Wywiady

Asaf Avidan

2020-10-12

Asaf Avidan to popularny w Polsce izraelski songwriter, wokalista i gitarzysta, który pod koniec września wydał swój trzeci solowy album zatytułowany "Anagnorisis". Z tej okazji Artysta odwiedził Warszawę, a my skorzystaliśmy z tej okazji by zadać mu kilka pytań. A już w lutym Avidan przyjedzie na cztery koncerty w naszym kraju.

Rozmowa z: Asaf Avidan

- Nowy album „Anagnorisis” ukazał się pół roku po Twoich 40 urodzinach. Jaki wpływ miało przekroczenie tej daty na Twoją twórczość i tematykę tej płyty?

- Oczywiście, nagrywając „Anagnorisis” miałem świadomość zbliżania się moich 40 urodzin. W tamtym okresie skonstruowałem swoje życie wokół tego wydarzenia i jednocześnie postanowiłem na nowo odpowiedzieć sobie na pytanie: kim jestem? Zrozumiałem, że przez wiele lat byłem uzależniony od życia pełnego melodramatów, toczonego w szybkim tempie. Jednak z czasem zacząłem zwalniać i jakieś 2 lata temu, po zakończeniu trasy koncertowej promującej płytę „The Study on Falling” postanowiłem zrobić sobie przerwę. Nie byłem wtedy pewien, czy wrócę jeszcze do tworzenia muzyki. Byłem bardzo zmęczony graniem tras koncertowych, budzeniem się codziennie w innym pokoju hotelowym. Było to bardzo wyczerpujące. Brakowało mi domu, pojęcia kim jestem. Podjąłem decyzję o samoizolacji w najgorszym momencie, a mianowicie rok przed tym, gdy wszyscy zaczęli izolację z powodu COVID-19. Więc gdy zaczęła się pandemia, ja byłem akurat po kilkunastu miesiącach rozmyślań w samotności, pracy w moim ogrodzie. Więc zamiast roku, byłem w samoizolacji prawie dwa lata.

Jak to wpłynęło na moją twórczość? Myślę, że idea bycia w samoizolacji, w otoczeniu natury, zmieniła tempo mojego życia i sposób w jaki je czuję. Nasycenie hałasu nie było już tak interesujące, a ja zakochałem się w niuansach spokoju i ciszy. Jak wspomniałem, pracowałem w ogrodzie, obserwowałem jak rosną kwiaty, czekałem w spokoju rok, aby zobaczyć jak zakwitną. Tak więc mogę metaforycznie powiedzieć, że pracując w tym ogrodzie, pracowałem jednocześnie nad sobą. I ten spokój, który osiągnąłem wypuściłem z siebie poprzez muzykę na płycie „Anagnorisis”. Mam nadzieję, że to słyszysz na tym albumie…

- Jak najbardziej. Ta płyta jest bardzo melancholijna i idealnie pasuje do dzisiejszego słonecznego jesiennego dnia w Warszawie…

- O tak, płyta na piękny jesienny dzień. Podoba mi się to stwierdzenie…(śmiech).

- „Anangnorisis” ma bardzo ładną acz tajemniczą okładkę, na której, po bardzo dokładnym przyjrzeniu się, można zobaczyć sylwetkę Twojej twarzy. Możesz wyjaśnić co się kryje za tym pomysłem?

- Tak, rzeczywiście widać tam odbicie mojej twarzy. Tu powrócę do moich przemyśleń w trakcie samoizolacji. Im bardziej chciałem doszukać się siebie w sobie samym tym bardziej ten obraz mojej osoby stawał się zamazany. Na początku sprawiało mi to trudność. Nienawidziłem siebie, uderzałem głową w ścianę raz za razem starając się zrozumieć, jak mam wyjaśnić siebie przed sobą samym? Kim jestem? Czy jestem wystarczająco utalentowany jako muzyk? Czy jestem wystarczająco uczciwy? Pewnego razu czytałem „Poetykę” Arystotelesa i pojawiło się tam określenie „anagnorisis” oznaczające moment, w którym bohater sztuki odkrywa kim jest naprawdę. To była przełomowa chwila dla mnie, w której zrozumiałem, że moje „anagnorisis” nie istnieje. Ten termin ma doskonałe odniesienie do filmów czy greckiej tragedii, ale nie oddaje natury prawdziwego życia. Ponieważ ono jest chaotyczne. I jeśli chcesz nałożyć na nie jakąkolwiek strukturę, zawsze przegrasz. I to był ten moment, kiedy krzyknąłem: „eureka!” (śmiech). Zrozumiałem bowiem, że nigdy nie będę w stanie opisać siebie za pomocą jednego koloru, dźwięku czy piosenki. Ale jeśli dam Tobie, jako mojemu słuchaczowi, wystarczającą ilość kontrastujących ze sobą kolorów, dźwięków, głosów, być może będziesz w stanie stworzyć coś w rodzaju „mapy” mojej osoby. Stąd pomysł użycia na okładce płyty kontrastowych kolorów, które pokazują światu, jak wyglądamy, jacy jesteśmy.


- „Anagnorisis” jest „concept albumem”?

- Myślę, że każda płyta jest „concept albumem”. Tworzysz album w swoim własnym „więzieniu”, w określonej przestrzeni czasowej. Każda płyta jest zapisem czasu, w którym powstała. Moje poprzednie wydawnictwo „The Study On Falling” było poświęcone temu, jak trudno jest przełamać schematy, by pokochać inną osobę w kontekście związków poliamorycznych. Płyta „Gold Shadow” opowiadała o nagłym rozpadzie mojego związku, „Different Pulses” – o utracie nadziei. Z kolei „Through the Gale” – to był prawdziwy „concept album” z chronologicznie ułożoną tracklistą. Była to opowieść o człowieku szukającym nieśmiertelności i umierającym podczas tych poszukiwań. Wiesz, takie rozważania można snuć niemal o każdej płycie każdego artysty, gdyż każda z nich opowiada historię twórcy w danym przedziale czasowym.

- Widziałem dwa Twoje koncerty w Warszawie. Jeden z nich grałeś solo z towarzyszeniem gitary, zaś drugi – z zespołem. W obu wersjach wypadłeś świetnie. Które wcielenie Ty wolisz?

- Preferuję oba wcielenia. Z jednej strony występy solo przypominają mi początki mojej działalności muzycznej – samotnego melancholijnego gościa, który chce wyrazić siebie na dużej scenie przed audytorium słuchaczy, z którymi może dzielić emocje. Ale z drugiej strony lubię współpracować z innymi muzykami i ten rockowy/popowy aspekt występów na żywo. Dlatego nie chciałbym wybierać. Ale jeśli przystawiłbyś mi pistolet do głowy i kazał wybierać, to bardzo szybko uznałbym, że moim prawdziwym wcieleniem jako artystą jest ten melancholijny gość z gitarą występujący samotnie na scenie.

- Dziękuję za rozmowę.

Foto: Grzegorz Szklarek

Asaf Avidan w Polsce: 8 lutego w Krakowie (Kwadrat), 10 lutego w Warszawie (Proxima), 11 lutego we Wrocławiu (Zaklęte Rewiry) oraz 15 lutego w Gdańsku (Stary Maneż). 

 


Rozmawiał: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load