Recenzje

2013-12-15
Kosheen - "Solitude"
Kosheen powraca z najbardziej niekomercyjnym albumem w swej dyskografii.
Wykonawca: Kosheen
Wytwórnia: Membran
Rok wydania: 2013

Po wydaniu w 2007 roku albumu "Damage" wokół Kosheen nastała cisza. Zespół grał sporadyczne koncerty, wokalistka Sian Evans nagrała w 2011 roku przebój z DJ Fresh zatytułowany "Louder". Rok temu Kosheen wydało pierwszy od 5 lat krążek studyjny zatytułowany "Independence", który przeszedł bez echa. Kilkanaście dni temu do sklepów trafiła kolejna płyta tego zespołu zatytułowana "Solitude". Również bez fanfar i fajerwerków promocyjnych. A szkoda, bo jest to jeden z najciekawszych albumów Kosheen. 

"Solitude" to płyta, która jest powrotem Kosheen do taneczno-elektronicznych korzeni. Jednak trudno tu szukać przebojów na miarę niezapomnianych "Catch" czy "Hide U". Nie brak na "Solitude" wpadających w ucho melodii, jak chociaż w trzech pierwszych kompozycjach na krążku: "Save Your Tears", "Divided" i "Harder They Fall". Zwłaszcza pierwsza z tych kompozycji wpada w ucho i teoretycznie ma szanse zaistnieć w rozgłośniach radiowych, ale "czym dalej w las", tym mrok gęstnieje. Z każdym kolejnym kawałkiem muzyka staje się coraz bardziej surowa, chłodna i eksperymentalna. Słychać tam trip-hop, drum'n'bass, industrial ("I"), dubstep ("Poison"), mroczny ambient ("Here & Now", "Solitude"). Ciepła nie dodaje śpiew wokalistki Sian Evans, który na "Solitude" brzmi chłodno i beznamiętnie jak nigdy wcześniej.

Kosheen należą się duże brawa za wydanie płyty takiej jak "Solitude". Znaczna część tego albumu nie jest łatwa w odbiorze, ale zespół udowodnił, że stać ich nie tylko na tworzenie wpadających w ucho przebojów, ale także na eksperymenty z dźwiękiem. Grupa zaryzykowała utratę części fanów, ale najambitniejszy album w swej dyskografii.

Autor: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load