Acres

25 października grupa Acres wystąpiła ponownie w naszym kraju – w poznańskim klubie Pod Minogą. 6 listopada ukaże się natomiast rozszerzona wersja ostatniej płyty zespołu – „The Host”. Wraz z wokalistą Benem Lumberem prześledziliśmy dotychczasowy dorobek Acres, wliczając niuanse związane ze wspomnianym wydawnictwem.
MM: Wasza dyskografia, jeśli chodzi o albumy długogrające jest dość zróżnicowana. Z czego to wynika?
BL: Wszyscy w Acres zawsze podkreślaliśmy, że kochamy zespoły takie jak Thrice (zespół posthardcore’owy, pochodzący z Kalifornii – przyp. MM). A jeśli posłuchasz wielu ich płyt , to zdasz sobie sprawę, że nie brzmią tak samo. Zawsze więc zakładamy, że kiedy nagrywamy płytę, nie chcemy, żeby brzmiała jak poprzednie. Tak było z każdą z naszych trzech płyt. Na przykład „Lonely World” napisałem głównie z naszym starym gitarzystą, Theo (Theodore Sandberg, gitarzysta zespołu w latach 2016-2023 – przyp. MM), a potem „Burning Throne”, który napisałem z naszym obecnym gitarzystą, Aleksem (Freemanem - przyp. MM), więc to od razu nadało inny kierunek tej płycie. Natomiast w przypadku „The Host” po raz pierwszy pracowaliśmy kolektywnie. Wszyscy siedzieliśmy razem w studiu, pisaliśmy piosenki, pomagaliśmy z tekstami i z układaniem melodii, czego nigdy wcześniej nie zrobiliśmy. Do pracy nad „The Host” podeszliśmy praktycznie z niczym – mieliśmy połowę demo jednej piosenki…
MM: To dość niewiele.
BL: (śmiech) To było fajne, bo nie mieliśmy pojęcia, co powstanie. Nie było żadnego wielkiego projektu na ten album. Nie było żadnego dźwięku - po prostu chodźmy i po raz pierwszy nagrajmy płytę wszyscy razem. To sprawiło, że mieliśmy sporo frajdy i wszystkie piosenki, które nagraliśmy, zabrzmiały świeżo.
MM: Moją uwagę zwróciło brzmienie bębnów. To Brody Taylor Smith je zasugerował?
BL: Tak, Brody, który na co dzień jest perkusistą Invent Animate. On nagrał bębny na „The Host”, a gdy dołączył do nas Parker (Adsit – przyp. MM), to dostosował swój zestaw, by móc je grać.
MM: „Lonely World” było płytą bardzo przestrzenną, atmosferyczną, na której miałeś dużo miejsca na swoje partie. Każdy kolejny album, to zagęszczenie aranżacji, a „The Host” to już bardzo gęsta faktura muzyczna. Z Twojej perspektywy jako wokalisty –Jak odnajdywałeś się w tej strukturze?
BL: Wspomniany już Theo był ogromnym fanem post rocka. To świetny i bardzo sprawny gitarzysta, zainspirowany m.in. Hansem Zimmerem. Stąd jego partie były bardzo atmosferyczne i pasowały do mojego głosu. A ponieważ „Lonely World” był pierwszym albumem Acres, ja byłem wciąż dość nowym członkiem zespołu, więc wszystko było ułożone, by mój głos mógł w pełni wybrzmieć, co okazało się świetne. Przeskakując do „The Host” – to album o wiele cięższy i gęstszy, więc musiałem nie tylko znaleźć miejsce na wokal w aranżach, ale i stworzyć do niego melodie. Poza tym bardzo dobrze pracuje się z Landonem Tewersem, który produkował i miksował płytę. On jest wokalistą grupy The Plot in You, a jego głos jest bardzo delikatny wobec ciężaru muzyki, jaką grają. To mnie zaskoczyło. Wspólnie wypracowaliśmy pewną technikę, inspirując się tym, co robi w The Plot in You i przenieśliśmy ją do naszej muzyki. Dużo rozmawialiśmy o pomysłach, a ja przedstawiałem mu swoje propozycje. On potrafił je rozwinąć i podpowiedzieć, co jeszcze można zrobić. Był w tym naprawdę znakomity. Na przykład w „Around Again” jest łagodnie popowy, do momentu wejścia gitar. Landon potrafił to tak wyważyć, że mój wokal pozostał na miejscu i nie zniknął gdzieś pod ciężarem aranżu.
MM: Słuchając „The Host”, zastanawiam się, gdzie możecie pójść dalej – w stronę Enter Shikari, czy Bring Me The Horizon?
BL: Obu (śmiech). Jestem wielkim fanem Bring Me The Horizon, więc chętnie bym wyniósł Acres do ich poziomu – produkcji i popularności (śmiech).
MM: Rozszerzona wersja „The Host” ukaże się 6 listopada. Oprócz kilku utworów w wersjach akustycznych, znajdzie się tam remiks „Bloodlust” autorstwa deletetheinternet. Które podejście jest wam bliższe – akustyczne, czy elektroniczne?
BL: Chyba bardziej elektroniczne. Ludzie zwracają nam uwagę, że nasze kawałki zremiksowane elektronicznie brzmią świetnie. Podobnie zresztą potraktowaliśmy kilka numerów na wersji deluxe „Burning Throne”, co również spotkało się z dobrym przyjęciem. Wersje akustyczne to bardziej eksperyment, bo chcemy sprawdzić, jak te numery brzmią bez tych wszystkich bajerów i efektów. O wokale się w tych wersjach nie martwię (śmiech). Deletetheinternet to gość, który specjalizuje się w dubstepie i wszelkich elektronicznych wariactwach. Parker go zasugerował. Posłaliśmy mu więc moje wokale, a on wykręcił ten numer do góry nogami. Rozwalił nas.
MM: Myślicie już o nowej płycie?
BL: Myślimy. Mamy już zabukowane studio w lutym na nowy album. Piszemy i koncertujemy, ale chcemy już nagrać płytę, bo nas nosi (śmiech).
