The Pineapple Thief - Far And Wide

Brytyjscy mistrzowie melancholii zamieniają progresywne zawiłości na surową, rockową dynamikę i z lotu ptaka obserwują nasz płonący świat.
Na progresywnej, poetyckiej skali The Pineapple Thief coraz mocniej przesuwają się w stronę zeitgeistową, idealnie oddając niepokój jednostek żyjących w coraz bardziej niebezpiecznym świecie. To ta sama skala, której jeden biegun wyznacza „The Same River” Riverside – ból istnienia i złamane serce – a drugi „Eclipse” Pink Floyd – tajemnice wszechrzeczy, czasu i kosmosu. Złodzieje od jakiegoś czasu przenoszą swoją i naszą uwagę z „mikro” na „makro”. I choć nie jesteśmy jeszcze samotną kapsułą przemierzającą wszechświat, to na naszą cywilizację w kryzysie patrzymy już z lotu ptaka. W typowym dla siebie stylu czynią to taktyką małych kroczków – bez szoku poznawczego, co po raz kolejny owocuje świetną płytą.
Od kiedy do The Pineapple Thief dołączył Gavin Harrison – najpierw na chwilę, a zaraz potem na stałe – zmianie uległa nie tylko poetyka ich kompozycji, ale przede wszystkim brzmienie. Od wydanego dziesięć lat temu „Your Wilderness” możemy zauważyć, że Bruce Soord zmienił swój styl pisarski z przepełnionego osobistym bólem pamiętnika w bardziej uniwersalne obserwacje socjologiczne w kryzysie cyfrowym i epoce post-prawdy. Od tamtej pory Złodzieje wydają swoje płyty regularnie co dwa lata i za każdym razem dostajemy tak naprawdę nowy odcinek tego samego, fascynującego serialu. Każdy kolejny album nie przynosi więc radykalnych zmian, lecz celebruje i szlifuje to, co zespół tak szczęśliwie odnalazł na tamtym przełomowym krążku.
Na ich najnowszym albumie, „Far and Wide”, nasz świat coraz bardziej płonie, a brzmienie zespołu nabiera jeszcze bardziej dynamicznego, dobitnego wydźwięku. Zgodnie z zapowiedziami Soorda zespół uprościł produkcję, stawiając na mocne uderzenie kosztem skomplikowanych struktur, warstw i koncepcji. Krótko mówiąc: dostajemy więcej „rocka”, a mniej „proga”. Złodzieje nigdy nie należeli do przesadnie skomplikowanych brzmieniowo składów, zatem „Far and Wide” nie jest żadną rewolucją, lecz naturalną koleją rzeczy, którą wyraźnie słychać od kilku albumów. Można wręcz powiedzieć, że płyta przynosi to, czego Złodziejom do tej pory brakowało – więcej dynamiki, surowości i porywającego ducha. Z „Far and Wide”, jak z każdą płytą tego zespołu, łatwo się zaprzyjaźnić. To cały czas bardzo subtelne granie, zdecydowanie w innym pokoju niż King Crimson czy Van der Graaf Generator, a przez to bardziej przystępne i lekkostrawne. Wszystko to stanowi zaprzeczenie tego, czym prog-rock jest w swoim ortodoksyjnym ujęciu. Ten gatunek od dawna nie stanowi już poligonu dla poszukiwania nowych rozwiązań, lecz jest celebracją wypracowanej przez pokolenia stylistyki. Pineapple nigdy nie celowali w bezduszne podnoszenie poprzeczki, lecz w przebicie ściany pomiędzy tym co „progresywne”, a tym co „rockowe”. Nowa płyta to silny argument na potwierdzenie tej tezy, który zapamiętujemy przez jego chwytliwość, a nie przerost formy.
„Far and Wide” to jeden z tych krążków, których nie potrafię się nasłuchać do syta. Urzekają te bardziej przebojowe momenty, takie jak „God Knows”, „New World Order” czy „Hold the Ashes”. Ów popiół przewija się zresztą przez całość płyty, symbolizując płonący, upadający świat, narastający chaos oraz nowy porządek. Mimo to nie jest to album ponury. Nikt z nas nie jest ślepy na to, co dzieje się dookoła, i nie potrzebuje do tego porad życiowych. Brytyjczycy podsuwają raczej inspirację do tego, jak przetrwać zły czas, na końcu którego zawsze tli się jakieś światło. A muzyk nie może dać swoim Słuchaczom lepszej instrukcji niż zawierzenie życia muzyce – panaceum dla duszy i skutecznemu mostowi przetrwania naszej zbiorowej psychiki.
„Far and Wide” porusza podobne zagadnienia, co kilka lat temu Riverside na płycie „ID.Entity” oraz Steven Wilson na krążku „The Future Bites”. Zgadza się tematyka, oraz zgadza się owa ambicja budowania porozumienia między progresywną a bardziej mainstreamową stylistyką. Pineapple stali w tym rozkroku od dawna, lecz dopiero teraz osiągnęli coś, co może być kluczem do zupełnie nowych serc. Oczywiście nie zapominają o momentach bardziej złożonych, takich jak „No Exceptions” czy „Scattering Like Flies”, ale główną zmianą jest owo otwarcie na świat w całym jego płonącym majestacie, w przeciwieństwie do zamykania się w bezpiecznej, progresywnej muszli. I ponownie im się to udaje – z niezwykłą lekkością i konsekwencją.
THE PINEAPPLE THIEF:
06.04.2027 - Stary Maneż , Gdańsk
07.04.2027 - Palladium, Warszawa
09.04.2027 - Klub Studio, Kraków
Bilety: www.livenation.pl










