Wywiady

Perfume Genius

2017-08-02

Mike Hadreas kryjący się pod pseudonimem Perfume Genius po raz drugi zagra w naszym kraju - 14 sierpnia wystąpi w warszawskim klubie Niebo. Prowokujący artysta jest w trakcie promowania swojego czwartego albumu „No Shape”, który ukazał się w maju tego roku. Nam opowiedział o swoim najnowszym dziele, podejściu do swego wizerunku i swoich muzycznych inspiracjach.

Rozmowa z: Perfume Genius

MM: Mam teorię, że każda twoja kolejna płyta jest bogatsza o brzmienia, instrumenty, harmonie i aranżacje. Idąc tym tropem, kolejny album powinieneś nagrać w towarzystwie orkiestry.

PG: (śmiech) Myślałem już o tym. Muszę jednak trzymać się tego, co potrafię stworzyć w miarę samodzielnie i na co mogę sobie pozwolić w ramach swoich możliwości. Mam już świadomość tego, że kiedy wchodzę do studia, wiem, czego mogę się spodziewać. Podczas pisania wiem już, czego mogę użyć, albo co będzie mi potrzebne w studiu, żeby dana piosenka nabrała formy, którą mam w głowie. Kiedy zaczynałem swoją przygodę z muzyką, wydawało mi się, że będę tylko ja i to, co sam będę w stanie zagrać. Dlatego nagrywałem głównie dla siebie. Obecnie proces twórczy jest znacznie bardziej ekscytujący, niż na początku. Stał się wyzwaniem. Staram się stawiać przed sobą wymagania jako autor i próbować nowych rozwiązań. Natomiast nie mam pojęcia, gdzie zawędruje podczas pisania materiału na kolejną płytę (śmiech).

MM: Kiedy po raz pierwszy usłyszałem “No Shape”, skojarzyła mi ona się z twórczością Gotye. W miarę słuchania jednak znalazłem na niej elementy stylu Prince’a.

PG: Uwielbiam Prince’a. Jego twórczość jest dla mnie wręcz oczywistością. Nie mam wyboru – jego piosenki siedzą w mojej głowie (śmiech). One wpływają na mój nastrój, potrafią go zmieniać. Mam nadzieję, że moje piosenki też mają takie właściwości, zwłaszcza, że dzieje się w nich sporo także pod powierzchnią melodii. A Gotye też znam (śmiech).

MM: Płytę wyprodukował Blake Mills, który zagrał także na większości instrumentów. Od kogo wyszła propozycja waszej współpracy?

PG: Ode mnie. Nie chciałem żeby moja muzyka koncentrowała się wyłącznie wokół moich klawiszy. Chciałem, żeby brzmiała jakby wykonywał ją cały zespół. Blake jest niesamowitym gitarzystą, właściwie multiinstrumentalistą. Poza tym mamy wiele wspólnych fascynacji muzycznych. On dokładnie zrozumiał, o co chodzi w mojej muzyce i co za jej pomocą chcę przekazać. Rozwijał moje pomysły, akordy, zupełnie tak, jakby wchodził do mojej głowy i je stamtąd wyciągał. To, co następnie z nimi robił było zaskakujące i zupełnie inne od pierwotnych założeń. Blake po prostu tchnął w moją muzykę nowe życie.

MM: Występuje razem z Tobą na żywo?

PG: Tylko podczas specjalnych występów np. w telewizji, gdy gramy w Los Angeles, też zawsze z nami jest. Natomiast skład mojego zespołu nie zmienił się od kilku lat.

MM: W utworach “Sides” i “Braid” gościnnie zaśpiewała Weyes Blood. Jak się poznaliście?

PG: Byłem i jestem jej fanem. Nie znaliśmy się wcześniej. Jej ostatnia płyta bardzo mi się spodobała, więc skontaktowałem się z nią. Uwielbiam jej sposób komponowania i jej głos. Kiedy pisałem „Sides” i „Braid”, była pierwszą osobą, o której pomyślałem w kontekście drugiego głosu. Poznaliśmy się dopiero, gdy przyjechała do studia. Nie jestem zbyt towarzyskim gościem, więc nie poznaje ludzi ot, tak (śmiech). W tym przypadku wysłałem jej szkic „Sides” i dokończyliśmy go we trójkę z Blakiem w studiu. Potem jeszcze zaśpiewała w „Braid”. Wspaniała dziewczyna.

MM: Wiele osób odbiera twoje zachowanie jako prowokację. Oglądając twoje klipy i obserwując twoje gesty, zastanawiam się, gdzie twoim zdaniem leży granica prowokacji?

PG: Wiesz, trudno mi to ocenić. Dla mnie moje zachowanie nie jest prowokujące, natomiast zdaję sobie sprawę, że dla odbiorców, czy w ogóle dla otoczenia, może być nie tylko prowokujące, ale i niewygodne. Czasami jest to celowe, a czasami jest po prostu tym, co chcę robić. Nie chcę się ograniczać tylko dlatego, że mogę kogoś urazić. I kiedy potem słyszę, że to, co robię jest zbyt prowokujące, zwyczajnie się z tym nie zgadzam. To wszystko dzieje się w dużej mierze instynktownie. Nie ma sensu być prowokującym tylko dla samej prowokacji, bo to nic nie wnosi.

MM: Chciałem Cię jeszcze zapytać o wideo do utworu “Dark Parts” - kim jest ta zakapturzona postać w masce, która pojawia się w tym klipie w różnych miescach i rolach?

PG: Ta postać symbolizuje coś niepokojącego na przykład przykre wspomnienie.To coś, co się wydarzyło i co zawsze będziesz miał z tyłu głowy.

MM: Mnie wydała się dość schizofreniczna – zwłaszcza w pierwszych scenach, gdy siedzisz ze swoją mamą i psami. Pojawia się i chwilę później znika. Tak jakby była wytworem wyobraźni.

PG: Być może. Ciekawa interpretacja. Zwróć uwagę, że w tym klipie jesteśmy z mamą uśmiechnięci. To, że jesteś szczęśliwy, nie oznacza, że wszystko jest w porządku. Można jednak pozostać uśmiechniętym, mimo nieprzyjemnych wydarzeń.

MM: Jedna z twoich wcześniejszych piosenek nosi tytuł “Queen”. Wiem, że nie ma ona z tym związku, ale czy nie jesteś przypadkiem fanem grupy Queen?

PG: Jak najbardziej. Podobnie jak z Princem. Dla mnie twórczość Queen i Prince'a jest tak naturalna jak oddychanie. Nie wyobrażam sobie egzystencji bez ich muzyki. Nie bycie ich fanem powinno być nielegalne (śmiech).

MM: A czy jesteś w stanie wymienić swoje bieżące inspiracje?

PG: Hmm, zawsze ciężko je wymienić tak na gorąco, bo słucham różnej muzyki. Podczas pracy nad „No Shape” inspirowałem się Princem, ale też starym soulem z lat 50. i 60. oraz Brucem Springsteenem. Chciałem po prostu, żeby te piosenki brzmiały rockowo, ale tak, jakby napisał je najlepszy amerykański twórca muzyki pop (śmiech).

MM: 14 sierpnia wystąpisz po raz drugi w Polsce.

PG: Tak, wcześniej występowałem na Off Festivalu (w 2014 roku – przyp. MM). Mój pierwszy koncert klubowy u was nie doszedł do skutku. Tym bardziej się cieszę na powrót do Polski.

MM: Dziękuję za rozmowę.


Rozmawiał: Maciej Majewski