Wywiady

Jezabel Jazz

2021-05-10

Jezabel Jazz było ewenementem na polskiej scenie. Na początku lat 90. wywołali spore zamieszanie na polskim rynku muzycznym. Ich energetyczna mieszkanka rocka, jazzu i psychodelii, zyskała sporo zwolenników. Materiał studyjny, który wówczas została zarejestrowany, ukazał się jednak tylko na kasetach. Dopiero teraz po ponad trzech dekadach pojawiła się dwupłytowa antologia „Euforia”, zbierająca wszystkie nagrania zespołu. O okolicznościach wydania tego materiału, a przede wszystkim o historii Jazabel Jazz opowiedział mi wokalista i gitarzysta grupy, Tomasz Wojciechowski.

Rozmowa z: Tomasz Wojciechowski

MM: "Prąd" i "Jezabel Jazz" ukazały się pierwotnie na kasetach. Były plany jeszcze w latach 90., by wydać te nagrania na CD. Dlaczego wtedy do tego nie doszło?

TW: Były plany wydania "Prądu" na CD. Firma SPV, która miała to zrobić, nie wywiązała się. Długo czekaliśmy. W końcu, kiedy zespół się rozwiązał, nikt się tym już nie interesował.

MM: Co zatem działo się z tym materiałem przez 30 lat?

TW: Leżał u mnie w szufladzie.

MM: Nie szukałeś innych wydawców?

TW: Miałem pewne plany i nawet je poczyniłem. Tuż przed pandemią. Z oczywistych powodów upadły. Jednak wcześniej, przez tyle lat, nie myślałem o tym szczerze mówiąc.

MM: Ten materiał nie wydawał Ci się wartościowy? Przecież odzew mieliście raczej dobry

TW: Gdzieś w głębi duszy były takie myśli, że może kiedyś coś się z nim stanie. Były takie myśli. Ale to trochę jak ze utratą kogoś bliskiego - po prostu lepiej do tego nie wracać. Trochę to bolało jednak. Że dwa albumy nagrane i nic się z tym nie stało specjalnie....

MM: No właśnie, zespół się rozszedł i wróciliście na moment w 2006 roku. Wtedy też tego nie chcieliście ruszać?

TW: Wtedy na początku lat 90. odnieśliśmy pewien sukces. Nie przełożył się biznesowo w żaden sposób. W międzyczasie każdy już porobił swoje życie. Praca, kariery, rodziny itd.... Jak zagraliśmy, to od razu Radio Łódź zaprosiło nas na sesję. I wtedy okazało się dopiero, że tkwią w nas pewne oczekiwania. Baaardzo duże… Że nie tylko nie możemy tego wszystkiego powtórzyć, ale jeszcze musimy przeskoczyć. Dorośli faceci trochę nabrali dystansu. No i słabo być więźniem własnego sukcesu... Od razu trzeba dać kopa. Za dużo ciśnienia było i postanowiliśmy dać luzu. Jezabel Jazz to byłaby jazda na 100 %. Wszystkie pozostałe rzeczy musiałyby odpaść.

MM Co więcej - "Jezabel Jazz" został popsuty pod względem technicznym. O co chodziło?

TW: Firma, która wydawała materiał fatalnie skopiowała kasety do sprzedaży.


MM: Wznowiony brzmi całkiem nieźle. Był remasterowany z taśmy-matki?

TW: "Prąd" był nagrany fantastycznie przez Adama Toczko. Praktycznie wydajemy 1:1 aż 9 kawałków. Reszta była z kasety, ale w dobrym stanie. Taśma-matka nie była kompletna. Natomiast cały materiał Jezabel Jazz, to master plików mp3 najpodlejszej jakości, ściągnięty z Internetu. Kasety uległy degradacji chemicznej, a taśma-matka zaginęła. Cudu dokonał Krzysiek Najman, basista zespołu. Niesamowite, że odzyskał to. To wszystko słychać na tej antologii, ale tak już musi być.

MM: A czemu wszystkie kawałki na "Jezabel Jazz" są po angielsku?

TW: Takie było założenie. Chcieliśmy brzmieć światowo

MM: I to się udało. Wasze brzmienie kojarzy się z Jane's Addiction czy Primusem. Były zakusy by ruszyć poza Polskę?

TW: Było blisko na trasę po Niemczech. Nie pojechaliśmy na wycieczkę. Mieliśmy dosyć tułaczki po Polsce. Pociągami, autobusami. Tak wtedy jeździliśmy w trasy... Gdyby trasa przyniosła jakieś korzyści materialne… Ale to miała być wycieczka. Fajnie by było, ale trochę się przestraszyliśmy, bo to miało być długo.

MM: Jak zatem doszło do wydania obu materiałów pod tytułem "Euforia"?

TW: Maciek Werk podsunął pomysł Michałowi Wilczyńskiemu z GAD records. Potem dostałem telefon i bardzo powoli ruszyło...

MM: To jedyne nagrania jakie były zarejestrowane?

TW: O materiale Jezabel Jazz nawet nie marzyliśmy i nie chcieliśmy, ale Michał z GAD po prostu na zmusił (śmiech). Były jeszcze inne rejestracje, ale powtarzały tych samych kompozycji, więc nie było sensu ich brać.

MM: A koncertów nie nagrywaliście? W końcu na scenie byliście niczym żywioł.

TW: My nawet zdjęć nie robiliśmy (śmiech). Wszystko braliśmy na żywioł. Menadżer też nie był zbyt pomysłowy. Był dość słaby.

MM: Tytułem końca: czy jest szansa, by Jezabel Jazz zebrał się jeszcze kiedyś chociaż raz, by zagrać live?

TW: Są pewne plany. I nie tylko na raz. Ale zobaczymy. Na razie jesteśmy zaskoczeni wydaniem materiału i jego odbiorem. I to bardzo zaskoczeni....

MM: Pozostaje zatem cierpliwie czekać. Dzięki za rozmowę.

Foto: Wojciech Smarzowski


Rozmawiał: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load