BNDK - Vintage

RecenzjaMaciej MajewskiBNDKJan Benedek2026
BNDK - Vintage

“Vintage” to propozycja Jana i Gabora Benedków dla fanów oldschoolowego rock and rolla.

Założony z inicjatywy syna byłego gitarzysty T.Love duet BNDK ma dość konkretne założenia muzyczne. Chodzi o witalną odmianę rock and rolla zarówno tej w odcieniu The Rolling Stones i The Who, jaki i glamu czy punk rocka.

I słychać to już od pierwszych dźwięków otwierającego płytę - znanego z singla “Glamstona”, gdzie duch twórczości Stonesów, zwłaszcza z okresu lat 70. unosi się nader wyraźnie. Podobnie jest zresztą w pokrzepiającym “Będzie dobrze”, który kołysze w klasycznym rockandrollowym stylu. Z kolei “Czarny płaszcz” ma w sobie coś z glamu, a nawet Led Zeppelin. Sam tytuł utworu zdaje się niejako nawiązywać do subkultury Rockersów. Natomiast pulsujący kawałek “Porąbani” kapitalnie uzupełnia tę część płyty. Muzycznie rozwija go zaś funkujący “Klub”, który kojarzy się trochę z twórczością Lenny'ego Kravitza. Zaskakuje z kolei naznaczona muzyką gospel “Miłość”, która jawi się tu dość… hippisowsko. Świetnie wypada britpopowe “Nie ma”, które brzmi bezpretensjonalnie i bezpośrednio, niczym u braci Gallagherów. Zaś “Pościg” to bodaj najbardziej punkowy numer w tym zestawie, także za sprawą nieco ‘rewolucyjnego’ tekstu. Jest też południowy, odrobinę preriowy “Hiszpański rock”, a jego rozwinięciem jest psychodeliczna “California”. Ale zdecydowanie najlepiej wypada zamykający album “Święty Graal”. Utrzymany w duchu The Who, ukazuje wszechstronność BNDK na polu różnych odmian rocka.

Relacja ojciec-syn ma tu znaczenie zdaje się głównie na odcinku wymiany wpływów. Gabor niemalże dowodzi całym przedsięwzięciem, a jego głos, będący tu często na pierwszym planie, wymaga nieco obycia wykonawczego. Tym niemniej “Vintage” błyszczy naturalnością i radosnym podejściem do rock and rolla, nieczęsto słyszalnym w tej formie na polskim rynku.

Powiązane materiały