Morrissey - Make-Up Is A Lie

14 studyjny album Morrisseya infantylnie zatytułowany „Make-Up Is A Lie”, wydaje się być nieco chaotyczną zbitką utworów tego artysty z ostatnich paru lat.
Geneza tego wydawnictwa sięga roku 2022, kiedy to Morrissey ogłosił wstępne plany dotyczące realizacji i wydania nowego albumu. Początkowo miał on nosić tytuł „Without Music The World Dies”. Materiał nagrano na początku 2023 roku w studiu La Fabrique w St-Remy we Francji, a jego producentem po raz kolejny został Joe Chiccarelli. Album miał zawierać 12 utworów, napisanych wspólnie przez Morrisseya oraz członków jego zespołu. Co więcej – produkcja miała miejsce, kiedy artysta był bez kontraktu - chwilę wcześniej zakończył współpracę z wytwórnią Capitol Records. Po ukończeniu prac, album miał zostać zaproponowany kilku wytwórniom, a nawet prywatnym inwestorom, którzy mieli zająć się jego potencjalnym wydaniem i dystrybucją. Tymczasem okazało się, że Morrissey... zmienił całą koncepcję, twierdząc, że powstał materiał na dwa albumy, część materiału zmieniono i dograno nowe utwory. W połowie 2025 roku ogłosił, że płyta będzie nosiła tytuł „You're Right, It's Time”. Ostatecznie Morrissey powrócił do współpracy z wytwórnią Sire, a album ukazał się pod tytułem „Make-up Is A Lie”. Nie po raz pierwszy chaos jest wpisany w działalność byłego frontmana The Smiths, a jak to przełożyło się na zawartość albumu?
O ile utwór tytułowy, który ukazał się na singlu w styczniu, raczy quasi- teatralnym klimatem synthpopowym, z jak zwykle zawodzącym wokalem gospodarza, o tyle „Notre-Dame”, będący już niemalże teleportem do pop-disco z lat 80., spotkał się z krytyką, jakoby Morrissey twierdził, że pożar słynnej francuskiej katedry był ruchem zaplanowanym przez francuski rząd. To automatycznie ustawiło go po stronie zwolenników prawicowych teorii spiskowych… Odkręcanie tego pewnie zajmie mu jeszcze trochę czasu… Jest też dość pogodna wersja „Amazony” z repertuaru Roxy Music, która co prawda jest tu pewną ozdobą muzyczną, aczkolwiek… nie wiadomo, po co została umieszczona w tym zestawie. Pozostałe kompozycje nie odbiegają zbytnio od typowego stylu Morrisseya, gdzie na zmianę jest leniwie („Headache”) i pompatyczne („Boulevard”), a brzmienia oscylują między synth-popem („Zoom Zoom The Little Boy”), funkiem („The Night Pop Dropped”), glamem („Kerching, Kerching”), kameralnym popem („Many Icebergs Ago”), indie („Lester Bangs”), czy pogodnym popem w „The Monsters Of Pig Alley” . Wszystko to jednak podane jest ckliwie, płytko i w konsekwencji mętnie. Morrissey na zmianę obraża (krytyka Lestera Bangsa, którego ma za pijaka mieszkającego w piwnicy), wyśmiewa mężczyznę, będącego niegdyś ‘małym chłopcem’ o ‘nieśmiałym uśmiechu’ w „Kerching Kerching”, czy też nostalgicznie wspomina jakieś ważne spotkanie w „The Night Pop Dropped” (trudno powiedzieć z kim).
Zdaje się, że Morrissey stał się już nerdem nawet sam dla siebie. Trudno bowiem w tych blisko 50-minutach znaleźć w czytelne punkty zaczepienia na odcinku lirycznym, którymi raczył słuchaczy (z różnym skutkiem) przez ponad cztery ostatnie dekady. Obecnie muzyk jest w trasie koncertowej, co jak wiadomo jest ryzykowne ze względu na częstotliwość odwoływania przez niego koncertów w ostatniej chwili z różnych kuriozalnych powodów. Tak też się stało w hiszpańskiej Walencji, gdzie występ anulowano z powodu... niewyspania Morrisseya. Czy w takiej sytuacji powrót do słuchania „Make-Up Is A Lie” może stanowić jakieś pokrzepenie? Nie sądzę.
MACIEJ MAJEWSKI












