Wywiady

Sabina Karwala

2022-09-04

Sabina Karwala wydała nowy album "Bluemental", który jest następcą jej debiutanckiej płyty "Lepidoptera" z 2019 roku. Nowy materiał powstał w okresie pandemii i w naszym wywiadzie z Artystką możecie między innymi przeczytać o tym, jak to wpłynęło na proces powstawania albumu.

Rozmowa z: Sabina Karwala

- Gdy rozmawialiśmy 3 lata temu powiedziałaś mi, że lubisz pracować pod presją. Twoje nowe wydawnictwo – mini-album „Bluemental” – jest zrelaksowana brzmieniowo. Czy podczas pracy nad tym krążkiem także odczuwałaś presję?

- Rzeczywiście jest to płyta o bardziej wibracyjnym charakterze. W trakcie pisania tego albumu przepracowałam wiele tematów w głowie. Był covid i czas na przemyślenia. Odcięłam się od świata, wróciłam do swoich rodzinnych, górskich stron. Wskazuje na to również tytuł „Bluemental”, który pierwotnie oznacza „niebieską psychikę” lub „niebieską mentalność”. Płyta zaczęła powstawać na samym początku pandemii, a przecież w tym czasie mieliśmy zupełnie inne plany z muzykami.. Chcieliśmy wyruszyć w pierwszą trasę koncertową promującą mój debiutancki album „Lepidoptera”. Udało nam się zagrać kilka koncertów, ale nie tyle, ile zakładaliśmy. Trzeba było wykorzystać jakoś ten „wolny” czas. Przeniosłam się w góry do moich Rodziców, do Bielska-Białej. Po kilku latach przeprosiłam się z fortepianem i zaczęłam komponować. Skupiłam się na pracy twórczej i nic mnie nie rozpraszało. Czasami tylko lęk o przyszłość. W górach powstała większa część kompozycji. W drugim lockdownie odwiedziłam z kolei Podlasie i Kaszuby, tym razem w towarzystwie mojego producenta Janka Bieleckiego. W tych dwóch pozostałych „ośrodkach pracy twórczej” dopracowywaliśmy piosenki produkcyjnie.

- Tę naturę „słychać” w kilku tekstach…

- Tak. Dodam, że ten tytułowy „Bluemental” oznacza również „dolinę kwiatów”, po niemiecku pisane „blumenthal”. Wspomniana dolina kwiatów jest w kodzie tytułowej kompozycji, która mówi o tym, że wszyscy jesteśmy połączeni. Piosenka opowiada o śmierci i o narodzinach, o pokoleniowości. O tym, że żywioły są silniejsze od nas, ale w tym tkwi piękno tego świata, którego jesteśmy częścią. Trzeba patrzeć na to z szacunkiem i podziwem, żyjąc w jedności z naturą.

- Ale słyszałem, że jest także trzecie znaczenie tego „Bluemental”…

- Zgadza się. Chodzi o Felicję Blumental, która była polską pianistką i klawesynistką żydowskiego pochodzenia. Gdy zaczęłam szukać innych znaczeń tego słowa, okazało się że jest to również nazwisko. Tak znalazłam Felicję. A że akurat powróciłam do swojej trudnej, ale mimo wszystko miłości do fortepianu, odczytałam to jako znak. Lubię znaki, haha!

- Czyli wersje demo tych kompozycji były zagrane na fortepianie?

- Tak, demówki były fortepianowe. Mam je do tej pory na dyktafonie. Nagrywałam je na telefon, wysyłałam do mojego producenta, następnie łączyliśmy się on-line poprzez taką magiczną aplikację dla producentów, która powstała w trakcie pandemii i pracowaliśmy, na tyle ile mogliśmy. Oczywiście nie jest to tak komfortowe, jak spotkanie się w studiu nagraniowym, ale ponieważ byliśmy wszyscy odseparowani, nie było innego wyjścia.
Wysyłałam demówki do Janka, robiliśmy transmisję w wirtualnym studiu i działaliśmy. W ten sposób powstały produkcyjne zarysy piosenek, a później, jak już wspomniałam, wyjechaliśmy, aby uruchomić prawdziwy, żywy proces twórczy.

- Jak ten zdalny proces twórczy wpłynął na brzmienie tych piosenek? Czy gdybyście tworzyli od początku w studiu nagraniowym, ta płyta brzmiałaby inaczej?

- Płyta brzmiałaby tak samo. Dla mnie najważniejsze są zawsze pierwsze emocje jakie uruchamiają się we mnie podczas tworzenia tych pierwotnych wersji piosenek oraz tekstów. To zostało przeniesione w stosunku 1:1. Później to po prostu pokolorowaliśmy brzmieniami.


- Na płycie jest dziesięć kompozycji, ale tylko sześć premierowych. Pozostałe cztery to: remixy „Rok Amore” i „Bluemental”, solowa wersja piosenki „Twist” oraz angielskojęzyczna wersja „Jesieni”. Dlaczego tak mało tych piosenek premierowych i po co te remixy?

- Mini album oraz remixy na płycie były pomysłem mojej agencji. Muzyczne czasy się zmieniły i wielu artystów w ogóle nie wydaje płyt, tylko działa singlowo. Zaakceptowałam to, nie upierając się przy wydaniu większej ilości piosenek, zwłaszcza że pozostałe piosenki są już wyprodukowane i czekają na kolejny sezon. Nic się nie zmarnuje. Remixy były z kolei ukłonem w kierunku tych słuchaczy, którzy lubią muzykę klubową i chętnie posłuchaliby moich tekstów i kompozycji, ale w bardziej podrasowanych beatowo wersjach.

- Czy to znaczy, że masz w zapasie więcej kompozycji z sesji nagraniowych „Bluemental”?

- Tak, mamy kilka piosenek, które są przygotowane do wydania. Pierwotnie planowaliśmy, by te kompozycje wypuścić jesienią tego roku, ale teraz się zastanawiam, czy jeszcze chwilę nie poczekać. Sytuacja jest dynamiczna.

- Te dwa remixy to koniec takich zabaw z Twoimi piosenkami czy też jesteś otwarta na takie eksperymenty w przyszłości?

- Podchodzę do takich propozycji z otwartością. Jeżeli ktoś chce zremiksować mój utwór, jestem z tym okej i bardzo chętnie usłyszę nową wersję swojej piosenki.

- Jak obecnie wygląda sytuacja z Twoimi projektami teatralnymi?

- Właśnie przed naszym spotkaniem dostałam informację z teatru, że szykuje się nam dwusetne przedstawienie „Chicago”, więc przechodzimy do historii! Reżyser Wojciech Kościelniak powiedział niedawno na próbie wznowieniowej, że to zaszczyt, że Broadway cały czas przedłuża nam licencję na spektakl, który gramy już od tylu lat i wciąż z wielkim powodzeniem. „Chicago” sprzedaje się świetnie, a my mamy ogromną frajdę z grania tego spektaklu. Mam wielki sentyment do swojej roli w tym musicalu. Cieszę się, że ta przygoda wciąż trwa i że po 5 latach zagramy dwusetne przedstawienie.

- Dziękuję za rozmowę. 

Foto: Grzegorz Szklarek


Rozmawiał: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load