Hiroszyma - Room 237

Najnowszy album DJ-a i producenta, przynosi przesyconą dark wavem i erotyzmem opowieść pod tytułem, nawiązującym “Lśnienia” Kubricka.
“Room 237” to drugi solowy album Grzegorza Szymy, związanego wcześniej z grupą Das Moon. Poprzedni “Inside Isolation”, który powstał w okresie pandemii, mienił się minimalizmem, ale i sporym walorem tanecznym. “Room 237” przesuwa akcent w stronę budowania klimatu.
Już w otwierającym płytę “Pleasant Pain” wyczuwalna jest silna atmosfera… uległości, oparta na dość podprogowym aranżu z punktowymi ozdobnikami. Ale już kolejny utwór - niepokojący “Body Control”, zaprasza do transowej zabawy. Jeszcze więcej niejednoznaczności i tajemnicy niesie ze sobą “Glass”. Bazujący w dużej mierze na dość banalnej melodii, tworzy aurę niedopowiedzeń pojedynczymi, dodatkowymi dźwiękami. Z kolei w “Komm Zu Mir” gościnnie pojawia się Kamila Janiak, a więc znajoma z Das Moon, która swoim sennym, hipnotycznym wokalem na tle dość jednostajnego bitu, przywołuje nieco klimat niemieckich filmów erotycznych z lat 80. Dodając do tego dość imprezowy “Disaster”, atmosfera na płycie zaczyna robić się halucynogenna. Nie przełamuje jej także “Afterglow”, który rozpoczyna się od dźwięków burzy - wręcz przeciwnie: podkręca jeszcze pewne jej obłąkanie. Na etapie “Darkness” można już mówić o pewnym zatraceniu, a w jego nieco bardziej melodyjnym przedłużeniu w postaci “Monitor”, czuć już nawet bezradność. Apogeum stanowi “My Frustration” - ostatnia część tej triady. To silna, zbita kompozycja, okraszona aranżem, która momentami przypomina… “World In My Eyes” Depeche Mode. Ostatnim akcentem jest “Laura Palmer Was Here”(ponownie z udziałem Kamili Janiak), który jednak zdaje się zwiastować ciąg dalszy… na innej płycie.
“Room 237” to album wymagający odpowiedniego nastroju. Odradzam obcowanie z jego zawartością w stanie zmęczenia, bo jeśli potraktujemy go jedynie jako taneczną odtrutkę, to pozbawimy go jego narracji, która jest tu elementem kluczowym.
MACIEJ MAJEWSKI



