Wywiady

Archive

2022-05-17

Grupa Archive zakończyła jubileuszową trasę koncertową z okazji 25-lecia na progu pandemii. Zespół odcięty od możliwości wspólnego działania, powoli zaczął tworzyć nowy materiał, który z czasem rozrósł się do blisko dwugodzinnego albumu. "Call to Arms and Angels" to nie tylko bodaj najbardziej epickie dzieło grupy, ale także najbardziej złożone. To projekt do tego stopnia wyjątkowy, że zespół postanowił zrealizować przy okazji film dokumentalny, poświęcony procesowi tworzenia nowej płyty. Obraz zrealizowany w dużej mierze kamerą Super 8, okazał się jednak czymś więcej w dorobku grupy. O tym dość sporym przedsięwzięciu opowiedział mi jeden z założycieli Archive - Darius Keeler

Rozmowa z: Darius Keeler

MM: Cofnijmy się do końcówki 2019 roku - jesteście w Madrycie i kończycie dużą trasę z okazji 25-lecia zespołu. Czy któryś z koncertów z tego tournee został zarejestrowany i zostanie wydany? Pytam, bo nie macie zbyt wielu wydawnictw koncertowych.

DK: Rzeczywiście, nie mamy. I żadnego z tych koncertów nie zarejestrowaliśmy. Mamy natomiast film z trasy (road movie - przyp. MM), który można zobaczyć na naszym kanale YT, a który ukazuje nasz dzień w trasie i pokazuje ciekawe momenty z całego tego objazdu. Wiem, do czego zmierzasz - 25 lat to idealna okazja, aby takie wydawnictwo wypuścić, a my ograniczyliśmy się tylko do składanki (album "25" z 2019 roku - przyp. MM). Natomiast będziemy rejestrowali nasz koncert przy udziale telewizji Arte w październiku.

MM: Przechodząc do "Call to Arms and Angels" - co zostało ukończone jako pierwsze? Film dokumentalny, zarejestrowany kamerą Super 8, czy sam album?

DK: (śmiech) Jedno po drugim. Nie planowaliśmy zrobienia dokumentu o płycie, chcieliśmy raczej zrobić materiał o zespole. Zaczęliśmy jeszcze przed pandemią. Znalazłem kamerę Super 8 na strychu w domu moich rodziców i poprosiłem kilku przyjaciół, by nakręcili nas podczas procesu tworzenia. Rejestrowaliśmy kiedyś pojedyncze filmiki ze studio, ale nigdy w trakcie tworzenia muzyki. W Super 8 nie można rejestrować dźwięku, więc dograliśmy ścieżkę narracji. Zebraliśmy się w południowo-wschodnim Hampton, w takim wielkim pomieszczeniu do testowania samolotów z czasów II wojny światowej. Widać je w filmie - wygląda jak wielka studnia z wentylatorem (śmiech). W trakcie pandemii doszliśmy do wniosku, że chcemy nagrać i sfilmować wszystko. Album powstał właściwie jednocześnie.

MM: Część filmu zawiera ujęcia z Holly Martin, która mieszka w Australii, a które również były zarejestrowane przy pomocy Super 8. Jak to zrobiliście?

DK: Wysłaliśmy do Australii tę kamerę. Nie pamiętam jednak, czy to była moja kamera, czy kupiliśmy jeszcze jedną. Jakość obrazu jest jednak taka sama, a na tym nam zależało.

MM: "Call To Arms And Angels" jest bardzo długim albumem - trwa prawie 2 godziny. Wydaje mi się jednak, że to wasza najciekawsza płyta od czasu "Controlling Crowds" z 2009 roku. Natomiast sam film nie odpowiada na najważniejsze pytanie: co sprawiło, że ta płyta jest taka długa?

DK: Myślę, że pandemia jest jednym z głównym powodów. Dużo o tym rozmawialiśmy. Poza tym nie wydaliśmy płyty przez 6 lat, a w zespole jest mnóstwo kreatywnych osób. Do tego zainspirowała nas wspomniana wcześniej trasa z okazji 25-lecia. To był wybuch kreatywości i inspiracji. Ten rok pandemii ogromnie na nas wpłynął. Tyle się działo społecznie i politycznie…

MM: Ten album też jest polityczny, natomiast - nawiązując do utworu "The Crown" - przeliście w zespole przez koronawirusa?

DK: "The Crown" napisała Lisa Mottram i traktuje nie koronawirusie, ale o narcyźmie. Poza tym tytuł nawiązuje do tego, co dzieje się w angielskiej rodzinie królewskiej. W Anglii jesteśmy bombardowani informacjami na ten temat. Kult rodziny królewskiej jest ogromny, a jak nie mogę tego kurwa znieść! Natomiast odpowiadając na Twoje pytanie - tak, przeszliśmy koronawirusa w zespole. Nie jestem pewien, czy Pollard zachorował, ale ja, Danny, Lisa, Dave i Holly przeszliśmy zakażenie.

MM: Płyta w wersji deluxe ukaże się na trzech płytach. Wiem, co jest na dwóch z nich, a co będzie na trzeciej?

DK: Ścieżka dźwiękowa do filmu. Te fragmenty, które słychać w tle, które nie znalazły się na płycie. Jest tam mnóstwo soundscape'ów. Zgraliśmy je i dodaliśmy na trzecią płytę, by słuchacze mieli pełny obraz dźwiękowy. A gdy zobaczą film, wszystko poukłada im się jeszcze lepiej.  

MM: Na płycie jest też utwór prawie równie długi, jak „Again”, czyli „Daytime Coma”. Jak powstał?

DK: Uwielbiam ten utwór… Dla mnie to kwintesencja naszych uczuć i emocji, jakie nagromadziły się w nas w związku z pandemią. Czuliśmy z jednej strony dziwny spokój, będąc w otoczeniu śmierci… To było dość surrealistyczne doświadczenie. To było coś innego, niż wojna, której towarzyszy hałas. Tutaj wszystko odbywało się w nieznośnej ciszy. Dokładaliśmy kolejne części do tego utworu tak, jakby nic nas nie ograniczało. Potem poukładaliśmy kolejność w taki sposób, by miał odpowiednią dramaturgię.

MM: Będziecie grali ”Call to Arms And Angels” w całości na koncertach?

DK: Tak, zagramy ją w wersji live.Ta płyta jest historią, więc chcemy ją zaprezentować w całości. Nie wiemy jeszcze, czy będziemy mieli pełny skład na trasie – Holly mieszka przecież w Australii. Jesteśmy w tej chwili jeszcze bardziej międzynarodowym zespołem, niż 25 lat temu (śmiech). Ale chcemy to zrobić. Robiliśmy tak już w przypadku „Controlling Crowds” i znakomicie się to sprawdziło, choć było wyzwanie. Natomiast starsze utwory nie pojawią się w tym zasadniczym secie. Zagramy je pewnie na bis.


MM: Film pokazuje także relację, jakie panują między wami w zespole. Widać w nim także wasze rodziny. Śledzę waszą twórczość od prawie 20 lat i nie miałem świadomości, że jesteście tak rodzinną grupą. Myślę, że wielu waszych odbiorców może być tym zaskoczona, bo Archive zawsze jawiło się jako dość tajemniczy zespół.

DK: Masz rację. Myślę, że film w miarę powstawania filmu zdaliśmy sobie sprawę, że to szansa dla nas, by pokazać zespół od innej strony – bardziej ludzkiej. Nie chcieliśmy pokazać zbyt dużo – na pierwszym planie pozostała muzyka. Natomiast, jak sam zauważyłeś, widać też fragmenty, w których pojawiają się nasze rodziny, nasi bliscy. Przyznałeś, że słuchasz nas od dwóch dekad, a nie wiedziałeś, że tak wyglądamy w sytuacjach prywatnych. Nie mamy np. konta na Instagramie, gdzie pokazujemy się w takich sytuacjach. Ten film jest dla Ciebie i dla wszystkich naszych słuchaczy, którzy dotąd postrzegali nasz kolektyw wyłącznie przez pryzmat muzyki. Mam nadzieję, że po obejrzeniu nie zmienią zdania na temat Archive i nadal będą postrzegali nas przede wszystkim poprzez to, co tworzymy.

MM: Chciałem jeszcze zapytać o samą kamerę Super 8, ponieważ podobno znalazłeś ją na strychu swoich rodziców. Jak do tego doszło?

DK: Tak, moja mama sprzątała dom z różnych rupieci, a na strychu – jak pewnie u każdego – jest ich najwięcej (śmiech). Wszedłem tam i znalazłem różne rzeczy np. taśmy matki z naszą pierwszą płytą „Londinium” z 1996 roku. Zacząłem porządkować te rzeczy i tak wpadłem na kamerę Super 8. Nie wiem do końca, skąd się tam wzięła. Przypuszczam, że należała do moich rodziców.

MM: Na płycie jest 17 utworów. Nagraliście coś ponadto?

DK: Tak, kilka utworów nie weszło na płytę. Są ukończone, natomiast były zbyt mroczne, by znaleźć się na ”Call To Arms And Angels”. Nie chcieliśmy maksymalnie dołować naszych słuchaczy. Dlatego na tej płycie są też utwory jaśniejsze i spokojniejsze.

MM: Czy po tak długiej i wielowątkowej płycie masz dość pisania nowej muzyki, czy tworzysz coś na bieżąco?

DK: Bardzo dobre pytanie. Zazwyczaj tworzymy cały czas. Na bieżąco, po skończeni miksów, na trasie… W przypadku tej płyty, proces tworzenia i rejestracji był dla nas bardzo uciążliwy, ponieważ płyta ma potężne brzmienie, momentami przytłaczające. Wymagało to od nas sporej atencji, ale i potężnej energii, by zrealizować takie przedsięwzięcie. Dlatego po nagraniach, zrobiłem sobie przerwę. Widzę jednak, że wraca mi wena, a przede wszystkim chęć tworzenia czegoś nowego, więc powoli zaczynają już powstawać jakieś pierwsze szkice. Wiem jednak, że musimy inaczej podejść do tworzenia nowej płyty po tak dużej produkcji, jaką jest ”Call To Arms And Angels”. Myślę, że będziemy musieli się uspokoić i wyciszyć, by znów zacząć wspólnie komponować i pisać.

MM: Nie mogę nie zapytać, jak sytuacja w Ukrainie wpłynęła na wasz zespół?

DK: Okropnie. Cała historia z atakiem Rosji jest absolutnie potworna. W Rosji nigdy nie było demokracji – to zawsze był autorytarny kraj. Graliśmy tam wielokrotnie, mamy tam wspaniałych fanów, podobnie zresztą jak w Ukrainie, gdzie graliśmy w pięknym mieście Lwów. Chcielibyśmy tam wrócić… To jest tragedia dla ludzkości. A jeszcze Wielka Brytania zachowuje się kurewsko podle, zamykając się na uchodźców z Ukrainy. Twój kraj przyjął ich o tysiące, jeśli nie miliony więcej, niż jebana Anglia! Pierdolenie, że dzieli nas kanał La Manche i tak dalej, jest kompletną bzdurą! Cały świat na to patrzy i jest mi wstyd za brytyjskie władze! Nigdy nie mieliśmy problemów z uchodźcami, bo są u nas od zawsze, a teraz, gdy są w potrzebie mamy im nie pomagać? To skurwysyństwo! Myślę natomiast, że cały świat podziwia postawę Polaków i ich hojność względem Ukraińców. 

MM: Ostatnia kwestia – nagrywaliście w londyńskim studiu RAK, w którym przed laty nagrywali też muzycy Led Zeppelin.

DK: Tak, i Robert Plant nadal tam nagrywa. W ogóle powstaje dokument o tym miejscu i Robert jest mocno zaangażowany w jego realizację.

MM: Poznałeś go osobiście?

DK: Nie, ale znam jego syna Logana, od kiedy miał 20 lat. Spotykał się z córką naszego inżyniera dźwięku. Fantastyczny gość. Nie poszło mu w muzyce, więc założył własną firmę, która odniosła sukces.

MM: Dziekuję za rozmowę. 

Foto: Grzegorz Szklarek

 


Rozmawiał: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load