Wywiady

Oxford Drama

2021-05-16

Duet Oxford Drama postanowił zrobić zwrot ku nieco bardziej analogowemu graniu. Płyta „What’s The Deal With Time” przynosi sporo zwiewnych i pieczołowitych kompozycji traktujących o tym, co dzieje się „tu i teraz”, choć paradoksalnie – powstała jeszcze przed nastaniem pandemii. O tym jak wyglądał proces artystyczny i realizacyjny oraz o inspiracjach im towarzyszących, opowiedzieli mi głównie zainteresowani - Małgorzata Dryjańska i Marcin Mrówka.

Rozmowa z: Małgorzata Dryjańska/Marcin Mrówka

MM: „What’s The Deal With Time” to takie rozkminy, jak radzić sobie z czasem w bieżących czasach. Jak radziliście sobie na etapie tworzenia materiału na tą płytę życiowo, emocjonalnie?

GD: Wszystkie teksty oprócz outra do „You Only See What You Like” i zostały napisane jeszcze przed pandemią, więc te przemyślenia okazały się dość uniwersalne, chociaż obawialiśmy się, że mogą one dość szybko stracić na ważności. Gdy wybuchła pandemia, praca nad naszą trzecią płyta okazała się w pewien sposób dla nas błogosławieństwem, ponieważ mieliśmy muzykę, którą mogliśmy dopracowywać i do której mogliśmy uciec. Gdybyśmy nie mieli wcześniej materiału określonego muzycznie i tekstowo, to sytuacja mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. Ta praca, którą wykonaliśmy w związku z tą płytą w trakcie pandemii, była wciąż artystyczna, ale bardziej laboratoryjna i wymagała od nas trochę innego myślenia, niż wtedy na samym początku etapu komponowania.

MM: Teksty z tej płyty mimowolnie stały się w jakiś sposób bieżące.

GD: Na szczęście tak. Okazało się, że teksty napisane na rok przed pandemią okazały się jeszcze bardziej prawdziwe. Nasi znajomi byli wręcz zdziwieni, że warstwa liryczna nie powstała właśnie w trakcie trwania pandemii.

MM: A na jakim etapie pod kątem muzycznym był ten materiał przed wybuchem pandemii?

MM: Były na etapie zaawansowanych prac producenckich. I to był stan, który trwał kilka miesięcy, bo niemalże cały czas wydawało nam się, że jesteśmy już krok od zakończenia całości. Na początku marca ubiegłego roku mieliśmy jeszcze umówioną sesję nagraniową we Wrocławiu, którą musieliśmy przenieść, kompletnie się izolując. Wówczas byliśmy bardzo ostrożni, co wynikało z tego, że nie wiedzieliśmy jeszcze zbyt wiele na temat tego, co się dzieje i jak należy postępować w obliczu pandemii. W totalnym reżimie nagrywaliśmy pod Wrocławiem w studio Jacka Maciołka perkusję, licząc, że to już końcówka. Okazało się jednak, że musimy poświęcić tej płycie jeszcze więcej czasu i dopiero w październiku zakończyliśmy prace. W międzyczasie na płytę wszedł utwór, którego pierwotnie miało nie być, czyli „You Only See What You Like”. On w pierwszej wersji był wręcz nieznośnie syntezatorowy (śmiech). Z tej wersji pozostał właściwie sam wokal, więc całość przearanżowaliśmy. To także zintensyfikowało pracę, której apogeum przypadło na miesiące letnie. Zdaliśmy sobie sprawę, ile rzeczy musimy jeszcze poprawić.

MM: „San Junipero” to wasza odpowiedź na ten specyficzny odcinek „Black Mirror”?

GD: Tak, to nasza odpowiedź i też próba pokazania tego, jak rozumiemy ten odcinek i co z niego wyciągnęliśmy. Marcin po obejrzeniu „San Junipero” gorąco mi polecał obejrzenie go czym prędzej, co też zrobiłam. Oprócz tego, że zapadł on nam bardzo w pamięć, to bardzo też inspirujące było dla nas to, że każdy z nas trochę inaczej zrozumiał fabułę, a może bardziej skupił się na innych jej częściach. Mimo tego wciąż emocjonalnie czuliśmy to samo i wywołało to w nas podobne uczucia. Uwielbiamy karmić się dziełami sztuki, które nie odpowiadają wprost tylko pozwalają na swoją własną interpretację.


MM: Wydaję mi się, że z tematyką „Black Mirror” łączy się też „This Is The Internet”, traktujący o tym, co technologia robi z nami i z naszym życiem, co także nasiliło się w trakcie pandemii. On zdaje się mieć największy wydźwięk wobec czasów bieżących.

MM: To prawda, ale także utwór „Offline” równie mocno odnosi się  do współczesności. „This Is The Internet” jest trochę jak utwory The Smiths, gdzie muzyka jest durowa, czyli w jakiś sposób ‚pogodna’. Użycie wyłącznie durowych akordów dało w tym przypadku efekt ‘kwaśności’. Tekst jest natomiast dość ironiczny. Ta ironia jest właśnie jak „Czarne Lustro”, w którym się możemy przejrzeć. I całe szczęście, że jest, bo przecież nasze telefony zajmują się nami od samego rana, począwszy chociażby od funkcji budzika.

GD: My też mieliśmy poczucie, że spędzając zbyt dużo czasu przed komputerem, czy to za sprawą pracy, czy albumu, musieliśmy się obkupić w książki, by zadbać o nasze oczy i umysł. Tak, by odłożyć to, co i tak ma już wysoki status w naszym życiu, odciąć się i oddać się lekturze w sposób analogowy. Wejście w ten świat pozwala na poradzenie sobie z życiem online.

MM: Te tradycyjne, olschoolowe podejście dosłownie podkreślacie w „Episode Couples”.

MM: Tak, mamy w sobie coś ze starych dusz (śmiech). W takim oldschoolowym rozumieniu tacy właśnie jesteśmy. Łatwo jest romantyzować przeszłość, zwłaszcza tą, w której się nie żyło. Nie wszystko było wówczas różowe. Staramy się jednocześnie odnajdywać we współczesności, natomiast nie jesteśmy wobec niej bezkrytyczni. Myślę, że nawet bardziej, niż nasi rówieśnicy.

MM: To się łączy także z „Retromanią”. Podobała Wam się książka Simona Reynoldsa?

GD: Nie czytaliśmy jej w całości, ale wiele fragmentów zapadło mi w pamięć, w tym samo słowo „retromania”. Czasami tak jest, że gdy przychodzi inspiracja, wszystko rzucamy w niepamięć i ten najedzony umysł musi gdzieś dać sobie ujście. Dlatego też gdy Marcin puścił mi demówkę do „Retromanii” - zabrzmiało to dla mnie jak idealne miejsce do opowiedzenia historii podróży przed dekady w muzyce.

MM: Nie wiem, czy Simon Reynolds jest autorem tego słowa, ale ono szybko przeniknęło do dyskursu muzycznego i ogólnie popkulturowego. Nasza „Retromania” jest o tym, na co wszyscy zaczęli zwracać uwagę, że tak bardzo jesteśmy przesiąknięci przeszłością, że nie sposób od tego uciec.

MM: Wspomniany przez Was utwór „You Only See What You Like” urywa się bardzo nie-spodziewanie. To celowe?

MM: To trochę zasługa naszych inspiracji. Nasz album wiele zawdzięcza płycie Mitski „Be The Cowboy”. Pamiętam jak usłyszałem utwór „Geyser” w programie Agnieszki Szydłowskiej. Okazało się, że to artystka, o której słyszałem od kilku lat, natomiast nie znałem jej twórczości. „Be The Cowboy” tak naprawdę zainspirowało nas do napisania trzeciego albumu i ośmieliło nas w kierunku robienia rzeczy zupełnie niespodziewanych. Decyzja o ucięciu tego utworu jest tak prozaiczna, jak myśl, że pracowaliśmy i nagle odcięto prąd (śmiech).

MM: Tytułem puenty: jak się dojrzewa muzycznie według Oxford Drama?

GD: Nieprzerwanie. Coraz pewniej czujemy się z tym, jakimi jesteśmy ludźmi i muzykami. Przez te lata pracowaliśmy także na to, by mieć swoje domowe studio, w którym możemy zrealizować wszystko, co nam się muzycznie wymarzy. Słyszymy, że nagraliśmy dojrzałą płytę, co jest bardzo miłe. Jesteśmy bogatsi o doświadczenia ostatnich 7 lat. Założyliśmy zespół z wielkiej miłości do muzyki, która w ogóle nam nie mija. Karmimy nasz muzyczny głód na różne sposoby.

MM: Sądzę, że ciężka praca jest tu kluczowa. Najbardziej zależy nam na tym, by się rozwijać. Myślę, że dojrzewa się całe życie. Muzycznie także.

MM: Dziekuję za wywiad.

Foto: Nelly Velverde


Rozmawiał: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load