty przez Slasha w „Spirit Love”, to bodaj największy wyłom stylistyczny w całej karierze zespołu. Ten klasyczny instrument indyjski, rozpropagowany w latach 60. ubiegłego wieku przez The Beatles, pełni tutaj funkcje dodatkowego ‘sprzęgacza’ (pewnie dlatego, że Slash podłączył go do swojego Marshalla). Zaś „Fill My World” ma zadatki na hit głównie za sprawą riffu, zbudowanego podobnie jak „Sweet Child O’Mine”. Co więcej - nawet zawodzenie Mylesa Kennedy’ego bardzo przypomina Axla Rose’a. Natomiast „April Fool” to typowa kompozycja tego składu: klasyczno-slashowy riff, mniej lub bardziej nośna linia wokalna oraz równe, płynne granie sekcji rytmicznej. Znane z ostatniego (póki co) singla rozpędzone „Call Off The Dogs”, podkręca nieco atmosferę płyty, która zamyka się najdłuższym na płycie, balladowym „Fell Back To Earth”.

Złośliwi licytują się, ile Slash jest jeszcze w stanie nagrać płyt nie tylko w takiej konfiguracji personalnej, ale przede wszystkim – w takiej stylistyce. Trudno jednak sugerować 56-letniemu muzykowi zmianę stylu, który po części wykreował i wciąż jest jego aktywną ikoną. Jak sam przyznaje, robi to, bo to kocha i będzie grał, dopóki zdrowie mu na to pozwoli. „4” pokazuje, że do końca wciąż mu daleko.


Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load