Wywiady

Kasia Kowalska

2016-07-21

Kasia Kowalska powróciła po kilkuletniej przerwie z nowym singlem zatytułowanym "Aya". Jest to zapowiedź kolejnej płyty artystki, która ukaże się w przyszłym roku. Między innymi o tym wokalistka opowiedziała nam w wywiadzie dla naszego serwisu.

Rozmowa z: Kasia Kowalska

- Powróciłaś z pierwszym od 7 lat premierowym utworem zatytułowanym „Aya”. Jest to bardzo optymistyczna piosenka. Co oznacza ten tytuł?

- Jest to słowo zaczerpnięte z kultury Ameryki Południowej będące skrótem od wyrażenia „ayahuasca”. Jest to napój halucynogenny przygotowywany przez tamtejszych szamanów indiańskich. Jest uważany za napój bogów oraz że jest to „liana duszy”, po wypiciu której człowiek otwiera swoje serce.  Tekst tej piosenki jest początkiem mojej relacji z podróży, którą tam odbyłam. Jakieś 2,5 roku temu zaczęłam podróżować, by odnaleźć wewnętrzny spokój. Trafiłam na wyprawę z plecakiem do Ameryki Południowej i miałam zaszczyt przebywać tam z jednym z plemion indiańskich. Poznałam wiele fantastycznych osób, które otworzyły mi serce. Od tamtej pory ten proces trwa i w końcu przyszedł taki moment, że udało mi się zwerbalizować to, co czuję.

- „Aya” jest pierwszą zapowiedzią Twojej nowej płyty. Czy możesz zdradzić czego możemy się na niej spodziewać i kiedy się ona ukaże?

- Jestem zodiakalnym Bliźniakiem, więc płyta na pewno będzie różnorodna. Nie jestem w stanie jednak iść jednym nurtem i nagrać coś bardziej spójnego. Myślę, że moi słuchacze są już przyzwyczajeni do tego, że na moich albumach jest trochę tego, trochę tego i trochę tamtego. Mogę też zdradzić, że na nowym albumie nie będzie aż takiej pielęgnacji „doła” jaką uprawiałam przez 20 lat (śmiech). Jestem mistrzynią „dołów” i już wystarczy tego. Teraz otworzyłam się na energię światła. Płyta ukaże się na początku przyszłego roku.

- Jak zmiana nastroju, o której wspomniałaś, wpłynęła na Twój proces twórczy.

- Bardzo trudno jest zmienić wektory w życiu, gdy cały czas człowiek ma taką depresyjną tendencję wynikającą z różnych uwarunkowań życiowych. Ta zmiana jest długim procesem i ciężką pracą. Bardzo dużo czasu zabrało mi zwerbalizowanie tego, co czuję, aby brzmiało to wiarygodnie. Gdy 20 lat temu śpiewałam, że cierpię, to tak naprawdę było. Dopiero od niedawna ten proces pozwolił mi uwolnić z siebie pozytywne słowa.

- Słuchając tego utworu miałem mocne skojarzenia z Twoją pierwszą płytą „Gemini” z 1994 roku. Ta sama spontaniczność, energia, radość…Mam wrażenie, że gdzieś w głębi Ciebie tkwi tęsknota za tamtymi czasami…

- Owszem, bo to był wspaniały okres. Z łezką w oku wspominam tamte czasy i cieszę się, że miałam możliwość wtedy zadebiutować. I rzeczywiście, coś jest w tym, co powiedziałeś. Uważam, że zawsze trzeba tworzyć od serca i to jest dla mnie teraz najważniejsze. Z drugiej strony ja wtedy byłam skomplikowaną, ciężką jednostką i miałam w sobie duży „ołów”, który ciągnął mnie w dół. Teraz ten „ołów” też mam, ale o wiele rzadziej, z czego bardzo się cieszę.

- Od wydania Twojego ostatniego albumu „Antepenultimate” minęło 8 lat. Po drodze brałaś udział w pojedynczych projektach takich jak „Panny Wyklęte” czy „Ciechowski. Moja krew”. Przez ten okres pojawiali się nowi artyści, zmieniały się mody. Nie obawiasz  się, że wiele osób mogło o Tobie zapomnieć?

 - Dla mnie nie ma to znaczenia, gdyż nigdy nie robiłam muzyki „pod publikę”. Przez te 8 lat dostawałem od fanów wiele zapytań o nowe piosenki. Ale ja nie byłam na to gotowa. Poza tym w czerwcu 2008 roku urodziłam syna i poświęciłam ten czas na jego wychowywanie. To był dla mnie piękny czas i celowo odpuściłam pracę nad muzyką, aby cieszyć się tym wspaniałym okresem w moim życiu.

- Działasz pod szyldem Kasia Kowalska, ale masz zespół, z którym nagrywasz. Jak wygląda Wasza współpraca przy tworzeniu muzyki? Ty podejmujesz najważniejsze decyzje?

- To zależy. Są sytuacje, gdy jestem w 100% przekonana do jakiegoś pomysłu i nic nie zmieni mojego zdania, ale czasem nie jestem do czegoś przekonana i wtedy chętnie słucham uwag czy pomysłów moich współpracowników. Jestem raczej otwartą osobą i nie upieram się, że wszystko musi brzmieć tak, jak ja chcę.

- W pierwszej połowie lat 90. byłaś wraz z Anją Orthodox, Kasią Nosowską , Edytą Bartosiewicz i Anią Zalewską (Big Day) częścią silnego „frontu” kobiecego w polskim rocku. Myślisz, że obecnie byłoby możliwe powtórzenie czegoś takiego?

- To trudne pytanie i nie znam odpowiedzi. Była między nami bardzo mocna, pozytywna energia między nami. Wzajemnie się wspierałyśmy, grałyśmy wspólne koncerty. Teraz ludzie są tak bardzo zajęci sobą, pracą i pogrążeni w wirtualnym świecie, że wątpię, aby była możliwa taka współpraca. Chciałabym wierzyć, że tak. Ale ktoś musiałby to zainicjować i dalej to pilotować.

- W 1997 roku wystąpiłaś w filmie „Nocne graffiti” i była to Twoja jedyna, jak dotąd, przygoda z X Muzą. Chciałabyś ją powtórzyć?

- Mam duże poczucie humoru, co mogą potwierdzić dziewczyny z Panien Wyklętych, z którymi podróżuję często busem. Mówią mi one wtedy, że powinnam znowu zagrać w jakimś filmie. Jednak nie jestem przekonana, czy chciałabym znowu wchodzić w to środowisko. Może jedynie jakaś mała rola lub epizod?

- O czym marzy Artystka, która ma na swoim koncie tyle albumów i nagród?

- Przede wszystkim chciałabym być szczera sama ze sobą. Chciałabym zejść do takiego poziomu, na którym nie muszę już niczego udawać. Chcę aby każde słowo, które znajdzie się na nowej płycie było szczere i prosto z serca.

- Dziękuję za rozmowę. 


Rozmawiał: Grzegorz Szklarek