Wywiady

Dziwna Wiosna

2021-08-20

Był sobie swego czasu zespół Superhuman Like Brando, który zdążył nagrać i wydać jeden album. Zawirowania wydawnicze spowodowały jednak, że tej formacji już nie ma, a zawiązała się nowa pod nazwą Dziwna Wiosna. Niedawno ukazał się długogrający debiut zatytułowany po prostu „Dziwna Wiosna”. A czy zmieniła się także muzyka? O tym między innymi opowiedzieli mi wokalista i gitarzysta grupy Dawid Karpiuk oraz perkusista Łukasz Moskal.

Rozmowa z: Dawid Karpiuk/Łukasz Moskal

MM: Czy powołanie Dziwnej Wiosny spowodowało zakończenie Superhuman Like Brando?

DK: Trochę tak. Superhuman Like Brando jest w zawieszeniu i niewykluczone, że jeszcze coś się ukaże pod tym szyldem, ale szanse na to są bardzo małe. Dziwna Wiosna jest tym, czym może mogłoby być SHLB, gdyby nie utonęło. Materiał zaczęliśmy nagrywać jeszcze w starym świecie, przed pandemią, a kończyliśmy go w lockdownie. Część piosenek, większość tekstów powstało już w czasach wirusa, co zresztą pewnie słychać.  Co do zmiany nazwy – po pierwsze chcieliśmy zacząć od nowa. Po drugie zmieniliśmy wydawcę. A po trzecie – czy to nie piękna nazwa?

MM: Czyli pewnie do końca lata kończyliście nagrania?

DK: Nagrania skończyliśmy w maju, a potem były miksy. Te zwykle są długie i bolesne… Nagrywaliśmy w większości z Mieszkiem Radwańskim, parę numerów zarejestrowaliśmy u Igora Nikoforowa. A kiedy płyta była już w zasadzie gotowa, postanowiliśmy dograć jeszcze trzy piosenki: „Marię, Marię”, „Szybko/Ciemno” i „Nie pozwalasz mi spać”. Płytę miksował Michał Kupicz i Grzegorz Mukanowski, poza numerami singlowymi, które zmiksował Jacek Gawłowski. Każdy z nich zaproponował inne podejście do miksów, a na koniec Grześkowi Mukanowskiemu udało się to jakimś cudem spiąć fajnym masterem. Z nami się nie za łatwo pracuje, bo jak ktoś nas pyta, jak coś ma brzmieć, to mówimy, że „tak i tak”. Ładnie i brudno. Pięknie i brzydko.

MM: Odnoszę wrażenie, że  te numery są ułożone na przemian: część zdaje się być odrobinę wygładzona, a część – rzeczywiście brzmi ostrzej i bardziej brudno. Tak miało być?

ŁM: Przede wszystkim ten materiał powstał bardzo szybko. Mamy taką smykałkę, że robimy numery dość sprawnie. Dlatego wydaje mi się, że ta płyta nie jest ani wydumana, ani przekombinowana, choć słyszałem już opinie, że niektóre numery są za długie… Ja akurat nie lubię siebie słuchać i swoich rzeczy, więc trochę ciężko mi się do tego odnieść.

DK: Ciągnie nas trochę w dwie przeciwne strony naraz. Z jednej strony lubimy przestrzeń, ładne melodie, z drugiej strony – energię, brud. Klasyka: cicho – głośno, ładnie – nieładnie. Koniec końców i tak robimy to intuicyjnie. Nie ma przesadnego kombinowania. W pierwszej kolejności zależało nam na tym, by były to przede wszystkim dobre piosenki.


MM: A czy macie jakieś konkretne inspiracje, którymi się kierujecie przy pisaniu muzyki?

ŁM: Inspirujemy się życiem oraz śmiercią, wiem trochę to prozaiczne ale tak właśnie jest. A tak naprawdę, to nie wiem jak odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ jest tak wiele rzeczy, które mnie inspirują, że musiałby to być bardzo długi wywiad. Przeczytacie to zapewne w mojej autobiografii, jak już umrę, po tym, jak wydam książkę kucharską i przebiegnę jakiś maraton.

DK: Staram się odłączyć od muzycznych inspiracji. Oczywiście, że one są, bo słucham określonych rzeczy. Ale skupiam się na tym, że coś mi tam gra, coś jest ważne, a przede wszystkim - że coś mi otwiera w głowie drogę do miejsca, za którym tęsknię. A potem robimy piosenkę i ona brzmi w pewnym sensie tak, jak sama chce brzmieć. Staramy się tego jakoś świadomie nie kontrolować. Niech sobie leci. Ale oczywiście ludzie mówią, że gramy jak Kings Of Leon, Queens Of The Stone Age, Nirvana, Coldplay i jeszcze bardzo wiele innych składów, więc na wszelki wypadek na okładce napisaliśmy, że zrzynamy ze wszystkich (śmiech).

MM: Ten dualizm, o którym wspomniał Dawid, skupia się na płycie także w jednym utworze –ponad sześciominutowym „Szybko/Ciemno”. A może to po prostu dwa utwory połączone w jeden?

DK: To dobry przykład na to, o czym mówiłem. Najpierw powstała pierwsza część. Na próbie Łukasz zakończył ją paroma uderzeniami w ride i pomyślałem, że ten numer chce gdzieś polecieć dalej, w coś zupełnie innego. Więc – już w studiu –  u Igora, kiedy Łukasz nagrywał bębny, mówię mu do słuchawek: „Graj dalej, robimy kosmos”.

MM: Natomiast ewidentnie wyróżnia się „Run, baby, run”, które jest jednocześnie przestrzenne i balladowe.

DK: Zabawne, bo „Run…” ludzie albo bardzo lubią, albo mówią, że zupełnie nie pasuje do płyty. A to jest znowu to, co lubimy robić. Numer ma trzy części: w środku jest właściwa piosenka, ale mieliśmy poczucie, że ona aż się wyrywa dalej. No i się wyrwała. To jest super ciekawe tak sobie podążać za piosenką.

MM: Wiem, że zarejestrowaliście też epicki, blisko 15-minutowy utwór tytułowy. Czemu nie wszedł na płytę?

DK: Z czegoś trzeba było zrezygnować, bo nagraliśmy w sumie 16 piosenek i fizycznie nie zmieściłyby się na płycie. Zostały cztery, w tym wspomniana przez ciebie „Taka dziwna wiosna”. Idealnie na EP-kę (śmiech). Bardzo bym chciał, żebyśmy mieli swoje „Jar of Flies” (akustyczna ep-ka  Alice in Chains wydana w 1994 r. – przyp. MM)

MM: Właśnie ukazała się singlowa wersja „Ostatniej nocy lata”. Będziecie wypuszczać jeszcze jakieś single?

DK: Myślę, że sześć singli z płyty, na której jest dwanaście piosenek to i tak niezły oraz rzadko spotykany wynik. Na pewno będziemy wydawać rzeczy, może EP-kę, a może coś całkiem nowego.

ŁM: „Ostatnia noc lata” to ostatni singiel. Po tym można już umierać, ale proszę pamiętać, że marzyciele umrą na końcu. Dziękuję bardzo i pozdrawiam wszystkich naszych fanów, jesteście super.

Foto: Grzegorz Szklarek


Rozmawiał: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load