Aga Kiepuszewska

WywiadGrzegorz Szklarek / foto: Irmina WalczakSkillet
Aga Kiepuszewska

Wokalistka oraz dyrygentka Aga Kiepuszewska wydała nowy pierwszy od kilku lat album zatytułowany "Cisza Wszystkich Łąk". Na płycie znalazła się muzyka, która łączy brzmienia dwóch gitar elektrycznych, wokalu, kontrabasu i perkusji. Jest zaproszeniem na muzyczny seans spa. Piosenki są pakietem terapeutycznym, który koi w niespokojny czas. Artystka udzieliła nam wywiadu w którym opowiedziała między inymi o kulisach powstania "Ciszy Wszystkich Łąk".

GS: Nowy album jest według mnie świadectwem Twojego postępu w kwestii tworzenia muzyki i brzmienia Twoich płyt. Twoje poprzednie wydawnictwa były bardziej jazzujące i balladowe, chociaż na drugim albumie były już elementy elektroniki, które wskazywały, że idziesz w stronę bardziej alternatywną. Czy ten kierunek rozwoju był świadomym krokiem czy raczej naturalną koleją rzeczy?

AK: To był krok związany z odwagą, że mogę robić to, co chcę, a niekoniecznie muszę być powiązana z ustalonymi wizjami dla wokalistek jazzowych czyli śpiewać w trio jazzowym koniecznie z fortepianem. Poza tym poszłam za głosem serca w kierunku moich idoli – Joni Mitchell czy Nicka Drake’a. No i gitary… zawsze mi do nich było blisko, sama też gram na tym instrumencie. Ale powiem szczerze, że w doborze zespołu i tak zawsze chodzi o ludzi. Dlatego zaprosiłam do współpracy gitarzystów: Adama Jędrysika i Andrzeja Imierowicza, perkusistę Miłosza Berdzika i kontrabasistę Maćka Szczycińskiego. Wszyscy graliśmy na płycie „Budyń o Smaku Mickiewicza”, mieliśmy okazję wystąpić razem też na koncertach. I w trakcie naszej wspólnej pracy coś fajnie zaskoczyło. Była chemia i tak sobie pomyślałam: „Chciałabym mieć na płycie takie dwie dialogujące gitary i odejść w końcu od fortepianu”. Doszła też proza życia: zbudować zespół, niezależnie od Nikoli, żeby mieć móc grać, a żeby była opcja, że Nikola zostanie w domu z dzieckiem. Chodziło mi też o spróbowanie czegoś nowego. Śpiewanie z gitarami jest inne.

GS: Czemu na nowej płycie jest tak mało kompozycji w porównaniu z poprzednimi albumami, które miały po 12-14 utworów?

AK: No właśnie z tego powodu, że zostałam matką i mój czas na tworzenie się ograniczył. Doszłam do takiego momentu, w którym sobie pomyślałam, że albo zrobię płytę i będzie miała ona sześć piosenek albo jej nie zrobię i przez następne lata będę odsuwać jej nagranie.. Poza tym chciałam, by ten album ukazał się na winylu, a na czarnym krążku idealnie mieści się tyle muzyki ile mam, czyli 27 minut. Akurat wypełniłam dwie strony winyla. Tym razem nie będzie płyty CD. Mogę jeszcze dodać, że koncepcja „Ciszy wszystkich łąk” zakłada sporo improwizacji podczas koncertów na żywo.

GS: Ale to, że zostałaś matką, też miał chyba wpływ na tekstową stronę tego albumu? No bo ta płyta jest tekstowo optymistyczna, dotycząca natury przemijania, ale pozytywnym sensie tego słowa. Śpiewasz między innymi o porach roku. Wydaje się więc, że do tej płyty musiałaś dojrzeć?

AK: Zaliczyłam taki moment w moim życiu, że w ogóle nie mogłam śpiewać. Moje ciało po porodzie dało mi sygnał: „albo coś zmienisz, albo masz bana na śpiewanie”. I moje próby śpiewania kończyły się tym, że po prostu nie mogłam wydobyć z siebie dźwięku. Więc przez ostatnie dwa lata też pracowałam z Kasią Rosińską, która zajmuje się profesjonalnym treningiem wokalnym i rehabilitacją głosu. Bardzo mnie ta współpraca otworzyła na wiele nowych aspektów w życiu, jak szacunek do własnego ciała, przyjrzenie się przesadnemu perfekcjonizmowi i poczuciu wstydu.

GS: W ostatnich latach miałaś na koncie wiele projektów muzycznych i pozamuzycznych. Czy traktujesz tę płytę jako jeden z wielu projektów czy jest to projekt, który będziesz kontynuowała, ale z większą częstotliwością? No bo te albumy się ukazują. Jednak co teraz? „Cisza Wszystkich Łąk” jest Twoją pierwszą płytą od 9 lat.

AK: Ta płyta jest moją bardzo osobistą historią. Nie chcę zrezygnować z nagrywania pod własnym imieniem i nazwiskiem. Traktuję to totalnie priorytetowo i jest to coś czemu się oddaję w stu procentach. „Ciszę wszystkich łąk” miałam okazję zagrać we wrześniu zeszłego roku w Japonii, a potem w listopadzie byliśmy w Brazylii. Dostaliśmy zaproszenie do Amazonii, na festiwal AMAJAZZON i tam w bonusie zrobiłam warsztaty z chórem lokalnym, który włączyłam w wykon materiału z „Ciszy wszystkich łąk”. Były aranżacje na chór. Śpiewacy dostali partie. Ale na koncercie zrobiliśmy też 10 minutową improwizację na chór i zespół instrumentalny. Chórzyści pierwszy raz w życiu improwizowali głosem. Było dla nich niezapomniane doświadczenie. Czekają, aż do Belém wrócę i spróbujemy kontynuować eksperymenty wokalne. Staram się iść w nową stronę jeśli chodzi o śpiewanie i chciałabym w Polsce też te nowe ścieżki wydreptać z chórami. Chciałabym, żeby mój koncert z materiałem z nowej płyty poprzedzać warsztatami z lokalnymi chórem. Właśnie taka praca oddolna mnie interesuje.

GS: Moim zdaniem jest w Tobie, że tak powiem, potencjał folkowy. Nie mam na myśli klimatów w stylu zespołu Mazowsze, ale myślę o takim folku alternatywnym.

AK: Mam kontakty, z których korzystam i trochę słucham muzyki źródeł, bo pieśni ludowe, przyśpiewki ciężko włączyć w rytmy dwudziestego pierwszego wieku. One w ogóle się odnoszą do czegoś innego. Szukam ciągle pomysłu na to. Z moją sąsiadką Basią Derlak rozmawiamy, bo Basia jest bardzo zanurzona w nurcie polskich pieśni ludowych. Ja uważam, że jest to nasze dziedzictwo, które nie powinno zniknąć. Powinniśmy je kultywować. W ludziach zaniknęła potrzeba wspólnego śpiewu, która jednoczy. Ale nasz szczęście powoli pojawiają się małe wyspy, miejsca, festiwale, które pielęgnują pieśni korzeni.

GS: Ty sygnujesz tę płytę swoim nazwiskiem, Twój mąż Nikola Kołodziejczyk zrobił aranżacje, ale jaki był udział muzyków? Jaki oni mieli wpływ na brzmienie tej płyty?

AK: Muzycy i aranżer mieli oczywiście sporo do powiedzenia, bo tworzenie albumu w moim rozumieniu polega na tym, że te aranże powstają w zapisie, ale potem są dyskusje w naszym gronie podczas prób. Niektóre utwory nagraliśmy za pierwszym razem, a niektóre miały 10 take’ów, bo kombinowaliśmy np. z tempem. W innej kompozycji wykreśliliśmy część aranżu. I tak dalej. Perkusja na tym albumie brzmi subtelnie. Miłosz Berdzik jest gigantem tego instrumentu, dla mnie to jest w ogóle top jeśli chodzi o perkusistów w Polsce. Maciek Szczyciński gra bardzo melodyjnie, już trzecią moją solową płytę razem nagraliśmy. No i gitarzyści: Andrzej Imierowicz i Adam Jędrysik. Są to niebywale utalentowani artyści i kompozytorzy. Andrzej nagrał świetne płyty (np. z Suferi), które leżą w szufladzie i czekają na wydanie, Adam wydał do tej pory swoją solową debiutancką płytę „No soloing, please”. Oboje za debiuty byli nominowani do nagrody Fryderyk.

GS: Nagrywanie tego albumu trwało jeden dzień, więc musieliście mieć wszystko przygotowane perfekcyjnie od A do Z.

AK: Ćwiczyliśmy intensywnie przez półtora roku, więc ten album miał czas ewoluować. Pierwotnie to miał być mój hołd dla amerykańskiej pisarki Mai Angelou. Napisałam piosenki do jej wierszy i Nikola też skomponował piosenkę „Cisza wszystkich łąk”, która w oryginale była zatytułowana „Life Doesn't Frighten Me”. Amerykanie rzucili nam zaporową kwotę: 20 tysięcy dolarów za prawa do wykorzystania wierszy plus tantiemy z koncertów. Nie było nas na to stać oczywiście. Więc stwierdziłam: No dobra, w takim razie napiszę swoje teksty. Najpierw stworzyłam wersje po angielsku, potem te wersje kasowałam, bo nie przekonały mnie. Potem były jeszcze dwie próby po polsku. Dlatego wszystko się wydłużyło w czasie. Zaczęliśmy piosenki próbować półtora roku przed nagraniem, które odbyło w kwietniu zeszłego roku. Potem dużo czasu zajęły miksy, zbieranie funduszy. No i w międzyczasie powstał winyl „Budyń o smaku Mickiewicza” i wydawnictwo „Dla różnych dzieci” z zespołem Piff Paw. Sporo się działo równolegle.

GS: A czemu dopiero teraz zdecydowałaś się na nagranie utworu „Peaceful Night”. Utwór ten grałaś na koncertach już kilkanaście lat temu…

AK: Bo to jest piosenka po angielsku i ona mi nie pasowała do albumu „Fala” z 2017 roku, bo tam wszystko było po polsku. Jednak teraz, gdy nagraniach płyty z gitarami stwierdziłam, że to jest dobry moment. Chociaż moja przyjaciółka Marysia Górska-Saj, która napisała tekst do „Peaceful night” jest fanką aranżu z fortepianem. Prozaicznym powodem, dla którego chciałam wydać ten utwór na albumie jest to, żeby również do Marysi w końcu trafiały tantiemy autorskie.

GS: Masz już pomysły na nową płytę?

AK: Mam, ale chciałabym iść w stronę zupełnie nową, rytmiczną, coś w stylu grupy Knower (Louis Cole i Genevieve Artadi to trzon). Chciałabym z Nikolą taki zespół tworzyć. W sumie trzon Piff Paw to jest nasz duet improwizatorski. Ale ciągnie mnie teraz do innej energii. Może dlatego, że życiowo ustabilizowałam się i już nie muszę się regulować przez muzykę (śmiech), mam inne narzędzia: joga, medytacja, leśne spacery, sen. Teraz chcę się pobawić się elektroniką, poszukać tanecznych rytmów. Zobaczymy czy nam się to uda.

Powiązane materiały