Wywiady

Paulina Przybysz

2020-03-06

3 lata temu Paulina Przybysz nagrała pierwszą płytę „Chodź tu” podpisaną swoimi imieniem i nazwiskiem (choć nie pierwszą solową). Nagrodzona została Fryderykiem w kategorii album roku w muzyce elektronicznej. Teraz wydała kolejny krążek zatytułowany „Odwilż”. W poniższej rozmowie prześwietliliśmy go z autorką utwór po utworze.

Rozmowa z: Paulina Przybysz

MM: W porównaniu z „Chodź tu”, „Odwilż” jest dość surową płytą, a momentami wręcz ‘skandynawską’. Począwszy od otwierającego ją utworu „Wszystko”, w którym jest zdaje sporo myślenia życzeniowego.

Paulina: Tomik, szef wytwórni Kayax, też użył słowa 'skandynawski'. „Wszystko” to akurat przykład strumienia świadomości. Lubię te momenty ‘bez trzymanki’, których potem nie cenzuruję i nie układam w bardzo logiczną całość, ponieważ uważam, że to jest najprawdziwsze. Myślę, że to uwertura do tego, co może nas czekać w przyszłości na albumie.

MM: Z kolei „Sex” skojarzył mi się trochę z „All Mine” Portishead. Początkowo wydawało mi się, że w tym utworze śpiewa z Tobą Natalia.

Paulina: O, to ciekawe, bo mnie się kojarzy z balladami D’Angelo. Ale usłyszałam już, że ta płyta jest triphopowa. Akurat Natalii w ogóle nie ma na tej płycie. Bardziej potrzebowałam tutaj chłopaków, bo głosu i poglądu kobiety jest tu bardzo dużo.

MM: Zastanawiam się też, na ile jest to tekst autobiograficzny.

Paulina: Jest jak najbardziej. Ja mam niskie ciśnienie i często marznę (śmiech).

MM: Nawiązując do „Senności” - jako fanka „Gwiezdnych wojen” wnioskuje, że „Gry o tron” nie widziałaś?

Paulina: Nie widziałam do końca. Zaczęłam oglądać w 2012 roku, krótko po narodzinach mojej drugiej córki. Potem wymiękłam, ale fenomen tego serialu i całe związane z nim zjawisko wymagał uwiecznienia. Poza tym kojarzy mi się z wyborami, a „Senność” pisałem przedwyborczo. Ktoś mnie zapytał, na kogo będę głosowała i nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Stąd ta chęć zmierzenia się z tymi parlamentarnymi historiami, które są przecież dość skomplikowane. Poza tym bardzo łatwo zawieść się na swoim wyborze i poczuć że nic się nie wie...

MM: To też jest przykład Twojej deklaracji. Zresztą cała płyta wydaje się taką deklaracją. Ten utwór odnosi się zdaje się także do otoczenia, w którym tworzyłaś ten album?

Paulina: Tak, potrzebowałam takiego miejsca i miejsca w czasie, w którym jestem w stanie się ze sobą komunikować. Będąc współcześnie matką i człowiekiem czynnym zawodowo, wypełniam rubryczki zadań i ciężko w tym wszystkim znaleźć czas na pisanie piosenek w prawdziwym skupieniu. To też jest zadaniowe podejście, ale bardzo chcę to robić. Nie traktuje tego jako pracy, ale coś, o czym skrycie marzę. Gdy to się dzieje, jest idealnie. I takie warunki miałam w domu znajomych na cichym poddaszu, w którym mieszkaliśmy w czasie, gdy nasz budował się nieopodal. Byłam w nim często sama i tworzyłam w nim we własnym rytmie. A gdy głowa mi już płonęła, szłam na długi spacer i po powrocie weryfikowałam, czy to, co napisałam wcześniej jest dobre.

MM: Podobno najlepsza sytuacja jest wtedy, gdy piosenki mogą trochę przeleżeć.

Paulina: Oczywiście. W przypadku tej płyty leżały od zimy do zimy. Miałam czas na przemyślenie tego albumu i tego, jak on ma wyglądać koncepcyjnie, wizualnie, dlaczego te numery wchodzą, a inne nie.

MM: W „Dobrze” gościnnie śpiewa Dawid Podsiadło. Padają tam znamienne słowa: „(...) może po prostu w dupach się poprzewracało?”. Myślisz, że wszystkich nas to dopadło?

Paulina: Nie, bardziej chodzi o nasze oczekiwania. To takie melancholijne zastanawianie się na pograniczu depresyjno-optymistycznym ale też z takim błogosławieństwem odpuszczania. Dlatego Dawid idealnie się do tego nadaje (śmiech).

MM: Z kolei „36.6”, to murowany hit

Paulina: Bardzo możliwe (śmiech). Pierwotnie to utwór, który powstał do filmu „Miłość jest wszystkim”. Padła propozycja bym napisała taką piosenkę. Ostatecznie nie weszła ona do filmu, więc postanowiłam ją wykorzystać. Dla mnie to numer w stylu Steviego Wondera, chyba najsłodszy z albumu.


MM: Dużo chłodniej i poważniej robi się w „Zimie”. Padają w nim kwestie egzystencjalne.

Paulina: „Zima” ma trochę patetyzmu ostateczności. Pisałam ten utwór w momencie złych raportów ONZ. Do tego doszła sprawa Ukrainy... Panowała aura niepewności i takiego przygniecenia zarazem. Jak się głebiej nad tym zastanowić, to stoimy na progu wielkiej katastrofy. W tym momencie pojawiają się myśli, co mamy z tego obecnego życia, na czym warto się skupić tak na serio. Zostaje nam miłość. I ten utwór jest wyznaniem miłości do ostatku albo tęsknota do poczucia pełni w tych nerwowych czasach.

MM: Ten utwór płynnie przechodzi w „Strach”. Boisz się?

Paulina: Nie boję się. Raczej czuję misję zluzowania tego strachu, który mnie otacza. Wszystkie te rzeczy, które wymieniam w tym numerze mówią o strachu, wynikającym z niewiedzy. Do tego ludzie boją się także je poznać, co tworzy taki zamknięty krąg.

MM: Tę część płyty spina „Minimalizm” z bardzo konktretnym tekstem, dotyczącym gromadzenia różnych rzeczy. Ciebie też to dotyka?

Paulina: Od paru lat obserwuję u siebie niechęć do robienia zakupów. Mając wokół siebie rodzinę, a więc kochanych ludzi, którzy robią nieustanny bałagan, to myślę sobie, że nie chcę przedmiotów, bo one mnie denerwują. One mnie przytłaczają. Skolei Vito, który pojawia się w tym kawałku, znalazł w nim własną perspektywę i jakąś inną lekkość choć refleksyjną. Poza tym nawet zastanawiałam się, czy „Odwilż” powinna być wytłoczona na jakimś nośniku. Pomyślałam sobie jednak, że mój odbiorca jest dorosły, lubi nośnik i będzie rozczarowany moją wirtualną postawą. Ale mam wrażenie, że to ostatnie podrygi namnażania małych kółeczek z tego lusterkowego tworzywa. 

MM: W „XX” pojawia się gościnnie Ryfa Ri. Jak nawiązałyście współpracę?

Paulina: To jest zabawna historia. Pewnego ranka pijąc kawę, odpaliłam Facebooka i zobaczyłam, że ktoś oznaczył mnie w poście, dotyczącym polskich raperek. Wywiązała się pod nim dyskusja i ktoś napisał, że królową polskich raperek jest Ryfa Ri. Zaczęłam jej słuchać i mocno mnie to wciągnęło. To bardzo mocna i świadoma osoba, a do tego jest także świetną tancerką. W związku z tym, wysłałam do niej ten numer i poprosiłam, by nawinęła. A sam kawałek zaczęłam pisać po obejrzeniu „Opowieści podręcznej”. To jest sc-fi świata superkonserwatywnego w przyszłości, w której rządzą mężczyźni. To numer dotykający feminizmu, który dla mnie jest synonimem równych praw, natomiast nadal jest problem z respektowaniem ich.

MM: Na koniec „Ona i ja”. Czy to jest o waszej siostrzanej miłości z Natalią?

Paulina: Nie (śmiech).To jest oda do muzyki. Uważam, że muzyce należy oddać to, co jej się należy, bo jest czymś wspaniałym.

MM: Swoją drogą - zmieniłaś skład zespołu od ostatniej płyty.

Paulina: Tak, musiałam zmienić skład z bólem serca, choć to była świetna ekipa. Logistycznie było to jednak nie do zrobienia, bo chłopaki z EABS są z Wrocławia a z dosępnością do ich jazzowego kalendarza jest trudno. Teraz gra ze mną Patryk Kraśniewski, Wiktoria Jakubowska i Krzysztof Barański. Zależało mi na tym, żeby skład był z Warszawy i jechał razem, a nie zjeżdżał się z całej Polski, takie ekonomiczno-ekologiczne zmiany.

MM: A co z Ritą Pax?

Paulina: Zbieramy się. Projekt „Tribute to Breakout” na „Męskim Graniu” trochę nas obudził. Zagraliśmy tam koncert w towarzystwie Wojciecha Waglewskiego, Vita i Ani Rusowicz z numerami Nalepy i ekipy. Kiedy pojawiła się ta propozycja, zastanawiałam się, jaki zespół zebrać. Dopiero po czasie oświeciło mnie, że to może być przecież Rita Pax. To doświadczenie dało nam nową energię. Teraz gramy próby i szykujemy się do nagrań.

MM: Dziękuję za rozmowę. 

Foto: Silvia Pogoda


Rozmawiał: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load