Wywiady

Nula Stankiewicz

2022-04-12

Nula Stankiewicz zaprezentowała nową płytę zatytułowaną „Śpiewam”. Na albumie znalazło się 14 piosenek Janusza Strobla. Płyta jest połączeniem współczesnych aranżacji, wybitnego instrumentarium i poruszających tekstów z ujmującym wokalem Nuli Stankiewicz, a zarazem poruszającym podsumowaniem części dorobku Janusza Strobla. Z tej okazji Artystka opowiedziała nam o kulisach powstania "Śpiewam".

Rozmowa z: Nula Stankiewicz

- W jakich okolicznościach powstał pomysł na realizację albumu z interpretacjami utworów autorstwa Janusza Strobla?

- Jak bardzo byśmy chcieli, tak nie da się uciec od słowa „pandemia”. I gdy pozbawiła nas ona możliwości wykonywania zawodu na scenie, skupiliśmy się na tym, co możemy robić. Janusz poświęcił się pracy twórczej, napisał piękny koncert na gitarę klasyczną i orkiestrę, ja z kolei zaczęłam myśleć o kolejnej płycie, którą miałam w planach, ale nasze zawodowe życie pędziło tak szybko i wielotorowo, że nie było takiego impulsu, aby przysiąść i zacząć nad nią pracować. Na szczęście mogę korzystać bez ograniczeń z szuflady Janusza i wiedziałam, że są tam piosenki, które albo nie zostały zarejestrowane, albo zostały nagrane, ale nie tak, jakbym ja to sobie wyobrażała. Tych piosenek odnalazłam grubo ponad dwadzieścia, z których finalnie na albumie „Śpiewam” znalazło się czternaście. Każda z tych kompozycji jest mi z jakiegoś powodu bliska. Teksty napisali autorzy tacy jak: Magdalena Czapińska, Urszula Kozioł, Grażyna Orlińska, Jonasz Kofta, Andrzej Poniedzielski i Jan Wołek. Wspaniali tekściarze, poeci. Cały materia mieliśmy więc już kilka miesięcy temu, ale trwająca pandemia albo uniemożliwiała, albo skutecznie ograniczała twórcze działania. Nawet stworzenie teledysku nie było tak oczywiste, jak kiedyś. A więc w końcu ustaliliśmy datę premiery na 25 lutego i proszę sobie wyobrazić, że wcześniej wybucha wojna w Ukrainie. Pamiętam moje mnożące się pytania, czy to dobry moment na radość z płyty, na dzielenie się nią. Jednak bardzo szybko upewniłam się słowami wspaniałego Wojciecha Młynarskiego „Róbmy swoje”. Te dwa stanowcze słowa utwierdzają mnie, że czas jest zawsze jednako dobry lub jednakowo niedobry. Trzeba robić to, do czego, jakby patetycznie to nie brzmiało, jesteśmy powołani. To, co potrafimy najlepiej. Poza tym Agnieszka Osiecka mówiła, żebyśmy nie odkładali na jutro ani egzaminów, ani dentysty, miłości oraz piosenek. Więc nie odkładam.

- Gdy zgromadzisz „w jednym pokoju” taką grupę znakomitych muzyków, to może być ciężko o współpracę. Jak wyglądała Wasza kooperacja?

- My z Januszem dogadujemy się doskonale. Świetnie się znamy, rozumiemy, szanujemy i doceniamy. Uwielbiam korzystać z jego talentu, pomysłów i doświadczenia. Lubię jego ascetyczne podejście do sztuki, jego łatwość w podejmowaniu decyzji. To mi daje ogromne poczucie bezpieczeństwa, ale i artystycznej frajdy. Janusz bardzo mi imponuje, a w momentach, które są sporne, ratuje nas poczucie humoru i nieumiejętność życia w konflikcie. Co do zaproszonych artystów: nie podejmujemy z Januszem eksperymentów muzycznych. Zawsze angażujemy sprawdzonych muzyków, tych, których cenimy. Kilku z nich towarzyszy nam od lat w różnych artystycznych przedsięwzięciach. To Mariusz „Fazi” Mielczarek, Paweł Pańta, Sebastian Frankiewicz czy Jurek Małek i Piotr Baron. Poza tym na płycie znaleźli się wspaniali Artyści, którzy nadali dodatkowy koloryt muzyczny: Klaudiusz Baran na bandoneonie, Jacek Urbaniak na flecie, a także kwartet smyczkowy Polish Soloists Quartet. Niewątpliwie podczas pracy nad płytą najbardziej obciążony był Janusz Strobel, ponieważ występował w kilku rolach: kompozytora, aranżera, muzyka i kierownika muzycznego. Ogromną rolę podczas studyjnej pracy nad płytą odegrał Paweł Pańta, który – poza tym, że jest wspaniałym kontrabasistą – jest dobrym producentem. Jest rzeczowy i decyzyjny, opanowany, kreatywny i zaangażowany. Spotkaliśmy się na dwóch domowych próbach i weszliśmy do studia nagraniowego. Paweł z Sebastianem nagrali partie sekcji rytmicznej, Janusz - gitary. Potem na to zostały nałożone partie trzech instrumentów dętych, które po pierwsze: grają big-bandowo, a po drugie – co wspaniałe – obdarowują nas świetnymi improwizacjami. Następnie swoje ścieżki nagrał kwartet smyczkowy i na to wszystko ja zaśpiewałam swoje partie. Praca była kilkuetapowa, ale na każdym poziomie bardzo satysfakcjonująca i emocjonująca. Ja jestem osobą, która bardzo się emocjonuje pracą, a Janusz jest dość wycofany w okazywaniu uczuć, ale ta praca też dostarczała mu wiele radości. Mnie entuzjazm towarzyszył przez wiele miesięcy powstawania tego albumu a także dziś, kiedy trzymam go w rękach.


- Według jakiego klucza wybrałaś kompozycje na tę płytę?

- Na pewno wspólnym mianownikiem tej płyty jest kompozytor: Janusz Strobel. Kolejnym są świetni, choć bardzo różni, autorzy tekstów. Na tej płycie znalazły się również piosenki, które zostały napisane specjalnie dla mnie jak np. „Tango Z Cieniem” ze słowami Grażyny Orlińskiej oraz „Kujawiaczek Pokorny” i „Babodziady” ze słowami Janka Wołka. Jest to jeden z najpiękniejszych prezentów, bo gdy poeci piszą specjalnie dla mnie, jest to ogromne wyróżnienie.

- Dokonując wyboru tych kompozycji miałaś świadomość, że w pewnym sensie będziesz musiała zmierzyć się z poprzednimi wykonaniami kilku kompozycji przez inne artystki: Magdę Umer, Łucję Prus czy Ewę Bem?

- W ogóle o tym myślałam. Gdybym nakładała na siebie taki kaganiec i ograniczenie, to cały czas musiałabym się z czymś mierzyć i nie byłabym zdolna do tworzenia nowych kreacji. Bałabym się oceny i porównań. Kiedy wybieram piosenkę, którą chcę zaśpiewać, staram się odrzucić to, co do tej pory się z tym utworem działo. Już na poprzedniej płycie „Byle nie o miłości” z piosenkami Agnieszki Osieckiej miałam doświadczenia ze śpiewaniem utworów, które już są znane. Zaśpiewałam wówczas „Małgośkę” zupełnie inaczej niż Maryla Rodowicz, ponieważ zawsze odczuwałam, że to smutna piosenka – historia porzuconej dziewczyny, która została z marzeniami o wielkiej miłości i rozdartym sercem. Muszę przy okazji przyznać, że moja wersja jest tak wspaniale przyjmowana przez publiczność, że daje to artystyczną satysfakcję, a jednocześnie wzmacnia odwagę do takich działań. Działań, które w moim odczuciu są uzasadnione, gdyż ja nie biorę piosenki i nie wywracam jej do góry nogami tylko po to, by się różniła od dotychczasowych wykonań, tylko dlatego, że czuję, że mogę wnieść do niej coś nowego, a tym samym nadać piosence nowe życie. To doświadczenie z „Małgośką” utwierdziło mnie, że jeśli tylko kieruję się prawdziwością i szczerością przekazu i znajduję uzasadnienie w tekście do odejścia od pierwszego wykonania, to jestem do tego uprawniona i mogę tę swoją wersję obronić. Tak więc wracając do twojego pytania: nie miałam najmniejszych skrupułów czy obaw. „Ptaki smutku”, które zostały napisane dla Magdy Umer, od razu znalazły się na mojej liście kompozycji do zaśpiewania. Na szczęście Magda pobłogosławiła ten pomysł i napisała dużo ciepłych słów o mojej płycie. Co do Łucji Prus i piosenek, które były dla niej napisane, czyli „W środku ważnych dat” i „Coś nie tak”: czułam, że mimo lat, nie straciły na aktualności, że mam w nich wiele do powiedzenia. Podsumowując, lubię piosenki, które są tworzone specjalnie dla mnie, ale i nie mam problemu, aby sięgać po piosenki, które już zostały zaśpiewane.

- Płytę otwiera utwór „Śpiewam”, który brzmi jak Twoje motto artystyczne…

- (śmiech) Zdecydowanie tak. Jesteś pierwszą osobą, która mnie o to zapytała i bardzo się z tego cieszę. To jest piosenka, która wywołuje zawsze uśmiech na mojej twarzy. Janusz napisał ten utwór dawno temu – pod koniec lat 90-tych, a w słowach Andrzeja Poniedzielskiego z łatwością odnajduje siebie. Ja cały czas podśpiewuję, czasem – mimo woli – w najmniej oczekiwanych momentach. Zdarza się, że jadę ze słuchawkami na uszach – na przykład w metrze czy tramwaju – i po prostu sobie nucę. Przyłapuję się na tym dopiero, gdy osoby, które są obok mnie patrzą na mnie z uśmiechem. Ja śpiewam naprawdę wszędzie.

- Czy ten album będziesz chciała przenieść na scenę w postaci na przykład przedstawienia muzycznego?

- Zdecydowanie tak. Chcielibyśmy, aby to przedstawienie było realizowane na deskach scen muzycznych i teatralnych, które uwielbiam. Oczywiście to wszystko zależy od bieżącej sytuacji w kraju i zagranicą. Ale nie wyobrażam sobie, aby ta płyta nie pociągnęła za sobą trasy koncertowej.

- Dziekuję za rozmowę. 


Rozmawiał: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load