Wywiady

Renata Przemyk

2020-10-11

Trzydziestolecie pracy artystycznej Renaty Przemyk uczciła wydaniem płyty „Renata Przemyk i Mężczyźni, na której wykonuje 13 swoich największych przebojów, w towarzystwie 13 wokalistów, wśród których znaleźli się m.in. Leski, Czesław Mozil, Wojciech Waglewski i Adam Nowak. O złożoności i wyjątkowości tego projektu artystka opowiedziała mi w poniższej rozmowie.

Rozmowa z: Renata Przemyk

MM: Widziałem Twój koncert w praskim „Koneserze”, na którym zagraliście cały materiał z płyty „Renata Przemyk i Mężczyźni” i mam wrażenie, że był to raczej Twój regularny koncert. Wśród gości, którzy pojawili się na płycie, zaśpiewał z Tobą jedynie Leski.

RP: Owszem, natomiast zagraliśmy ten koncert już z nowymi aranżacjami, znanymi z płyty. Mogły być jedynie drobne różnice. Pewnych rzeczy nie byliśmy w stanie przeskoczyć, bo pozostali goście nie byli dostępni. Nie zapominajmy, że cały czas jesteśmy w stanie pandemii. To nam bardzo pomieszało szyki i wywróciło życie zawodowe do góry nogami. Każdy koncert zawsze jest dla mnie świętem, ale teraz jest szczególnym. Człowiek w trudnych czasach tym bardziej docenia, to co ma.

MM: Płyta nosi tytuł „Renata Przemyk i Mężczyźni”. Zastanawiałem się, czy nie powinno być odwrotnie, ponieważ zostawiłaś panom śpiewającym na płycie bardzo dużo przestrzeni.

RP: Taki też był zamysł. Ja jestem na tej płycie wszędzie, nawet gdy mnie nie słychać. Z czasem nauczyłam się dysponować tą swoją przestrzenią oraz odnajdywać się w relacjach z innymi w taki sposób, że w momencie, kiedy coś idzie tak, jak mi się podoba, to nie mam potrzeby dominacji.  A gdy mam dobrego partnera – a na tej płycie są sami tacy – to potrzeba kontroli pryska. Moi panowie są wybitnym artystami i wyrazistymi osobowościami. Ich obecność na tej płycie jest dla mnie otwarciem nowych znaczeń i głębi emocji. Oddanie im połowy pola leżało w moim interesie. Oni zapełnili tę swoją połowę tym co mają najlepszego.

MM: A jak dobierałaś gości? Dałaś pulę utworów, z których oni dokonali wyboru, czy sama odgórnie zdecydowałaś, gdzie danego wokalistę chciałabyś usłyszeć?

RP: Piosenki były wybierane w taki sposób, by goście mieli szansę się w nich dobrze poczuć i były im przedstawiane do akceptacji. W większości przypadków zaakceptowali ten wybór. Kierowałam się intuicją i nie zawiodła mnie. Bywało też jednak tak, że dostawali dwie albo trzy piosenki do wyboru, by dokonać najlepszego. Chodziło o to, by nasz duet mógł zabrzmieć jak najbardziej naturalnie i prawdziwie - by zadziało się coś autentycznego w tych piosenkach. Zależało mi na tym, by to poszczególni panowie zaczynali śpiewać dane utwory właśnie po to, by piosenki, które są ze mną od wielu lat, zostały ukazane nieco inaczej, przefiltrowane przez ich odczytanie i emocje. Celowo też wybierani byli według takiego klucza, bym mogła za nimi podążyć. To jest zaufanie artystyczne, czysto ludzka sympatia, a czasem wręcz miłość. Wszyscy panowie, którzy ze mną zaśpiewali są dojrzałymi artystami, wysokiej klasy twórcami, a zarazem mądrymi, wrażliwymi ludźmi i po prostu fajnymi facetami.

MM: Rozumiem, że aranże poszczególnych utworów również były tworzone pod głosy danych panów, może z wyjątkiem Czesława Mozila, Wojciecha Waglewskiego i Grzegorza Turnaua, którzy także zagrali?

RP: Tomek ‘Harry’ Waldowski zrobił te aranżacje i produkował całość. Nasze rozmowy prowadziły w takim kierunku, że wiedziałam, że to jest ta strona, w którą chcę iść. On ma tyle fajnych pomysłów, że było z czego wybierać. Zrobił to znakomicie, robiąc właśnie przestrzeń na duety. Niektórzy z panów dołożyli do swoich utworów partie instrumentalne. Jest  solówka gitarowa Wojtka Waglewskiego, jest fortepian Grzegorza Turnaua, czy banjo Leskiego. No i, oczywiście, akordeon Czesława.

MM: A w przypadku Vienia i utworu „Kłamiesz” – to była jedyna propozycja zwrotki z jego strony?

RP: Vienio od razu zgodził się na tę piosenkę i zgodził się dopisać swoją część, którą od razu zaakceptowałam. Miało być dobitnie i tak jest. W tekście 'Zazdrosnej' też pojawiła się zmiana tekstowa. Na naszą z Grzegorzem prośbę autorka Anna Saraniecka zgodziła się drugą zwrotkę nieco pod Grzegorza zmienić, żeby jego zazdrość była jeszcze mocniejsza.


MM: Z kolei Marek Dyjak mocno zaznaczył swoją obecność w „Babę zesłał Bóg”

RP: Marek śpiewa celne i czyste partie, mimo iż nie do końca mogą się takimi wydawać. Wybrałam go, bo prostu mu wierzę.  On śpiewa w sposób nie dopuszczający wątpliwości.

MM: Natomiast „Makijaż twarzy” z Czesławem Mozilem brzmi jak ‘home recording’.

RP: To był dobór naturalny. Spotkaliśmy się na styku podobnego poczucia humoru i luźnego podejścia do mądrości życiowej. Bardzo podoba mi się sposób, w jaki Czesław podchodzi do muzyki, bo jest w tym zarówno refleksja, głębia, radość, ale także lekkość. To jest szalenie muzykalny człowiek, a poza tym ma ogromny dystans do świata. Zagraliśmy to raz na próbę i potem za drugim razem na czysto. I wiedzieliśmy, że to mamy. Ta druga wersja jest na płycie. Z nim jest najprzyjemniej iść na żywioł.

MM: Artur Andrus pojawił się w „Nie mam żalu”, który promuje ten album. Zaskakująco brzmią jego partie, zwłaszcza pod koniec, kiedy śpiewa dość wysoko.

RP: Chciał coś rockowego (śmiech). Uwielbiam tego człowieka. Porównałabym go do Czesława, tyle, że jego poczucie humoru jest bardziej literackie. Te wszystkie wierszyki i żarty, którymi sypie jak z rękawa... Cudownie pozytywny człowiek. Po raz kolejny przekonałam się, że za tym wszystkim kryje się głęboka mądrość. Nie ma mowy o banalności czy powierzchowności. Bardzo pracował nad swoją piosenką. Wiem, że wysokie dźwięki nie były łatwe.

MM: A jak doszło do tego, że „Niech mnie ktoś obudzi” stało się „Come Wake Me”? To była odgórna prośba Johna Portera? Utwór jest dość cave’owy.

RP: John zaproponował, że przetłumaczy utwór, który mu się spodobał i zasugerował, że zaśpiewamy go w dwóch językach. To też jest dla mnie bardzo wymowne, że każda z płci ma swój język. Idealnie jest, gdy każda z nich uczy się wzajemnie swojego języka. Bo mówiąc tylko swoim bez chęci zrozumienia tej drugiej osoby, dialog się rozmija. A tu jeszcze utwór traktuje o podróży przez życie i o tym, co jest w nim najważniejsze.

MM: A jesteś w stanie powiedzieć, jakiej części języka nauczyłaś się od każdego z panów śpiewających na płycie?

RP: Jestem teraz poliglotką (śmiech). Nauczyłam się 13 nowych języków. Z każdym rozmawia się inaczej.

MM: W „Zazdrośni (Zazdrosna)” został zmieniony tekst, żeby Grzegorz Turnau mógł zaśpiewać z męskiej perspektywy. Zastanawiam się, czy podobnego zabiegu nie trzeba było zrobić także w „Nie mam żalu”.
RP:
Artur okazał się bardziej elastyczny (śmiech). Okazało się, że w paru przypadkach to ja próbowałam udźwignąć coś, co było przeznaczone dla obu płci. Jak to bywa w życiu. Nie ma idealnej symetrii. Jest równowaga, nie równość. Kiedy śpiewamy w duecie brzmi to wszystko wielowymiarowo, głębiej. Większość tych piosenek traktuje o relacjach, o intensywnych emocjach między dwojgiem bliskich ludzi.  Na styku dwóch silnych osobowości zawsze będzie iskrzyć, na scenie i w życiu. To słychać na płycie, ale dziś było też słychać na koncercie w piosence z Leskim. Podczas żywego śpiewania na scenie i patrzenia na siebie pojawiła się jeszcze inna jakość. Zaczęliśmy sobie wyśpiewywać to w twarz z pretensją i z żalem, a jednocześnie mieliśmy poczucie, że to sytuacja, gdzie nikt nie jest winny.  Wczuliśmy się w opowieść o końcu trudnej miłości.

MM: Wojciech Waglewski napisał „7:05” ponad 25 lat temu. To jest pierwotny aranż, który wtedy powstał?

RP: Nie. Dostałam wtedy od Wojtka tzw. rybkę. Napisał wówczas 4 kompozycje na płytę „Tylko kobieta”. I kiedy dostał do przesłuchania kilka zaaranżowanych piosenek, zwrócił uwagę na tę ze słowami: „O, fajna piosenka. Czyja?”. „Twoja” (śmiech). Teraz zostało to szerzej potraktowane aranżacyjnie. Jest więcej instrumentów i solo Wojtka.

MM: Igor Herbut jawi się w „Kochanej” jak taki nieśmiały anioł. I jeszcze ten biały śpiew!

RP: Też mam wrażenie, że on wie, gdzie są jego mocne strony, ale chwali się tym tylko wtedy, gdy jest to uzasadnione artystycznie. Bardzo mi się to podoba. Z tego niepozornego chłopaka nagle bucha siła i atawistyczna moc. To jest czysta natura.

MM: No i „Ten taniec” z udziałem Buslava, który jest ledwo słyszalny…

RP: …poza końcówką, która uderza z całą mocą. W tym utworze jest taki podprogowy przekaz, który potrafi podrażnić zmysły, że człowiek nie czuje w pierwszym momencie, że jest prowokowany. Tam się tak nabudowuje wszystko po kolei aż do wybuchu. Miłość ma wiele odcieni. Najpełniejsza miłość to nie ta krzycząca, jaskrawa, ale też niuanse, które sprawiają, że czuć bliskość. Cała reszta świata się nie liczy, jeśli tych dwoje się kocha. Wtedy wyrażają się na tysiąc sposobów i jest wszystko poza obojętnością.

MM: Będzie możliwy koncert ze wszystkimi wokalistami?

RP: Dałby Bóg. Bardzo bym chciała. 13 panów to jest jednak sporo kwestii przede wszystkim logistycznych. Na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu miało być 7. Byłoby cudownie mieć ich wszystkich żywo. Teraz tęsknimy za tym, żeby w ogóle grać. Te pojedyncze koncerty dla garstki wpuszczanej publiczności rozbudzają nam apetyt. Wiele koncertów, nawet tych z obostrzeniami znowu jest odwołanych, kiedy pojawiają się kolejne strefy.  Tęsknię za wolnością!

MM: Dziękuję za rozmowę. 


Rozmawiał: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load