Wywiady

Mariusz Duda

2022-01-04

Pod koniec listopada ukazał się album "Interior Drawings" Mariusza Dudy zamykający trylogię jego solowych wydawnictw rozpoczętą w czerwcu 2020 roku krążkiem "Lockdown Spaces". Premiera nowej płyty była idealnym pretekstem do przeprowadzenia wywiadu z Artystą co uczynił nasz wysłannik Jakub Oślak.

Rozmowa z: Mariusz Duda

Jakub Oślak: Czy Interior Drawings to już koniec Twojego cyklu lockdownowego? Szkoda kończyć coś, co idzie tak dobrze! Częstotliwość wydawnicza świadczy o inspiracji, motywacji, i chęci tworzenia.

Mariusz Duda: Tak. Koniec. Faktycznie motywacji i chęci tworzenia nie zabrakło, ale pozwolę sobie podkreślić fakt, że lockdownowa trylogia to przede wszystkim muzyka instrumentalna, a ja najwięcej czasu zawsze poświęcam na pisanie tekstów. W częstotliwości wydawania moich ostatnich płyt bardzo pomogła też forma cyfrowa tych wydawnictw, a pamiętajmy, że w czasach pandemii na produkcję winyla czeka się około pół roku. Kiedy jednak tego nośnika nie ma, a mamy głównie digital, to płyta ukazuje się praktycznie zaraz po wyjściu ze studia. I stąd te częste wydawnictwa. Pragnę jednak uspokoić fanów nośników fizycznych: w 2022 mam zamiar nadrobić wszystkie zaległości z lockdownowym cyklem związane i trylogia w końcu ukaże się na CD i winylu.

JO: Czy po tych trzech płytach czujesz, że kolejne hipotetyczne epizodytego cyklu byłyby już ciągnięte na siłę? Czy wolałbyś już zacząć zajmować się czymś innym? Lockdown na świecie niestety trwa.

MD: Temat zamknięcia zawsze był mi bliski. Panic Room czy Walking on a Flashlight Beam pojawiły się jeszcze zanim lockdown stał się mainstreamem. Chwilowo nie chciałbym wydawać kolejnej rzeczy związanej z tą tematyką. Trylogia wystarczy - chociaż na wydanie CD szykują się bonusy (śmiech). Niemniej, kolejny album pod szyldem ‘Mariusz Duda’ z pewnością się ukaże.

Ten elektroniczny ‘Mariusz’ jest naturalną kontynuacją tego, co rozpocząłem na Fractured i Under the Fragmented Sky, które - jeśli chodzi o świat Lunatic Soul - były bardzo od reszty lunatycznych albumów odstające. Teraz mam jednak do dyspozycji kolejny, już trzeci projekt. I dzięki niemu mogę sobie obecnie pozwalać na to, czego nie mógłbym robić ani w Riverside ani nawet w Lunatic Soul. Teraz, kiedy stworzyłem sobie takie prywatne uniwersum Marvela - tu rock progresywny, obok tego bardziej folk i orientalizmy, a tam zaś elektronika - mogę skakać między projektami w zależności od artystycznych potrzeb.

JO: A czy Twoja osobista passa wydawnicza sprawia, że podświadomie przerzucasz uwagę na Lunatic Soul i elektronikę znacznie bardziej, niż dotychczas, w stosunku do statku-matki, czyli Riverside?

MD: Już nie jestem na tym etapie, że Riverside jest na piedestale, a cała reszta to projekty poboczne; do wszystkiego podchodzę z takim samym zaangażowaniem. Zdecydowałem, jednakże, że tylko Riverside będzie u mnie związane z graniem koncertów. Gdybym promował płyty Lunatic Soul roczną trasą koncertową, to zapewne w ciągu ostatnich 20 lat działalności artystycznej nie wydałbym 20 płyt, tylko najwyżej połowę tego. A że tworzenie nowej muzyki wciąż jest dla mnie najważniejsze, muszę mieć do tego możliwości. I najlepiej łączyć to hybrydowo. Tu studio i koncerty, a tu tylko studio.

A odpowiadając na Twoje pytanie: przyznam, że nie miałem ostatnio serca do rocka progresywnego. Ostatnie 2 lata, to u mnie głównie muzyka instrumentalna, z przewagą elektroniki. Chciałem za tym pójść. Trochę mogę za to winić lockdown i brak możliwości grania koncertów z Riverside, ale przyznaję, że zmęczyło mnie to naprzemienne schematyczne wydawanie płyt Riverside i Lunatic Soul. I stylistyka, w której się ostatnio obracałem też mnie zmęczyła. Lockdown na pewno wywrócił parę rzeczy do góry nogami, parę rzeczy też mi w głowie przewartościował. Stąd ucieczka w dosyć mocny leśny folk na ostatnim Lunaticu i ta ‘Mariuszowa’ elektroniczna trylogia na kasetach.

Ale do Riverside już wracam. Już się po tych dwóch latach trochę za naszą specjalną wersją progresywnego rocka stęskniłem. I rok 2022 zdecydowanie będzie należał do Riverside, bo już w końcu czas nagrać nowy album.

JO: A skąd wzięło się to zmęczenie progresywną stylistyką? Przecież to ona leży u podwalin Riverside i dla wielu słuchaczy jest nierozerwalnie związana z Waszym artystycznym DNA.

W rocku progresywnym jest tak, że wszystko musi się zgadzać w tzw. klasycznej formie. Zespół musi mieć gitarę, perkusję, bas, klawiszowca, wokalistę. Słuchacz musi wiedzieć, kto na czym gra i jaka jest jego rola w zespole. Zawsze można mu wtedy przyznać jakieś wyróżnienie w odpowiedniej kategorii. To dlatego, między innymi, w pewnym momencie, poczułem się w Riverside jak w klatce. I przyznam, że dopiero w Lunatic Soul zrozumiałem, że największą swobodę twórczą mam wtedy, gdy mogę grać na wielu instrumentach i kiedy te instrumenty mogą brzmieć niestandardowo. W nowym elektronicznym projekcie mogę pójść jeszcze dalej. W Riverside tego nie miałem i mieć nie mogłem. A ja raczej nie jestem ani klasycznym basistą, który chciałby grać tylko na basie, ani fanem muzyki, która najczęściej podoba się np. producentom gitar, bo wtedy najlepiej słychać ich produkty. Nie ukrywam, że wolę, gdy instrumenty nie brzmią standardowo i gdy nie do końca wiadomo, na jakim instrumencie powstał dany dźwięk. Wtedy jest ciekawie. Coś się dzieje. W Riverside nie zawsze mogłem tak robić. W Lunatic Soul tak. Myślę, że Michał Łapaj z Piotrem Grudzińskim trochę mi tego świata zazdrościli. I myślę, że to był też powód, dla którego narodził się Eye of the Soundscape, dla niektórych nasz pierwszy prawdziwie progresywny album (śmiech). Część naszej publiczności jednak tego nie zaakceptowała. Dla nich zawsze byliśmy zespołem progresywno-metalowym. Do dzisiaj pamiętam recenzję, w której EOTS otrzymał od zbulwersowanego recenzenta jedną gwiazdkę. Napisał (parafraza): Owszem, bardzo mi się ta płyta podoba; ale to przecież nie jest prog-metal!

JO: Czy Riverside może znów nagrać coś takiego, jak Eye of the Soundscape? Nie boję się nazwać go swoim ulubionym albumem, a o potencjale na więcej świadczą chociażby Wasze solowe płyty.

Riverside od zawsze starał się być w tym prog-rockowym świecie zespołem na tyle eklektycznym, aby stać nas było twórczo i mentalnie na nagranie i wydanie takiego albumu jak EOTS. Ja się na takiej muzyce w stylu Tangerine Dream wychowałem, od niej zaczynałem i mam ją do dzisiaj w swoim DNA. Michał również. Razem z Grudniem byliśmy zaś fanami Dead Can Dance. Kiedy we trzech chcieliśmy spróbować połączyć te dwa światy w jednym miejscu - zrobiliśmy to pod szyldem Riverside. Ale to nie było do końca Riverside, bo na pokładzie jest jeszcze Piotr Kozieradzki, a na tej płycie gra tylko jeden rytm.

Przyznaję, że gdy pojawiały się nam po sesjach jakieś Night czy Day Sessions, zaczął chodzić mi po głowie side-project, w którym moglibyśmy te fascynacje i inspiracje już nie tylko przemycać na bonusowych krążkach, ale otwarcie wyrażać. Eye of the Soundscape miał być takim crossoverem - albumem, który miał się w przyszłości przerodzić w niezależny byt. Gdyby Piotrek Grudziński żył, zapewne tak by się stało. Jednak historia potoczyła się tak jak się potoczyła.

Jak się okazało, elektronika trafiła bardziej na płyty Lunatic Soul niż Riverside. Czułem, że wolę, aby na siódmym albumie zespół rockowy wrócił do grania rocka. I myślę, że raczej nieprędko taki album jak EOTS znowu powstanie.


JO: A czy solowa płyta Michała Łapaja oraz Twoja twórczość elektroniczna może być początkiem nowej, pięknej przyjaźnimiędzy Wami dwoma? Czy jest Wam pisany osobny, wspólny album?

MD: Mieliśmy plany z Michałem, żeby nagrać „Nowego EOTSa”. I nie jest wykluczone, że kiedyś coś takiego nagramy. Michał ma swoją miłość do klasycznych analogów, ciężkich i mrocznych, które wszyscy znają z Riverside. Ja tworząc elektronikę obiecałem sobie, że zostawię tamten riversidowy świat i spróbuję znaleźć inne środki wyrazu. I myślę, że w Lunatic Soul na Fractured udało się stworzyć coś ciekawego; ale, dopiero na lockdownowej trylogii znalazłem to swoje el-brzmienie. Moja elektronika jest ‘chudsza’, ‘pudełkowa’, cyfrowa, bardziej jak Thom Yorke niż Klaus Schultze. Tak przynajmniej było na Claustrophobic Universe. Na Interior Drawings doszło więcej żywego pianina.

Z pewnością, ciekawie byłoby połączyć te dwa światy. Ale pamiętajmy, że my już je połączyliśmy. Eye Of The Soundscape nie jest przecież albumem tylko jednego z nas. Poza tym wciąż gramy razem w Riverside (śmiech).

JO: Zastanawia mnie, na ile trylogia lockdownowa była rzeczą spontaniczną, odpowiadającą na sytuację, a na ile jest to coś, co nosiłeś w sobie od dawna, co dopiero teraz miałeś okazję wyrazić?

MD: O moim DNA już rozmawialiśmy. Klawisze to mój pierwszy instrument, a na elektronice się po prostu wychowałem. Zaistniałem jednak jako śpiewający basista w zespole prog-rockowym, więc z graniem elektroniki trzeba było trochę poczekać. Był Eye Of The Soundscape, ale na klawiszach zbyt dużo tam nie grałem. Było Fractured i Under The Fragmented Sky, ale tu dla odmiany trzeba było tworzyć mimo wszystko w konwencji i grać dużo na gitarach.

W 2020, już w lockdownie, podczas nagrywania Through Shaded Woods Lunatic Soul, tradycyjnie w warszawskim Serakosie, poczułem się znudzony pracą w studiu. Zwłaszcza, gdy zaczęły się tzw. podmianki z demo, czyli poprawianie wokali, instrumentów, nagrywanie wielu partii na nowo, już tym razem „na poważnie”. Zawsze w takich sytuacjach trzeba być bardziej rzemieślnikiem, niż artystą. A ja chciałem znowu tworzyć nowe, wypluwać z siebie kolejne dźwięki! Pamiętam, że któregoś dnia poprosiłem Magdę i Roberta, żebyśmy odłożyli pracę i zaczęli robić coś innego. Podjąłem decyzję, że stworzę płytę z bonusami, z utworem Transition II, ale potem jeszcze z rozpędu sięgnąłem po Mooga Minitaura, podłączyliśmy MIDI, odpaliłem Nord Druma i zobaczyłem, że zaczynają wychodzić mi z tego rzeczy przypominające… No właśnie, co?

O kurcze, pomyślałem sobie, ale to jest inne, świeże, mroczne, chcę w to brnąć! I tak oto w krótkim czasie powstało coś, co miało już kształt zupełnie nowej płyty. Oczywiście padło pytanie, Co teraz? Jak to teraz zrobić, skoro za chwilę ogłaszam nowy Lunatic? I co, w tym samym momencie wypuszczam coś z zupełnie innej beczki? Coś, od czego większość fanów Riverside i Lunatic Soul i tak się odbije? Po namyśle postanowiłem, że po prostu wrzucę to do sieci. Na tym pewnie by się skończyło, gdyby nie fakt, że tematyka Lockdown Spaces, to tak naprawdę mój stary, ulubiony temat, czyli izolacja i zamknięcie.

Moje ulubione filmy Romana Polańskiego także dzieją się w czterech ścianach – „Wstręt”, „Lokator”, „Pianista” – bohaterowie tych filmów patrzą na wszystko z perspektywy zamknięcia. Kiedy pojawił się lockdown, kiedy odwołaliśmy koncerty z Riverside, stwierdziłem, że w sumie może i dobrze się stało. Wręcz poczułem jakąś ulgę, radość. Wow, będę mógł sobie teraz posiedzieć w studiu i nagrać jakąś nową płytę. Niestety na tapecie miałem tylko „otwarte lasy”. Trochę mi się to kłóciło, z tym, co czułem. A najwyraźniej potrzebowałem w swoim życiu takiej minimalistycznej, klaustrofobicznej płyty. Tylko nie miałem na nią wystarczająco czasu. Postanowiłem, że zrobię ją w specyficzny sposób: zero jakichkolwiek gitar, tylko klawisze, automat perkusyjny, i już. Minimalizm, żadnych stringów, żadnych większych przestrzeni, żadnego zdobnictwa. Taki osobisty challenge: zróbmy płytę w dwa tygodnie i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Wyszło nieźle, chociaż z perspektywy czasu uważam, że na Lockdown Spaces zabrakło przynajmniej dwóch kompozycji. Stwierdziłem, że temat nie został wyczerpany i w lockdownie zrobię jeszcze ze dwa takie albumy.

JO: Czy tworząc trylogię lockdownową miałeś poczucie, że może ona ułatwić Tobie powrót do Riverside? Czy był to jeden z czynników motywujących do tak wytężonej pracy w ostatnim czasie?

Riverside wciąż działało. To nie jest tak, że się nie spotykaliśmy. W 2021 zagraliśmy przecież koncerty z okazji naszego jubileuszu. Stworzyliśmy nawet Story of My Dream i kompilację Riverside 20.  Ale to prawda, że przez ostatnie dwa lata za nową płytę Riverside brać mi się nie chciało. Myślami byłem gdzieś indziej. Stwierdziłem, że zwyczajnie poddam się temu, co wydarzy się na próbach. Niestety, na próbach były jakieś pomysły, ale niewiele z tego wynikało. Głównie szykowaliśmy się na nich do jubileuszowych koncertów.

Myślę jednak, że koniec końców dobrze się stało. Potrzebowaliśmy takiego indywidualnego czasu dla siebie. Nie tylko ja, ale także Michał Łapaj i Maciek Meller. Michał w końcu miał czas skończyć i wydać swoją solową płytę. Maciek, pamiętajmy, również w tym okresie wydał swój solowy album, a niedawno wydał go jeszcze raz (śmiech). Ale tym razem w zupełnie innej formie.

Przerwa od riversajdowego świata i skończona trylogia sprawiła, że autentycznie zatęskniłem. I czuję, że ponownie mogę być motorem napędowym i stworzyć w Riverside coś ciekawego i oryginalnego. Zaczęliśmy robić już pierwsze demo, wizja nowego albumu powoli się kształtuje.

JO: Wspominałeś o uldze i radości z bycia w zamknięciu i niechęci do bycia w trasie. Ale wasze uśmiechy i spojrzenia ze sceny w Gdańsku i pozostałych miastach tego lata mówiły coś innego!

MD: Wiesz, ja nienawidzę wyjeżdżać! Nienawidzę się pakować, przygotowywać do jakiegokolwiek wyjazdu, nienawidzę latać pieprzonym samolotem. Autentycznie, gdybym mógł żyłbym w takim lockdownie non-stop. Ale paradoks jest taki, że jak już się przełamię - a całe moje życie polega na tym, że się do czegoś przełamuję - to jest już dobrze. I jak już jedziemy tym nightlinerem i jestem z chłopakami, jak już zaczynamy grać pierwsze koncerty, to autentycznie cieszę się, że tak się dzieje. Następuje u mnie przemiana. Mało tego, zaczynam czerpać z tego energię. Wraca mi witalność i zastanawiam się, dlaczego kolejny raz nie miałem na to czy na tamto ochoty, przecież ja tego potrzebowałem!

Tworzenie muzyki w studiu to jedno, ale wykonywanie jej na scenie i możliwość obserwowania reakcji publiczności, to drugie i najlepsze, co ci się może przytrafić w tym zawodzie. Kocham obie te rzeczy. Kocham grać przed publicznością, szczególnie taką, gdzie czujesz te endorfiny, widzisz te uśmiechnięte twarze w pierwszych rzędach i wiesz, że jesteś wtedy kimś ważnym. Radość innych udziela się i tobie. I po tym gdańskim koncercie pomyślałem sobie, rety, to ja nie chciałem jechać w tę trasę?!?

Tu przyznam się do kolejnej rzeczy: kiedy padła propozycja, abyśmy zagrali te koncerty na dwudziestolecie, wiedziałem już, że z nowej płyty nici. Riverside nigdy w swojej historii nie był w stanie jednocześnie przygotowywać się do trasy i pracować nad nowym materiałem. A plan był taki, że nowa płyta pojawi się na pod koniec 2021. Wiedziałem, że przez tę trasę to się nie uda. Zwłaszcza w pandemii, kiedy wszystko trzeba oddać do tłoczni pół roku przed terminem.

Ale same koncerty były świetne. I zdałem sobie na nich sprawę, że po tej przerwie naprawdę dobrze się czuję na scenie. Oczywiście, przez półtora roku człowiek trochę zardzewiał, kręgosłup zaczął siadać i po trzecim koncercie już czułem fizyczne zmęczenie. Ale to było piękne doświadczenie, niezastąpione. Nie wiem tylko jak sobie dam radę na tej ogromnej trasie w Stanach, która była już przekładana kilka razy; ona miała pierwotnie promować nowy album!

JO: Czy Polska i Europa także może liczyć na swoją część trasy w przyszłym roku?

MD: Plan na ten moment jest taki, że do marca będziemy komponować nowy album. Potem mamy przerwę na trasę, a potem w czerwcu/lipcu wchodzimy do studia, aby to wszystko zarejestrować. Nie wiem jak będzie z jej tłoczeniem i logistyką, więc podejrzewam, że album ukaże się fizycznie dopiero pod koniec 2022 albo na początku 2023. Myślę, że sierpień/wrzesień jest dobrą perspektywą na dodatkowe koncerty w kraju i w Europie, zarówno te zaległe, jak i zupełnie nowe. Pod koniec tego roku powinniśmy zacząć też odsłaniać pierwsze single nowego albumu. Taką mam przynajmniej nadzieję!

JO: Ostatnie pytanie, filozoficzno-romantyczne: Czy spełniłeś już swoje marzenie małego chłopca, który sięgając po gitarę, czy inny instrument, poczuł, że chciałby uczynić ją swoim dalszym życiem?

MD: Zawsze chciałem żyć z muzyki, aby to był mój zawód, grać koncerty, nagrywać płyty. To już się spełniło. Czuję się szczęśliwy, że udało mi się połączyć pracę z pasją, że nie jestem jednym z tych niewolników z płyty Shrine Of New Generation Slaves. Czuję się też zadowolony z tego, że udało mi się to osiągnąć konsekwencją i pokorą. Tej dzisiaj często brakuje młodym artystom, którzy chcą osiągnąć wszystko tu i teraz. Gdybym 20 lat temu chciał to wszystko mieć tak od razu, pewnie dzisiaj wykonywałbym inny zawód.

Marzeń małego chłopca jednak nigdy za wiele. Trzeba mieć je całe czas. One napędzają, nadają sens życiu. Obecnie marzy mi się dalsze rozwijanie mojego muzycznego uniwersum, spełnianie się na różnych płaszczyznach. Nie jest wykluczone, że będę kontynuował rzeczy pod szyldem ‘Mariusz Duda’. Lunatic Soul za chwilę też wejdzie w pewną ciekawą kooperację. No i nowy album Riverside zapowiada się wyjątkowo ciekawie. Moim marzeniem jest zrobienie tego wszystkiego jak najlepiej. Liczę na to, że się spełni.

JO: Bardzo dziękuję za rozmowę!


Rozmawiał: Jakub Oślak


alt-J

2022-06-24

Brytyjskie trio alt-J promuje swój ostatni album „The Dream”. Trasa koncertowa obejmuje także nasz kraj, gdzie zespół wystąpi 17 lipca (Warszawa, Centrum EXPO XXI). Perkusista grupy Thom Sonny Green uchodzi ponoć za introwertyka i bardzo nieśmiałą osobę. Zupełnie nie miałem takich odczuć w trakcie rozmowy z nim, której zapis znajduje się poniżej.

Czytaj więcej...

Martin Lange

2022-06-14

Duet Martin Lange tworzą dwaj uznani producenci: Michał Lange i Marcin Makowiec. Po latach współpracy z czołówką polskiej sceny muzycznej (Kasia Lins, Rosalie, Michał Szpak) obaj panowie postanowili nagrać na własny rachunek debiutancki album zatytułowany "Kontrasty". O procesie powstawania tej płyty porozmawialiśmy z oboma muzykami w siedzibie wydawcy - Universal Music Polska.

Czytaj więcej...

Alice Cooper

2022-06-13

Jest obecny na światowej scenie od ponad 50 lat. Pionier horror rocka i niekwestionowana ikona całego rockandrollowego nurtu. Człowiek, z którym w tej branży liczą się zdaje się wszyscy. Już za kilka dni po prawie 10 latach ponownie wystąpi w Dolinie Charlotty. W poniższej długiej rozmowie przytoczył mnóstwo anegdot ze świata rocka, opowiedział o swojej pasji malarskiej i golfowej oraz kilku muzycznych ciekawostkach. Oto on we własnej osobie – Alice Cooper!

Czytaj więcej...

Polskie Znaki

2022-05-28

Projekt Polskie Znaki został założony przez Radka Łukasiewicza (ex-Pustki, Bisz/Radex), Jarka Ważnego (ex-Kult, El Doopa) i Janusza Zdunka (Marienburg, 4Syfon, Kult). Muzycy wzięli na warsztat ludowe teksty i pieśni związane ze śmiercią oraz odchodzeniem i nagrali swoje interpretacje z udziałem zaproszonych gości. O powstaniu tego zespołu i kulisach stworzenia płyty "Rzeczy Ostatnie" porozmawialismy z Radkiem Łukasiewiczem.

Czytaj więcej...

Parov Stelar

2022-05-23

Parov Stelar najwyraźniej wyswobodził się już z traumy pandemicznej, bo jego najnowszy album „Moonlight Love Affair” tętni energią, światłem i radością. O tym, co spowodowało tę zmianę oraz o innych bardzo ciekawych aspektach dotyczących swojej twórczości, opowiedział mi w poniższej rozmowie, a już jesienią ponownie zagra w naszym kraju.

Czytaj więcej...

Rita Pax

2022-05-18

Grupa Rita Pax nagrała nowy album "Piękno - Tribute To Breakout", na którym znalazły się jej interpretacje kompozycji z trzech pierwszych płyt grupy Breakout. O pomyśle na ten album oraz kulisach pracy na tymi piosenkami porozmawialiśmy z muzykami Rity Pax: Pauliną Przybysz, Kasią Piszek, Pawłem Zalewskim, Piotrem Zalewskim oraz Jerzym Markuszewskim.

Czytaj więcej...

Archive

2022-05-17

Grupa Archive zakończyła jubileuszową trasę koncertową z okazji 25-lecia na progu pandemii. Zespół odcięty od możliwości wspólnego działania, powoli zaczął tworzyć nowy materiał, który z czasem rozrósł się do blisko dwugodzinnego albumu. "Call to Arms and Angels" to nie tylko bodaj najbardziej epickie dzieło grupy, ale także najbardziej złożone. To projekt do tego stopnia wyjątkowy, że zespół postanowił zrealizować przy okazji film dokumentalny, poświęcony procesowi tworzenia nowej płyty. Obraz zrealizowany w dużej mierze kamerą Super 8, okazał się jednak czymś więcej w dorobku grupy. O tym dość sporym przedsięwzięciu opowiedział mi jeden z założycieli Archive - Darius Keeler

Czytaj więcej...

Luxtorpeda

2022-05-09

Nowa płyta Luxtorpedy powstała jeszcze w okresie pandemicznym. Był to zresztą znaczący czas dla zespołu, który początkowo planował nagranie ep-ki. W konsekwencji ukazała się cała płyta zatytułowana „Omega” utrzymana w brzmieniach mocnych i szybkich, nawiązujących do grupy Flapjack. O jej niuansach opowiedział mi głównodowodzący zespołu, Robert ‘Litza’ Friedrich.

Czytaj więcej...

Siostry Melosik

2022-05-07

Siostry Dagmara i Martyna Melosik wydały długo oczekiwany debiutancki album "Znam Na Pamięć Dalszy Ciag". Premiera płyty była doskonałą okazją, by porozmawiać z artystkami na temat kulisów powstania tego wydawnictwa.

Czytaj więcej...

Gary Numan

2022-05-06

Pionier muzyki electro-industrialnej Gary Numan wystąpi 3 czerwca w warszawskiej Progresji w ramach trasy promującej album "Intruder" wydany w maju 2021 roku. Będzie to trzeci występ tego artysty w Warszawie. Z tej okazji wywiad z Garym przeprowadził dla nas Jakub Oślak.

Czytaj więcej...

Maciej Lipina

2022-05-04

Maciej Lipina wydał album "Anawa 2.0". Jest to remake jedynej płyty legendarnej grupy Anawa nagranej z Andrzejem Zauchą i wydanej w 1973 roku. Z tej okazji kilka pytań zadała Artyście nasza wysłanniczka Jagoda Dobrzyńska.

Czytaj więcej...

Franz Ferdinand

2022-04-25

Po ponad dwóch dekadach grania grupa Franz Ferdinand postanowiła podsumować dotychczasowy dorobek albumem kompilacyjnym „Hits To The Head”, zawierającym największe przeboje, a także dwie premierowe kompozycje. O niuansach tego wydawnictwa, zmianach w składzie, bieżących sposobach dystrybucji muzyki i współczesnych fascynacjach muzycznych opowiedzieli mi wokalista i gitarzysta Alex Kapranos oraz Bob Hardy, pozostający dziś jedynymi muzykami z oryginalnego składu grupy.

Czytaj więcej...

Nitzer Ebb

2022-04-19

Brytyjska legenda nurtu EBM Nitzer Ebb wróci po 12 latach do warszawskiej Progresji i zagra tam już 25 kwietnia. Z tej okazji krótkiego wywiadu udzielił nam wokalista Douglas McCarthy.

Czytaj więcej...

Natalia Przybysz

2022-04-14

„Zaczynam się od Miłości” to wyjątkowy album w dorobku Natalii Przybysz. Zaśpiewała na nim bowiem teksty Kory Jackowskiej, które nigdy wcześniej nie były wykonywane przez wokalistkę Maanamu. Ale Natalia nie byłaby sobą, gdyby do tego zbioru nie dodała także czegoś od siebie - na płycie znajdują się także dwie piosenki z jej własnymi tekstami. O szczegółach tego projektu i zanurzeniu się w świat słów Kory opowiedziała nam w poniższej rozmowie.

Czytaj więcej...

Tęskno

2022-04-14

Pod koniec ubiegłego roku Joanna Longić tworząca pod szyldem Tęskno wydała album "tęskno gra poezję", na którym Artystka zmierzyła się z poezją wybinej, acz nieco zapomnianej poetki XX-lecia międzywojennego Zuzanny Ginczanki. Już 9 czerwca płyta zostanie wydana w formacie winylowym. Z tej okazji Joanna Longić udzieliła nam wywiadu na temat "tęskno gra poezję".

Czytaj więcej...

Meek, Oh Why?

2022-04-13

Raper Meek, Oh Why? wydał właśnie czwartą płytę, zatytułowaną „Offline”, zawieszoną bardzo mocno muzycznie i tekstowo w okresie lockdownu. Płyta niesie jednak ze sobą także i inne ważne myśli, a wszystko zamyka się w niespełna 30-minutowej opowieści. O swoim zwieszeniu między światem analogowym, a cyfrowym Mikołaj opowiedział mi w poniższej rozmowie.

Czytaj więcej...

Nula Stankiewicz

2022-04-12

Nula Stankiewicz zaprezentowała nową płytę zatytułowaną „Śpiewam”. Na albumie znalazło się 14 piosenek Janusza Strobla. Płyta jest połączeniem współczesnych aranżacji, wybitnego instrumentarium i poruszających tekstów z ujmującym wokalem Nuli Stankiewicz, a zarazem poruszającym podsumowaniem części dorobku Janusza Strobla. Z tej okazji Artystka opowiedziała nam o kulisach powstania "Śpiewam".

Czytaj więcej...

Madrugada

2022-04-06

Po udanej trasie koncertowej w 2019 roku, która zahaczyła także o nasz kraj, muzycy reaktywowanej norweskiej grupy Madrugada postanowili pójść za ciosem i nagrać pierwszą od 14 lat płytę z premierowym materiałem. Album „Chimes At Midnight” ukazał się pod koniec stycznia, a kilka dni później zespół ruszył w europejską trasę koncertową. Zaś 3 kwietnia ponownie wystąpili na deskach warszawskiego klubu „Niebo”. Kilka godzin przed koncertem miałem przyjemność porozmawiać z wokalistą Sivertem Høyemem, basistą Frode Jacobsenem i perkusistą Jonem Lauvlandem Pettersenem, którzy nie tylko opowiedzieli mi o procesie powstawania nowej płyty, ale przytoczyli również kilka anegdot i ciekawostek z wbrew pozorom całkiem bogatej historii grupy.

Czytaj więcej...

FORMY Planet

2022-03-30

Trójmiejski zespół FORMY Planet można uznać za "supergrupę", gdyż w jej skład wchodzą cenieni muzycy działający w tamtejszych znanych składach (The Shipyard, Mordy, Bielizna, Blenders). Liderem zespołu jest zaś działający na polskiej scenie od 40 lat Piotr Pawłowski - basista Made In Poland, The Shipyard i Dance Like Dynamite. Grupa wydała właśnie debiutancką płytę "Kosmos Jest Wszędzie" i był to doskonały powód by zadać kilka pytań Piotrowi Pawłowskiemu. Album ukazał się w cenionej oficynie Antena Krzyku.

Czytaj więcej...

White Lies

2022-03-29

Grupa White Lies przygotowuje się do już 19 (!!!) koncertu w naszym kraju, który odbędzie się 4 maja w warszawskiej Progresji. Będzie to występ na trasie promującej nowy album "As I Try Not To Fall Apart". O powrocie do koncertowania, nagrywaniu nowej płyty i wspomnieniach z występów na Ukrainie z perkusistą White Lies Jackiem Lawrencem-Brownem rozmawiał Jakub Oślak.

Czytaj więcej...

End of content

No more pages to load