Wywiady

Sosnowski

2020-04-20

„Tylko się nie denerwuj” Sosnowskiego, to nie tylko płyta zespołowa, ale przede wszystkim – współpartnerska. Wszystkie teksty na płytę napisała bowiem partnerka artysty – Aleksandra Górecka. Dzięki temu otrzymaliśmy krążek nie tylko bogatszy muzycznie, ale i bardziej intymny. O kulisach zmian oraz procesie tworzenia nowego materiału, Bart Sosnowski opowiedział nam osobiście.

Rozmowa z: Bart Sosnowski

MM: Przyznam, że „Tylko się nie denerwuj” zaskoczyło mnie, bo w stosunku do surowego, pierwotnego i werandowego „The Hand Luggage Studio”, tutaj brzmienie jest niemalże bigbandowe.

BS: To nie jest tak, że coś się wydarzyło w międzyczasie, tylko wiesz, część piosenek, która znalazła się na drugiej płycie, powstała jeszcze przed pierwszym albumem. Mam na myśli „Hej!”, który ostatecznie zaśpiewałem w duecie z Małgorzatą Ostrowską, „S” i „Teraz dzwonisz”. Wszystkie były pierwotnie w wersjach angielskich, a ponieważ stwierdziliśmy, że robimy całą płytę po polsku, otrzymały nowe teksty. Odpadły przez to trzy inne piosenki, które miały tak dobre teksty po angielsku, że nie chcieliśmy z nich rezygnować. W przypadku „Teraz dzwonisz” długo musiałem Olę namawiać, żeby podeszła do tego numeru po polsku, bo wykonywałem go w pierwotnej wersji podczas trasy koncertowej z "The Hand Luggage Studio" i wszyscy się przyzwyczaili do angielskich słów.

A poszerzenie instrumentarium wynika z moich inspiracji, które jednak są szersze, niż tylko granie na werandzie (śmiech). Odzywa się moja fascynacja artystami takimi jak Blues Brothers, Sam And Dave, czy Screamin’ Jay Hawkins, którego pierwsza płyta jest właściwie w całości oparta na bigbandowym graniu. Udało mi się zebrać świetnych muzyków, z którymi współpracowałem wcześniej w różnych konfiguracjach. To są ludzie, których po prostu znam muzycznie. Spotkaliśmy się wcześniej na swojej drodze i wiedziałem, że to poczują. Z perkusistą Adamem Szurajem i saksofonistą Michałem Łuką graliśmy na przykład podczas koncertu w ramach ubiegłorocznego „Męskiego Grania”, czy podczas jednego z koncertów w Studiu im. Agnieszki Osieckiej. Michał przyprowadził ze sobą do studia  Rafała Dubickiego, trębacza. Z Grzesiem Karasiem, klawiszowcem, znamy się od lat. Wszyscy są świetnymi instrumentalistami.

MM: I dzięki temu te utwory uzyskały dodatkowej energii. Ponieważ wszyscy pytają Cię o „Dalej”, to ja zapytam, o co chodzi w utworze „Wieloryb”?

BS: Długo rozmawialiśmy z Olą na temat tekstu do tej piosenki, bo melodia do tego utworu powstała w wyniku improwizacji. Chciałem żeby była o takimi mocno styranym facecie, którego codzienność konkretnie dojeżdża. Ale w momencie, kiedy wraca do domu, wszystko, to co go spotkało w ciągu dnia, nie ma znaczenia. Ola wymyśliła tutaj tę metaforę połykającego cię wieloryba, którego wnętrzności są potwornie śmierdzące (śmiech). Bardzo mi się to spodobało.

MM: Wspomniałeś o „Hej!” – Małgorzata Ostrowska była pierwszym typem na tę partię?

BS: Tak naprawdę zaczęło się od tego, że przy pisaniu "Hej!", wpadliśmy z Olą na pomysł, żeby to było o kłótni dwóch bliskich sobie osób. Nam też naturalnie zdarza się pokłócić. (śmiech) Napisałem dwie solówki gitarowe tak, żeby gitary się ze sobą spierały. No, a skoro tekst był o kłótni, to powiedzieliśmy sobie: czemu nie mieliby się tutaj pokłócić kobieta i mężczyzna? Chodziło o to, by wokalnie też była to pewnego rodzaju konfrontacja. A że zawsze lubiłem barwę Małgorzaty Ostrowskiej, która jest bardzo drapieżna, wpadliśmy na pomysł, by ją zaprosić. Niespodziewanie się zgodziła i nagrała wszystko w niecałe 20 minut. Ogromne wrażenie zrobiło na nas to, w jak niesamowitej jest formie.

MM: „Jak na psy” to opowieść miłosna?

BS: W kontekście tej piosenki myśleliśmy raczej o protest songu, ale takim emocjonalnym, z naszej perspektywy. Nie odpowiada nam retoryka moralizatorska. Ten numer to jest trochę motto tej płyty. Chodziło tu o podkreślenie tego, jak bardzo jesteśmy wszyscy do siebie podobni, niezależnie od poglądów politycznych, koloru skóry, czy orientacji seksualnej. W dzisiejszych czasach działa mnóstwo grup lobbujących, które starają się podzielić społeczeństwo tylko i wyłącznie ze względu na swoje  korzyści finansowe. Wykorzystują to, że kłócimy się o głupoty, żeby osiągać swoje cele. Chcieliśmy zwrócić uwagę na to, że nie musimy się temu tak łatwo poddawać. Pokazać to, co nas łączy, a nie to, co nas dzieli.


MM: Dotknąłeś pewnej istotnej kwestii, którą niesie ta płyta – mam wrażenie, że wy się oboje na niej odsłaniacie i stajecie się przez to słuchaczom po prostu bliżsi.

BS: To bardzo dobrze, że tak to odczytujesz. Dla mnie dobra piosenka, to przede wszystkim dobra historia. Może to także kwestia osobowości? Ja jestem specjalistą od melodii w tym duecie, ale wspólnie mamy trochę hip-hopowe podejście do tekstów, bo opowiadamy swoje historie i bardzo ważna jest dla nas autentyczność, prawda.

MM: Czujesz się jak kosmita?

BS: Pewnie pijesz do utworu „Ufo”.  (śmiech)Czasami tak. Z moim podejściem pro-humanistycznym życzyłbym sobie, żebyśmy jako społeczność ziemska, nie inwestowali tyle w rozwój militarny, czy bankowość. Gdybyśmy te same środki przeznaczyli na medycynę, albo astronautykę, już dawno kolonizowalibyśmy inne planety. Tymczasem kręcimy się w kółko i się wzajemnie zabijamy. Boli mnie też, że nie tolerujemy inności, że reagujemy na nią agresją. W takich momentach zdecydowanie czuję się jak kosmita.

MM: A „Bruce Lee”?

BS: Tutaj inspiracją był dowcip, który opowiedział nasz przyjaciel w kontekście skojarzeń z naszym synem, Leonem. Nowa pani nauczycielka pyta w klasie uczniów, jak się nazywają. Podchodzi do jednego chłopca, pyta go o imię i nazwisko, a on odpowiada: Bruce Lee. Podejmuje jeszcze kilka bezskutecznych prób, aż idzie z tym do dyrektora. Skarży się, że ten chłopiec jest jakiś dziwny, pyta co ma robić, na co dyrektor  odpowiada szeptem: "Proszę mu nie wierzyć... To ja jestem Bruce Lee..(śmiech).

Leon jest indywidualistą, narwańcem. Ale powtarzamy mu, jak w „Alicji w krainie czarów”, że '"tylko wariaci są coś warci". I dla niego jest ta piosenka.

MM: Czemu „Taki sam” się urywa w taki gwałtowny sposób?

BS: Śpiewam go do konkretnej osoby, którą kocham bardzo mocno, ale jesteśmy totalnie różni. Działamy według zupełnie innych hierarchii wartości. W pewnym sensie bardzo to szanuję, a z drugiej strony jestem nieustannie zdumiony. Czasami ciężko też utrzymać taką relację i najważniejszy jest nieustanny dialog. Bardzo ważne jest to, żeby ze sobą rozmawiać jak najwięcej, póki wciąż jesteśmy, póki nie będzie za późno. I do tego 'za późno' odnosi się właśnie ta gwałtowna cisza.

MM: Będzie jeszcze jakiś klip?

BS: Niedawno opublikowaliśmy klip do piosenki "Jak na psy", ale nie jest to nasze ostatnie słowo. Z tą płytą w ogóle jest taki problem, że podobno znajduje się na niej sporo singli i trudno się zdecydować. Mam to szczęście, że Ola zajmuje się też robieniem teledysków: reżyseruje, pisze scenariusze, montuje. To wiele ułatwia w tej sytuacji.  (śmiech)


Rozmawiał: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load