Wywiady

Mariusz Duda

2021-05-21

Mariusz Duda intensywnie działa w okresie pandemii. To już trzeci krążek, który wydał w czasie jej trwania. “Claustrophobic Universe” to druga część ‘trylogii pandemicznej’, którą realizuje pod swoim własnym imieniem i nazwiskiem. I różnicach w stosunku do pierwszej podejściu do drugiej i tego, czego będzie dotyczyła trzecia, opowiedział mi w poniższej rozmowie.

Rozmowa z: Mariusz Duda

MM: Druga część trylogii brzmi inaczej, szerzej, niż "Lockdown Spaces". Jak czułeś się albo w jakim byłeś stanie, gdy tworzyłeś ten materiał?

MD: „Lockdown Spaces” był niejako wypadkiem przy pracy, podczas tworzenia ostatniej płyty Lunatic Soul. Natomiast „Claustrophobic Universe” był już albumem z góry zaplanowanym, na który miałem zwyczajnie więcej czasu i zero stresu, że zabieram czas innemu projektowi. „Lockdown Spaces” robiłem 2 tygodnie, “Claustrophobic…”  - 3 miesiące. Myślę, że to słychać. Dodatkowo sam lockdown 2021 nie robił już takiego wrażenia jak ten w 2020. Nie przytłaczał. Już się zdążyliśmy do niego przyzwyczaić. Osadzić w nim. Muzyka więc też się zrobiła mniej mroczna, mniej zamknięta, mniej klaustrofobiczna.

MM: Stukoty dominują. Chyba wszystkim dały się we znaki remonty sąsiadów…

MD: Tak naprawdę te remonty najbardziej dawały się we znaki, kiedy tworzyłem „Lockdown Spaces”, ale zostały mi w głowie na tak długo, że postanowiłem wykorzystać to przy kolejnej płycie (śmiech).

MM: Nie tylko formę promocji "Claustrophobic Universe" zbliżyłeś do Radiohead. "Planets In A Milk Bowl", z grafiką nawiązującą do filmu "Asystentka", brzmi jak jedna z ich kompozycji z okresu "Amnesiac" albo nawet któregoś z solowych dokonań Thoma Yorke'a.

MD: Jestem wielkim fanem Radiohead i solowej twórczości Thoma Yorke’a. Przyznaję, że nawet podczas tworzenia tej płyty, słuchałem m.in. Thoma Yorke’a, możliwe więc, że jakąś inspirację podświadomie przemyciłem. Ale cieszy mnie, że o tym wspominasz, bo celem tej mojej zabawy z elektroniką jest nie tylko wyprawa sentymentalna do młodzieżowej fascynacji Tangerine Dream, czy Jean Michel-Jarrem, ale także odniesienia do dźwięków współczesnych. To jest płyta o naszych czasach, więc chciałem również tę swoją elektronikę podać w bardziej współczesny sposób. A oprócz wymienionych wyżej artystów słucham także m.in.. Johna Hopkinsa, Maxa Richtera, Nilsa Frahma. To są dla mnie bardzo inspirujący twórcy. Uwielbiam też ścieżki dźwiękowe Trenta Reznora i Atticusa Rossa. Zapewne i tym trochę przesiąkłem. A skoro przy NIN jesteśmy: chciałem żeby moja elektroniczna trylogia w porównaniu do np. Lunatic Soul, była tym, czym są np. płyty z serii „Ghosts”, zawierającą dziwne, ‘lejące’ się dźwięki, w porównaniu do regularnych, klasycznych albumów NIN, z konkretnymi utworami. Przy “Lockdown…” i “Claustrophobic…” zależało mi, by większą rolę odgrywał nastrój, a nie melodia.


MM: Widziałem, że wydobyłeś swoje stare taśmy magnetofonowe z oryginalnymi okładkami Twojego autorstwa, które nagrywałeś w czasach nastoletnich. Czy ich zawartość była dla Ciebie jakoś inspirująca?

MD: Jak wykopuję czasem takie kasety, to włączam je na magnetofonie, słucham przez 2-3 minuty, po czym wyłączam, żeby nie naruszać w głowie wizerunku, związanego z moimi początkami muzycznymi (śmiech). Sama zawartość kaset może nie była inspirująca, ale wspomnienie tworzenia całych płyt, rysowania do nich okładek, układania tego w różne części i serie na półce, to mi z pewnością zostało. I to odbiło się potem na Riverside i Lunatic Soul - ‘trylogie’, układanki, symbole na okładkach. Niemniej jednak dlatego głównie teraz, pod swoim szyldem robię tę kasetową elektronikę. To był fundament, który mnie ukształtował na długo przed Riverside. I stąd też pomysł, by tę ‘trylogię’ wydać nie tylko w cyfrze, ale i właśnie na kasetach, czyli nośniku, który może nie jest jakoś szczególnie kochany, ale dla mnie znaczy wiele, bo odnosi się do moich muzycznych początków.

MM: Nawiązując do utworu „I Landed On Mars”, śledziłeś lądowanie Perseverance'a na Marsie?

MD: W tytułach chciałem nawiązać nie tylko do lockdownu, ale też do tego, co działo się na zewnątrz i w mediach. Pierwotnie chciałem ten utwór zatytułować „Lou’s Dream”, bo dowiedziałem się, że w marcu zmarł twórca kasety magnetofonowej, Lou Ottens. Ale gdy zobaczyłem, że na czerwonej planecie wylądował Perservarence, uznałem, że tytuł związany z Marsem będzie bardziej pasował do koncepcji planetarnej. Lądowania nie śledziłem. Obejrzałem sobie po fakcie.

MM: Wspomniałeś o tym, co się dzieje w mediach, a zwłaszcza w mediach społecznościowych. Do tego odnosi się „Waves from a Flat Earth”. Miałeś jakąś konfrontację z ‘płaskoziemcami’?

MD: To jest jakiś odsetek algorytmu chociażby na Facebooku, który czasem niestety mi się wyświetla. Nie da się ukryć, że żyjemy obecnie w czasach totalnego podziału na ‘wierzących’ i na ‘niewierzących’, w pandemię i w koronawirusa. Polaryzacja jest w sumie adekwatna do tej politycznej, więc nic w tym dziwnego. Ostatnio znajoma zapytała się mnie na Facebooku, czy dałem już sobie wstrzyknąć to świństwo. Cóż, każdy ma prawo wyboru i nic mi do tego, ale z przerażeniem patrzę jak zanika granica pomiędzy wolnością słowa, a zwykłym wprowadzaniem ludzi w błąd.

MM: Rozumiem, że „2084” to nawiązanie do gry RPG?

MD: Akurat to nawiązanie do Orwella. Tyle, że z roku 1984 pozwoliłem sobie przeskoczyć o 100 lat do przodu ze względu na to, że żyjemy w innym wieku. Jakaś forma Wielkiego Brata jest z nami na co dzień, więc jest to „kolejne zdjęcie naszych czasów”

MM: A co wysypujesz na początku „Lemon Flavoured Stars”?

MD: No właśnie to co jest w tytule, gwiazdy o smaku cytrynowym, czyli Rutinoscorbin (śmiech).

MM: Z kolei „Numbers And Denials” to jeden z najbardziej tanecznych numerów, jaki kiedykolwiek popełniłeś. Brzmi jak wczesna twórczość Moby’ego.

MD: Swego czasu lubiłem twórczość Moby’ego. Zwłaszcza płytę „Play”. Ale kto jej wtedy nie lubił? Słuchaliśmy jej przecież na okrągło w każdej możliwej reklamie (śmiech). No tak, chciałem tak nieco optymistycznie zakończyć ten mój „Klaustrofobiczny Wszechświat”, ale sama końcówka optymistyczna raczej już mi mnie wyszła.

MM: Chciałbym wybiec nieco w przyszłość, bo wiem, że trzecią część trylogii chcesz poświęcić m.in. komiksom. Na pewno masz jakieś swoje ulubione tytuły.

MD: Od zawsze byłem fanem komiksów Grzegorza Rosińskiego, Jerzego Wróblewskiego oraz Bogusława Polcha. Jako dzieciak kupowałem też „Świat Młodych” i wszystko co było na ostatniej stronie wycinałem i kolekcjonowałem. Ale na tę opowieść przyjdzie pora po trzeciej płycie z lockdownowej trylogii.

MM: Dziękuję za rozmowę. 


Rozmawiał: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load