Wywiady

Czerń

2020-06-24

Na pełnowymiarowy debiut Czerni przyszło nam długo zaczekać. „Zgliszcza” powinny jednak zadowolić fanów grupy. Materiał nie należy do najłatwiejszych w odbiorze, ale z każdym kolejnym przesłuchaniem daje więcej emocji i doznań. O szczegółach wydawnictwa opowiedział mi gitarzysta Jan Fronczak.

Rozmowa z: Jan Fronczak

MM: Arek kilka miesięcy temu powiedział mi, że "Zgliszcza" zamykają pewien etap w działalności Czerni. Możesz się do tego jakoś odnieść?

JF: Zamykają głównie z tego powodu, że przez parę lat istnieliśmy w zasadzie tylko na papierze. Coś tam graliśmy, materiał niby powstawał, ale nic z tego nie wynikało za bardzo. Gdyby nie to, że się bardzo lubimy prywatnie, pewnie byśmy sobie jakoś wprost powiedzieli, że nie mamy czasu na to hobby. Ale jakoś jednak się udało zebrać się do kupy i skumulować te ostatnie lata w postaci płyty. Na pewno zamyka to pewien etap i otwiera nowy. Optymistycznie zakładam, że bardziej aktywny (śmiech).

MM: No i to słychać, bo materiał jest wielopoziomowy. Wymaga atencji i pewnego skupienia. Takie było odgórne założenie w przypadku tej płyty?

JF: Trochę tak. Po splicie z Kalderą, gdy zaczęliśmy robić nowe rzeczy, chcieliśmy pobawić się mocniej formą, tym jak układamy numery, jak budujemy klimat. W związku z tym, że materiał robiony był długo, to i owo się zmieniało. Chcieliśmy mieć pewność, że wchodzimy do studia wtedy, gdy dokładnie wiemy, co chcemy nagrać i jaki ma być efekt końcowy.

MM: Płytę nagraliście latem ubiegłego roku. A ukazała się dopiero teraz. Abstrahując już od faktu, że to Wasz pełnowymiarowy debiut, to czy wówczas było to związane z brakiem wydawcy?

JF: Nie, zupełnie nie. Jesteśmy typem zespołu, któremu nigdzie się nie śpieszy. Nagraliśmy latem, zmiksowaliśmy jesienią, zimą odpoczywaliśmy od tego wszystkiego, a na wiosnę pojawił się Karol i pandemia. Dokładnie w tej kolejności (śmiech).

MM: A po drodze wspomógł Was Michał Głowacki, który na płycie odpowiada za sample. Złośliwi mogą się czepiać, bo Michał gra przecież z Arkiem w So Slow i w NVC.

JF: No wiadomo, że kolesiostwo (śmiech). Gramy prostą muzykę w zasadzie. Bardziej zależy nam na zbudowaniu jakiegoś nastroju niż czymś innym. Używamy dosyć tradycyjnych środków by to osiągnąć. Elektronika między i w numerach zawsze u nas była obecna, więc teraz to było po prostu kontynuowanie tematu. No i oczywiście podoba nam się jak Michał to ogarnął, zwłaszcza że miał wolną rękę w tym co zrobi.


MM: Zastanawiam się, czemu wokale Łukasza tak ‘uciekają’. Podczas słuchania nietrudno zgubić wątek. Zupełnie inaczej to wygląda, gdy czyta się teksty.

JF: Bo zamysłem nie było to, by były zrozumiane. Zając ma wokal, który niekoniecznie nadaje się na analizę liryczną podczas słuchania i nam to pasuje. To nie ma być muzyka, która sprawia że się relaksujesz i delektujesz akcentowaniem przedostatniej sylaby od końca.

MM: Coś w tym jest, bo te końcowe frazy słychać najlepiej. Teksty natomiast są dość uniwersalne, bo pewnie wielu podciąga je pod bieżący czas.

JF: Akurat to nie było planowane, ale skoro zazwyczaj nasze liryki traktują o rzeczach nieprzyjemnych i smutnych, to zawsze się sprawdzą jeśli chodzi o aktualność (śmiech).

MM: Rozumiem, że stosunek do 'radości' wszyscy w zespole macie podobny?

JF: Pytasz czy każdy w Czerni to introwertyk? Nie, nie każdy, ale ewidentnie ten tekst jest napisany z tej perspektywy. Co mnie personalnie, bardzo odpowiada (śmiech).

MM: Ale jest też namiastka nadziei w "Krzyku". Skoro jest tunel, jest szansa na światło.

JF: Tak. Ale też nie bez powodu jest na końcu płyty, na końcu ostatniego numeru. Cień światła optymizmu jest nowością w tekstach Czerni, więc byliśmy tym tak przejęci, że jest to właśnie tylko namiastka (śmiech). Szklanka jest nieustająco do połowy pusta, ale może woda już nie ucieka. Kto wie?

MM: Co zatem stanie się z Czernią w następnej kolejności?

JF: Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Jakbyśmy cokolwiek zaplanowali w naszej działalności, to zapewne nic by z tego nie wyszło (szklanka do połowy pusta). Bardzo jest dziwne, że nie rozpadaliśmy się przez te ostatnie lata z powodów prozaicznych, więc dla mnie sam fakt, że żyjemy nadal jest bardzo motywujący. To jest taki przykład maksymalnie niskich oczekiwań tam, gdzie każde inne są nieżyciowe. Mało to ambitna postawa, ale niezmiernie praktyczna.

MM: Koncert promocyjny zdaje się przepadł. A może został przeniesiony?

JF: Przewidywanie czegokolwiek w tym temacie jest wróżeniem z fusów. Oczywiście bardzo bym chciał, by granie na żywo wróciło, bo ile można siedzieć na dupie... Oby to było jeszcze w tym roku.

MM: Dziękuję. 

Foto: Dariusz Lasak


Rozmawiał: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load