Wywiady

J. D. Overdrive

2017-11-07

Grupa J. D. Overdrive opublikowała czwarty album studyjny zatytułowany tajemniczo "Wendigo". Na kilka pytań naszego wysłannika Macieja Majewskiego odpowiedzieli: gitarzysta Michał Stemplowski oraz wokalista Wojtek Kałuża.

Rozmowa z: Wojciech Kałuża / Michał Stemplowski

Maciej Majewski: „Wendigo” to wasza najbardziej zwarta płyta pod względem kompozycji. Mieliście dość długich, „lejących się” kompozycji, które poniekąd zdominowały wasz poprzedni album?

Wojciech Kałuża: Nie, to nie do końca tak. Jeśli akurat Stemplowi takie kompozycje się urodzą, pokochamy jak swoje. A teraz po prostu wyszedł nam materiał bardziej piosenkowy, chociaż z kilkoma odstępstwami. Nie było żadnego planowania, nigdy w naszym przypadku nie ma. Najważniejsze, że dalej brzmi to wszystko jak J. D. Overdrive, a każdy nowy album to swoista przygoda, bo nigdy nie jesteśmy pewni jak będzie wyglądał ostateczny rezultat. Ale pewien element zaskoczenia to akurat jeden z plusów bycia w tej kapeli.

Michał Stemplowski: Rzadko kiedy zastanawiam się nad tym, jak długi ma być kawałek i czy aby teraz nie chciałbym, żeby numer trwał 10 minut. Moim zdaniem to powinno wychodzić naturalnie, bez sztucznego naciągania czasu, przedłużania riffów w wrzucania niepotrzebnych zagrywek. Taki przepis jakoś się sprawdza od czterech płyt i chyba tutaj nic się nie zmieni.

MM: Zaskakuje też różnorodność na płycie – od stonera, metalu aż po bluesa. Takie było zamierzenie od początku?

WK: Nie ograniczamy się jako słuchacze muzyki, stąd pewnie takie zróżnicowanie. No i raczej nie jesteśmy fanami płyt „na jedno kopyto”.

MS: Poza tym zazwyczaj komponowanie materiału na album zajmuje nam około półtora roku, więc te różnorodne wpływy także kształtują to finalne zróżnicowanie. I jak przy „The Kindest of Deaths” gdzieś tam z tyłu głowy cały czas miałem wizję nieco mroczniejszego materiału, tak na „Wendigo” całkowicie przestałem się zastanawiać nad tym, co chciałbym wrzucić na płytę.

MM: Przy okazji premiery płyty, pojawiło się też nowe piwo,”Wendigo”, które sygnujecie. Mamy chyba kolejną tradycję J.D. Overdrive obok cytatów z Billa Hicksa na każdej płycie?

MS: Miejmy nadzieję, że to stanie się tradycją (śmiech). Z pewnością zdecydowanie łatwiej nam ogarnąć ten temat przez moje „blogerskie wpływy” i stałą obecność na scenie polskiego piwa rzemieślniczego, ale jak będzie przy kolejnej płycie – zobaczymy. Wiem jedno – świetnie współpracuje nam się z ekipą Brokreacji i chętnie coś jeszcze razem uwarzymy.


MM: A swoją drogą, czemu tak odcinacie się od debiutu? „Sex, Whiskey & Southern Blood” nie brzmi wszak bardzo źle? Do dziś z tego co wiem zdarza Wam się grać na koncertach pojedyncze numery z tej płyty.

WK: Jeszcze w zeszłym roku może i się zdarzyło, ale teraz już nie gramy niczego z „jedynki”. Odcinamy się, bo jest to naszym zdaniem średni album, może nie jakaś straszliwa kupa, bo parę momentów nadal się broni, ale słychać na tej płycie, że chcieliśmy po prostu grać, ale nie wiedzieliśmy co konkretnie. Teraz jesteśmy już trochę bardziej świadomymi twórcami muzyki, znamy nasze atuty i nasze ograniczenia oraz wiemy lepiej, jak z nich korzystać bądź nie. Do dziś zdarzy się, że ktoś nam po koncercie powie, że „Sex, Whiskey & Southern Blood” to ich ulubiona płyta JDO i o ile szanuję taką opinię, to mam ochotę potrząsnąć taką osobą i zapytać czy słyszała nasze dwie ostatnie płyty, bo są o wieeele lepsze...

MM: Jest już klip do otwierającego płytę utworu „The Creature Is Alive”. Czyj był pomysł na ten teledysk?

WK: Wstępny koncept wyszedł ode mnie, a potem już wspólnie dogrywaliśmy szczegóły, niektóre zresztą już podczas kręcenia... Jeśli chodzi o teledyski, jesteśmy strasznie niezorganizowani w tym temacie i często idziemy na żywioł – w przypadku „The Creature is Alive” było podobnie. Wiedzieliśmy za to, że chcielibyśmy w teledysku Nadię, czyli modelkę, której zdjęcia znajdują się na okładce i w książeczce. No i w ten sposób teledysk ładnie łączy się z artworkiem płyty. 

MM: Co kręci J.D. Overdrive w 2017 roku?

WK: Chyba dalej stary, dobry rock'n'roll, może trochę mniej go w codziennym życiu (wiek, zdrowie, obowiązki), ale wciąż jest obecny na scenie i to się raczej nie zmieni.

MS: Tak, rock’n’roll i konkretny wpierdol, kiedy tylko czas i zdrowie na to pozwalają (śmiech).

MM: Dzięki za wywiad!


Rozmawiał: Maciej Majewski