Wywiady

Igor Herbut

2020-06-04

Igora Herbuta znamy przede wszystkim jako wokalistę grupy LemON. Jakiś czas temu objawił się także jako artysta solowy, za sprawą trasy koncertowej, w jaką ruszył wyłącznie z towarzystwem pianina. Teraz natomiast ukazał się wynik kompozytorskich działań Herbuta w postaci płyty „Chrust”, na której wspierają go... koledzy z macierzystej formacji. O założeniach i esencji albumu autor opowiedział nam osobiście.

Rozmowa z: Igor Herbut

MM: Pierwsze zdjęcie w książeczce przedstawia Cię niosącego chrust. Czy nie byłoby lepiej, gdyby właśnie to zdjęcie znalazło na okładce?

IH: To zdjęcie było pierwszym pomysłem, jeśli chodzi o okładkę. Zrobił je Jacek Poremba. Jest ono nieedytowane. Poszliśmy jednak w inną stronę i z panią od kolaży – Magdą Górską, stworzyliśmy tę, która ostatecznie znalazła się na froncie.

MM: Na okładce widać wszystkie fazy księżyca, począwszy od pełni.

IH: Myślę, że to symbol tego, o czym traktuje ta płyta. Ona przechodzi od świtu do mroku. Wydaje mi się, że ten cykl trafnie to symbolizuje.

MM: A ten tytułowy ‘chrust’?

IH: Tutaj znaczeń jest wiele. Doświadczenia, emocje… Można to interpretować na różne sposoby. Natomiast, co ciekawe – w obecnej pandemicznej sytuacji możemy ją postrzegać jeszcze inaczej. Może dzięki temu spoglądamy na pewne rzeczy inaczej, a na coś co było oczywiste – jaśniej i pełniej? Poza tym chrust to nie tylko coś lichego i suchego. Chrustem przecież można rozpalić ogień. Jeśli obecna sytuacja ma pomóc wrócić do rzeczy ważnych i istotnych, to idealnie się to wpisuje w ten moment.

MM: Dokąd go niesiesz?

IH: To jest ciekawe pytanie. Myślę, że w moim przypadku obecnie chodzi przede wszystkim o dbanie o ognisko domowe. Jest więcej bliskości i czułości.

MM: Przechodząc już do zawartości albumu - utwór singlowy „Tańczmy” występuje na płycie w dwóch wersjach. Dlaczego?

IH: Ten utwór powstał i został zagrany od deski do deski bez poprawek i jak pewnie zauważyłeś – nie ma refrenu. To zaproszenie do tańca. Jedna wersja jest dłuższa, a druga krótsza, właśnie dlatego, żeby nie uciekł pierwotny charakter tego utworu.

MM: Sporo na tej płycie jest utworów, w których je zaczynasz, prowadzisz melodię i wokal, po czym mniej więcej w połowie pojawia się część instrumentalna. Tak jest w „Miłości i mleku”, który wydaje się mocno inspirowany ojcostwem.

IH: Masz rację. Zależało mi, żeby było dużo muzyki ilustrującej na tej płycie. Uważam, że jest ona równie ważna ja ta, w której śpiewam. Chciałbym kiedyś napisać muzykę ilustracyjną do filmu albo spektaklu. Natomiast „Miłość i mleko” dzieli się dla mnie przynajmniej na trzy części. Pierwsza – śpiewana z tekstem; druga – z dialogiem muzycznym, w którym jest sporo treści. A trzecia część następuje po takiej niestandardowej pauzie. Niedawno zdarzyło mi się rozmawiać z pewnym dziennikarzem muzycznym w radio, który zaprezentował go bez tej ostatniej części. Okazało się, że nie miał pojęcia o jej istnieniu, bo po prostu nie posłuchał utworu do końca (śmiech).


MM: W przypadku tych utworów, w których jest część wokalna, a potem instrumentalna, w której wspierają Cię koledzy z LemON, zastanawia mnie, czemu oni w ogóle pojawili się na tej płycie? Punktem wyjścia dla tych piosenek były przecież twoje koncerty solo z klawiszem.

IH: Przede wszystkim pisząc te aranże, często pytałem się Harry’ego, naszego bębniarza, czy to w ogóle da się zagrać. Znam chłopaków i jako ludzi, i jako muzyków. Wiem, co oni potrafią dać od siebie i jakimi emocjami się wymienimy. Te części instrumentalne po pierwsze są improwizowane, a po drugie, nie są tylko dialogami instrumentalistów, ale ludzi, którzy się znają. Do mnie należały jednak wszystkie aranżacje, toteż na mnie spoczywała główna część realizacji tego materiału. Poza tym mogę ten materiał grać solo z pianinem, a mogę z chłopakami, którzy naturalnie go wzbogacą.

MM: Jest tu też parę utworów pokrzepiających, takich jak „Jasny”, „Wdzięczność”. A co kryje się za utworem „Ro”?

IH: (śmiech)Akurat pytanie o ten utwór jest jedynym, które zawsze odbijam w stronę słuchacza. Pojawiają tak piękne interpretacje tego, o czym on jest, że przyjmuje je z całą dobrocią. Nie zdradzę Ci jednak, o czym rzeczywiście jest ten utwór. Niech trwa zabawa (śmiech).

MM: A „Corda”?

IH: Tutaj akurat wszystko podane wprost. Ludzie mówią mi, że to utwór bardzo intymny i poważny, co trochę mnie dziwi, bo wydaje mi się, że na tej płycie inne utwory są znacznie intymniejsze, niż ten.

MM: Masz w zanadrzu więcej utworów takich jak „Kroki”, które odnoszą się do twoich rodzinnych stron?

IH: Myślę, że dużo jest takich historii jest więcej w muzyce łemkowskiej. Niewiele osób wie, o czym są „Kroki”, ponieważ nie rozumieją kontekstu, o którym traktują.

MM: Skoro przy tym jesteśmy – jeden tekst do „Latających słoni” napisałeś także w języku łemkowskim. Czy pozostałe mają swoje podobne odpowiedniki?

IH: Nie, ale to jest fantastyczne pytanie, bo mógłbym takie napisać (śmiech). Chciałbym zrobić te teksty zarówno po łemkowsku, jak i po angielsku. Niestety tego drugiego języka nie znam aż tak dobrze.

MM: Myślisz, że amnezja i amnestia nie mogą istnieć bez siebie?

IH: Tak, to bliźniaczki (śmiech). A czy mogą nie istnieć bez siebie? Może w historiach innych ludzi tak. W mojej są jednak nierozerwalnie ze sobą związane.

MM: Będzie winyl?

IH: Bardzo bym chciał, natomiast nie wiem, jak miałyby być podzielone te utwory, bo trudno jest podzielić to na dwa światy. Chronologicznie jest ona ułożona dobrze, ale na winylu może to nie wyjść w taki sposób.

MM: Dziękuję za rozmowę. 


Rozmawiał: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load