Wywiady

Tankograd

2022-02-20

Tankograd wciąż na froncie. Tym razem gry wojenne poszerzają terytoria, a muzyczna oprawa poszerza swe spectrum. „Klęska” przybliża grupę do coraz bardziej ujednoliconych konceptów, nie zatracając przy tym nieodzownego poczucia grozy i beznadziei, jaką niesie ze sobą wojna. O niuansach, które stoją za tymi działaniami, porozmawiałem z dowódcą zespołu – Tomaszem Walczakiem.

Rozmowa z: Tomasz Walczak

MM: Mam nieodparte wrażenie,  że koncepcję i pomysł na teksty na „Klęskę” miałeś już po krótko po wydaniu waszej poprzedniej płyty – „Totalitarian”

TW: Trochę tak było. Bo tak jak już gdzieś wspominałem wcześniej – część tekstów pisze mi się w głowie podczas koncertów zespołu Furia, a dawno na żadnym nie byłem (śmiech). W takich okolicznościach powstały na przykład słowa do utworu „Hańba”. Ale już na przykład „Polska” zarysowała mi się w głowie, gdy szedłem do metra. Z kolei tekst do „Niech liczą trupy” nie jest mój. To wiersz Anny Świrszczyńskiej – polskiej poetyki i uczestniczki Powstania Warszawskiego. Podobnie jest z „Nie daj się zarżnąć”, który zawiera cytaty z Marka Edelmana. Mam taki problem, że jeżeli nie mam w ręce słowa drukowanego, to mój mózg nie kojarzy okoliczności, w których dany tekst przeczytałem. A te fragmenty, które użyłem na płycie „Klęska” po prostu przeczytałem w Internecie. W związku z tym okoliczności przyswojenia tych tekstów zlewają mi się w całość.

MM: Pytam, bo ten album jest nie tylko mocniej i solidniej osadzony muzycznie, niż poprzednio, ale i właśnie dlatego, że te teksty są dość przemyślanie poukładane.

TW: Nigdy jednak nie jest tak, że koncept płyty Tankograd jest wymyślony od a do z. To się na etapie przygotowania nagrań cały czas formuje i dopiero przy rejestracji w studiu sytuacja jest bardziej przemyślana i poukładana.

MM: Na poprzedniej płycie działania wojenne przeskakiwały z frontu na frontu. A tutaj, patrząc chociażby na słowa z utworu otwierającego pt. „Za ofiarną służbę”, sytuacja chyba lokuje wydarzenia na froncie zachodnim?

TW: Tak, ten utwór opowiada o Czechosłowackich lotnikach, którzy brali udział w bitwie o Anglię i mieli potem z tego powodu potem wielkie problemy w ojczyźnie. Nie dobierałem jednak teksty według jakiegoś specjalnego klucza. Być może kiedyś dogłębnie dokształcę się z historii komunizmu w Polsce i zrobię o tym płytę koncepcyjną.

MM: Skąd zatem na płycie brzmienia bałałajki, skoro to instrument rosyjski?

TW: To jest ciekawe, bo bałałajka się sama pojawiła u mnie w domu. Może wrogowie podrzucili? (śmiech). Po nagraniu okazało się, że ma założone niewłaściwe struny. Ona brzmi jak bardzo mała i smutna gitarka. Co więcej – ja na niej nie potrafię grać (śmiech). To jest bardzo trudny w obsłudze instrument. Natomiast przez ułamek sekundy pojawiła się opcja, by na płycie w utworze „S.L.A.M.” pojawiło się banjo, bowiem do studia wstąpił kolega Piotr Karwowski, by zaśpiewać chórki w „Polsce”, który posiada taki właśnie instrument i na dodatek miał go ze sobą. Na szczęście go powstrzymano (śmiech). 

MM: Polemizowałbym, bo to brzmienie nie jest smutne, ale generuje wręcz… uśmiech.

TW: Ja się zawsze uśmiecham, gdy gram doom metal (śmiech).


MM: Zahaczając na moment o wspomnianą „Polskę”, to wydaje mi się ona najbardziej traktuje o bieżących wydarzeniach ze wszystkich tekstów na płycie.

TW: Obawiam się, że przez tą aktualność, a może bardziej przez refren nasi narodowcy mogą zagarnąć ten utwór na swoje potrzeby. Nic się na to niestety nie poradzi.

MM: Doom metal zakłada raczej długie, rozwlekłe kompozycje. Czy te, które znalazły się na „Klęsce” były jeszcze dłuższe?

TW: My mamy problem raczej w drugą stronę. Ze względu na tempa, w których gramy, te utwory są raczej długie. Natomiast jakiś czas temu doszedłem do wniosku, że jeżeli mamy kawałek, który ma typowo piosenkową strukturę typu AB-AB-CB, to nie odczuwam gigantycznej potrzeby, by coś jeszcze do tego dorzucać. Zawsze zresztą miałem plan, by w Tankogradzie były piosenki, czego najlepszym ordynarnym przykładem jest właśnie „Polska”. To jest pastisz zespołu Rammstein i ich utworu „Deutschland”. Naszemu wydawcy początkowo zrzedła mina, gdy go usłyszał (śmiech). A to jest kawałek, z którego jestem najbardziej zadowolony!

MM: To już jest niepisana zasada, że Marek, wasz basista dostarcza tylko jeden swój utwór na płytę?

TW: Nie, boon ma tony nagrań i część pasuje do Tankogradu, a część nie. Także zasady nie ma, natomiast trzeba przynieść numer na próbę i go obronić myślą, mową i uczynkiem, by mógł wejść na płytę. I to zadanie dotyczy wszystkich członków grupy, nie tylko Marka (śmiech).

MM: Na koncertach ujednoliciliście także anturaż wizualny. Koledzy przyjęli Twój pomysł na umundurowanie?

TW: Tak, był nawet taki plan, by zrobić sobie nawet lepsze stroje. Będąc na trasie w Szwajcarii, poznałem człowieka, który na co dzień zajmuje się strojami teatralnymi. Na koncert Dopelorda przyszedł Bafomet (śmiech). Była to pani ‘ubrana’ w błoto oraz glinę i miała ogromną maskę kozła z płonącą pochodnią na głowie. Weszła na salę na ostatni utwór, a my zdębieliśmy (śmiech). Inna sprawa, że graliśmy w bardzo starym budynku, w którym było bardzo dużo ludzi, bardzo niski sufit i bardzo słaba wentylacja. Z otwartym ogniem to nie jest dobre połączenie. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Natomiast strój tej pani był właśnie od tego człowieka i nawet był plan, by zamówić stroje od niego. Gdybyśmy jednak grali koncerty, które byłyby naszym regularnym źródłem przychodu, to byśmy na to poszli, bo pomysły były znakomite. Na pewno byłyby lepsze od tych, które we własnym zakresie jesteśmy w stanie zrealizować. Niestety pandemia pokpiła temat.

MM: Masz już plan na kolejną płytę? 

TW: Powolutku, ale coś zaczyna się klarować. Pomiędzy „Totalitarian” i „Klęską” przerwa była za długa i mogę zdradzić, że ostatnio na próbie urodził się jeden nowy numer. Zacząłem nawet wymyślać do niego tekst.

MM: Dziekuję za rozmowę. 


Rozmawiał: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load