Acapulco

WywiadZuzia Horowska
Acapulco

O wyjątkowym projekcie „Krótki film z Jarocina”, procesie powstawania płyty i trudnościach po drodze. O wspomnieniach z Jarocina, zmianach pokoleniowych na tak historycznym festiwalu, nadziejach związanych z projektem i planach na przyszłość. Zapraszamy na wyjątkową podróż wehikułem czasu na Jarocin Festiwal w rozmowie z Adamem Martuzalskim, basistą i liderem jarocińskiej grupy Acapulco.

ZH: Płyta "Krótki Film Z Jarocina" to Wasz czwarty album studyjny. Skąd narodził się pomysł, by opowiedzieć historię całego jarocińskiego festiwalu właśnie z perspektywy Waszego zespołu?

AM: Na wstępie pozwolę sobie na pewnego rodzaju uściślenie historii związanych z naszymi wydawnictwami. Otóż do wymienionych przez Ciebie czterech wydanych płyt z ostatnią „Krótki film z Jarocina” włącznie, należy dodać dwie pozycje koncertowe z festiwali Rock na Bagnie w Goniądzu ("Kim Ty jesteś? - live in Bagno"), uzupełnione niepublikowanymi dotąd archiwalnymi nagraniami zespołu oraz ”Taki czas - 1986 - 2016".

Pomysł opowieści festiwalowej narodził się w momencie napisania utworu „Z Rynku do parku”. To wówczas zapaliła mi się lampka pod tytułem płyta o historii festiwali. Nie było to od samego początku działanie pod jakieś zamówienie, pomysł podrzucony w celu określonego działania. Raczej czysto spontaniczny odruch pokazania tamtego czasu swoimi subiektywnymi spostrzeżeniami. Jako że na przestrzeni lat, przeżytych festiwali z perspektywy różnych pozycji wiele zaobserwowaliśmy i przeszliśmy, było o czym pisać.

ZH: Projektowi „Krótki Film Z Jarocina” towarzyszy niecodzienna oprawa – 8 teledysków oraz sztuka teatralna grana na żywo podczas koncertów. Jak udało się Wam połączyć muzykę, film i teatr w tak spójną opowieść sceniczną? Jak wspominacie ten proces?

AM: W momencie pisania kolejnych utworów otwierały się podpowiadane przez wyobraźnię kolejne okienka, jak się okazało w finale spinające je w jedną całość. Najpierw filmy dokumentalne, które znaliśmy już wcześniej, prezentowane przy różnych okazjach. Do 8 utworów nagranych na płycie powstało tyleż samo tożsamych obrazów - filmów. Później przyszedł czas na monodram. Kiedy równolegle zacząłem pisać ”Krótki monodram z Jarocina” z każdym pisanym zdaniem uświadamiałem sobie, że opowieść o Oli, Jarku, ich związku mimowolnie spina się nieomal w jedną całość z tekstami napisanymi wcześniej. Serce rosło z każdą chwilą, z każdym postawionym znakiem. Jarek Mikołajczyk, gnieźnieński aktor i performer, jako stały bywalec imprezy znakomicie rozumie istotę sztuki grając ją przed koncertem zespołu.

ZH: Czym dla Was dzisiaj jest ten „szalony czas”, o którym wspominacie na płycie i czy uważacie, że ten album rzeczywiście stanie się dla innych takim sentymentalnym wehikułem czasu?

AM: Ten szalony czas jest tym, co przeżyliśmy w Jarocinie. Każdy komu choć raz dane było być na festiwalu, może siebie również odnaleźć zarówno w tekstach, monodramie jak i w filmach. To co wówczas działo się było szalone. Zatem zapinajcie pasy, bierzcie z sobą płytę i ruszajmy wehikułem czasu do starego Jarocina.

ZH: Utwór „Dlaczego?” dotyczy zamieszek podczas Jarocina w 1994 roku. Co sprawiło, że właśnie ten trudny epizod chcieliście zachować w muzyce, zamiast zostawić go w przeszłości?

AM: Zadajemy proste pytanie, nic więcej. „Komu zależało, by się rozsypało, co od lat budowano tu…".

ZH: Czy są rzeczy, które w latach 80. wydawały Wam się absolutnie normalne, a dziś brzmią jak lub nawet są odbierane jak kompletny absurd? Chociażby z perspektywy tego, jak dziś wygląda festiwal w Jarocinie?

AM: Każdy czas ma swoje powietrze, miejsca, charakter. Nie rozwodząc się zbytnio…kto wie czy dziś życie nie jest bardziej absurdalne niż wtedy. Ale kto to zmierzy? Nasz projekt relacjonuje jakby tamtą rzeczywistość. Zadaje pytania. W żaden sposób nie ocenia. Konwencja biało-czarnego zdjęcia.

ZH: Jarocin był kiedyś miejscem, w którym młodzi ludzie przyjeżdżali nie tylko słuchać muzyki, ale też spotkać ludzi podobnie myślących. Czy współczesna scena muzyczna ma jeszcze coś z tamtych czasów, czy Waszym zdaniem stary klimat festiwalu już nie jest tak wyczuwalny?

AM: Klimat siłą rzeczy i czasu musi być inny. Myślę rzecz jasna o klimacie imprezy i czasu w jakim się odbywał. Nic przecież od lat 80 tych tamtego stulecia nie stanęło w miejscu. Może coś i gdzieś, ale w większości świat poszedł do przodu. Czy w dobrą stronę? Na pewno jest inaczej niż było. Zresztą idąc śladem Haszkowego Szwejka zacytuję złotą myśl: „Nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było”.

ZH: Gdybyście mieli wyciąć z historii Jarocina jedno wspomnienie, które najlepiej tłumaczy młodemu człowiekowi, czym był ten festiwal, które by to było?

AM: Nie da się jednym wydarzeniem pokazać istoty tamtych lat. Po to jest ta płyta, ten projekt, żeby wraz z muzyką, filmem i teatrem udać się tam wehikułem czasu. Wtedy kto wie…Gdyby dane byłoby mi uczyć młodzież historii, pewnikiem na zajęciach z tej współczesnej części zaproponowałbym lekturę tekstów tego projektu z odsłuchaniem płyty oraz obejrzeniem teledysków włącznie.

ZH: Wasza historia zaczęła się w 1986 roku, kiedy po zaledwie miesiącu istnienia trafiliście do finałowej dziesiątki Jarocina. Gdybyście wtedy usłyszeli, że 40 lat później będziecie tworzyć płytę o historii tego festiwalu, jak byście na to zareagowali?

AM: O czym wówczas marzyliśmy, czy takie pomysły przychodziły nam wtedy do głowy. Po tym jaki zastosowaliśmy instrument do muzyki punkowej granej bez gitary basowej wówczas można domniemać, że kreatywności nam nie brakowało. Ale czy, aż tak futurystyczne pomysły wtedy? Trudno powiedzieć.

ZH: Teraz odwróćmy sytuację, gdybyście za kolejnych 40 lat mieli zrobić kolejny „Krótki film z Jarocina”, o czym chcielibyście wtedy opowiedzieć?

AM: Siłą rzeczy każda festiwalowa edycja przynosi wydarzenia, które w pewien sposób pokazują jej charakter. Jednego roku zadziało się to i jeszcze coś, za rok jeszcze coś innego. Jeśli miałaby powstać taka płyta za 40 lat, to na pewno byłaby o tym.

Powiązane materiały