Recenzje

2017-02-15
Bing & Ruth - "No Home of the Mind"
Recenzja autorstwa Jakuba Oślaka bardzo interesującej nowości z katalogu wytwórni 4AD.
Wykonawca: Bing & Ruth
Wytwórnia: 4AD
Rok wydania: 2017

Jest taki obszar w muzyce, rodzaj umownej przegródki, stanowiący ziemię wspólną dla muzyki klasycznej i rozrywkowej. To obszar, na którym absolwenci szkół muzycznych, klasycznie wykształceni w kompozycji dźwięku, realizują swój talent w nowoczesnych formach muzyki konkretnej, filmowej, awangardowej, a nawet ambient. Poważni akademicy nazywają ten obszar po prostu muzyką współczesną, natomiast fachowcy od rozrywki wolą metkę modern classical. To tu znajdziemy dzieła takich mistrzów jak Karlheinz Stockhausen, John Cage, Steve Reich, Philip Glass, Terry Riley, Harold Budd, Arvo Part, Ryuichi Sakamoto, a także zespołów Kronos Quartet czy Stars of the Lid.

To właśnie muzyka wspomnianych przeze mnie mistrzów jest punktem wyjścia dla pewnego mieszkańca Brooklynu imieniem David Moore. Kieruje on grupą podobnych sobie klasycznie wyształconych instrumentalistów pod niepozorną nazwą Bing & Ruth. Skład grupy zmienia się diametralnie z płyty na płytę, podobnie jak nastrój i barwy zawartej na nich muzyki. „No Home of the Mind” jest pierwszą ich płytą nagraną dla tak poważnej, otoczonej uwielbieniem wytwórni jak 4AD. Do tej pory dorobek grupy był wydawany głównie własnym, mozolnym sumptem Moore’a. Zatem to, co usłyszymy na płycie jest dla niego niewątpliwie punktem zwrotnym w twórczej karierze.

Filmowość muzyki Bing And Ruth jest wręcz uderzająca. To dźwięki z nienakręconych dzieł Kieślowskiego,  Wendersa czy Weira. Ich piękno określa symbioza elementów klasycznych – fortepian i kontrabas – na współczesnym płótnie wyczarowanym na sprzęcie elektronicznym. David Moore gra na fortepianie kaskadowo, niczym deszcz padający na klawiaturę, stawiając na abstrakcyjne, emocjonalne ciepło, niźli konkretne melodie i kształty. Tuż obok działają kontrabasiści w służbie przestrzennych, scenograficznych tekstur, które oplatają deszczowy fortepian nocnym chłodem. Magii dopełniają efekty elektryczne, nadające muzyce niejakiej teatralności i sytuacyjności.  

„No Home of the Mind” przypomina mi ścieżkę dźwiękową do “Angels of the Universe” Hilmara Örna Hilmarssona i Sigur Rós, a także “Metamorphosis” Philipa Glassa. To nie jest muzyka ambient, chociaż posiada dużo jej cech. To bogactwo minimalizmu, zachwyt w zatrzymaniu czasu na twarzach bohaterów, oraz chwile zagubienia w deszczu podczas końcowych kadrów filmu. To niezwykła muzyka na okazję świtania oraz zmierzchu, chwil gdy czas płynie trochę wolniej niż w pełnym blasku słońca. To wreszcie kolejna lekcja o wrażliwości dźwiękowej, tym razem udzielona młodzieży przez młodzież. Takich płyt jest dużo więcej; miło jest jakąś odkryć, od czasu do czasu. 

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load