Basia Bulat

WywiadGrzegorz SzklarekBasia Bulat
Basia Bulat

Mająca polskie korzenie kanadyjska wokalistka i kompozytorka Basia Bulat przyjechała do Polski z kolejną wizytą koncertową. Tym razem artystka wystąpi 21 kwietnia w krakowskiej Alchemii, 22 kwietnia w warszawskim BARdzo Bardzo oraz 23 kwietnia we wrocławskiej Nietocie. Basia spotkała się z nami i opowiedziała między innymi o kulisach powstania jej nowej ubiegłorocznej płyty "Basia's Palace" oraz o byciu niezależną artystką w Montrealu.

GS: Patrząc na okładkę i znając tytuł tej płyty, odnoszę wrażenie, że jest ona dla Ciebie jest bardzo osobista. Jednocześnie jest też ona Twoim nawiązaniem do klimatów rodzinnych, do młodzieńczych lat?

BB: Tak, oczywiście. Nawet roboczy tytuł płyty brzmiał „Family”. I pod tym słowem zawiera się rodzina, ale także moje dzieciństwo, wspomnienia rodzinne.

GS: A jak rozumieć tytuł płyty „Basia’s Palace”? Pałac kojarzy mi się się z czymś dużym, przestronnym…

BB: To jest trochę żart, bo ja mam małe mieszkanie, które jednocześnie jest moim studiem. Ten album powstał właśnie w tym miejscu położonym w piwnicy mojego mieszkania. Ale ten tytuł to także nawiązanie do Pałacu Kultury w Warszawie i pałaców w ogóle. Takie moje marzenie...(śmiech).

GS: Czemu akurat teraz zdecydowałaś się na nagranie tak osobistej płyty? Musiałaś dojrzeć do takiego albumu?

BB: Wszystkie moje albumy są osobiste czyli są dokumentami danych momentów w moim życiu i tak jest też z „Basia’s Palace”. To jest świadectwo etapu po tym, jak zostałam matką. Zaczęłam rozumieć pewne rzeczy, które były udziałem moich rodziców, gdy ja przyszłam na świat. Zaczęłam myśleć o swoim dziedzictwie. Co ja będę mogła dać moim dzieciom? Co ja będę mogła zostawić moim dwóm córkom? One przyjechały teraz ze mną do Polski, by poznać ten kraj i już nawet znają kilka słów po polsku z czego jestem dumna zarówno ja, jak i moja Mama.

GS: Na nowej płycie bardzo płynnie potrafisz zmieniać klimat utworów, co zresztą słychać było także na niektórych poprzednich albumach. Otwierające „Basia’s Palace” „My Angel” jest elektroniczne, ale potem pojawiają się brzmienia akustyczne, indie-rockowe, używasz ukulele, autoharfy…

BB: O tak, autoharfa to mój ulubiony instrument. Bardzo mocno nawiązuje do brzmień bluegrass i country. Wiesz, bardzo mi zależy, by moje albumy były różnorodne. Nie chcę, by moje kolejne płyty brzmiały tak, jak poprzednie, natomiast chcę, by moi słuchacze dostawali coś świeżego, czego nie słyszeli wcześniej. Jako dla artystki, jest dla mnie bardzo istotne, że mogę nagrywać kolejne płyty i że będzie ich ktoś słuchał. Uważam, że obowiązkiem każdego muzyka jest rozwijać się bez przerwy.

GS: W Twojej dyskografii, w okolicach płyt „Tall Tall Shadow” (2013) i „Good Advice” (2016) poszłaś trochę bardziej w stronę takich wygładzonych i popowych brzmień. Czy komponując muzykę na daną płytę planujesz z góry, że będzie ona brzmiała tak albo inaczej? Czy to po prostu wychodzi u Ciebie naturalnie?

BB: Nie planuję, bo wpływ na brzmienie moich płyt ma zawsze kilka czynników. Na przykład okres w moim życiu kiedy powstaje ten materiał czy miejsce, w którym się znajduję. W przypadku pierwszej płyty mieszkałam w Montrealu, byłam studentką i na nagranie muzyki wzięłam pożyczkę studencką. I zrobiłam płytę bez sensu i planu. Ale chciałam nagrać płytę właśnie w tamtym momencie mojego życia, który był dla mnie bardzo fajny. Natomiast druga płyta powstała już w profesjonalnym studiu. Oba albumy zostały nagrane na żywo na taśmę. Przy powstawaniu trzeciej i czwartej płyty wykorzystana została technika „overdubbing” czyli do już nagranego materiału był dodawane partie instrumentalne oraz wokalne. Albumy „Good Advice” i „Are You In Love”? zrobiłam z fantastycznym realizatorem dźwięku Jim James z My Morning Jacket. On nie boi się eksperymentów, bardzo mnie dopingował, bym coś zmieniła w brzmieniu. Do pracy nad tymi dwiema płytami zamówił zespół i to była super propozycja z jego strony. I nawet bym chciała jeszcze raz zrobić jedną płytę z zespołem, ale wybuchła pandemia, urodziły mi się dzieci, więc dlatego „Basia’s Palace” został nagrany w studiu domowym.

GS: Chciałabyś nagrać I wydać album całkowicie DIY bez wytwórni płytowej?

BB: Nie, jeśli nadal będę współpracować z Secret City Records, którzy są mi bardzo przychylni i bardzo ich cenię. Mieszkam niedaleko ich biura. To są dobrzy ludzie i bardzo im zależy na muzyce. Dbają o montrealską scenę muzyczną, co jest dla mnie bardzo ważne, gdyż uważam, że należy być blisko lokalnej społeczności. Więc mam ogromne szczęście mogąc z nimi współpracować i tak długo jak oni będę chcieli ze mną współpracować, na pewno nie zakończę tej kooperacji.

GS: Bardzo lubię Twój poprzedni album „The Garden”, który nagrałaś z orkiestrą smyczkową. Co spowodowało, że zdecydowałaś się na stworzenie takiej płyty odmiennej od Twoich dotychczasowych dokonań?

BB: To był pomysł szefa Secret City Records. On wiedział, że jak byłam nastolatką to występowałam w kwartecie smyczkowym. W tym czasie była pandemia, byłam w ciąży. I on uznał, że nagranie płyty w takiej formie, to jedyna możliwość aby taki album powstał. Byliśmy w różnych miejscach, przez rok w Montrealu wieczorami i w nocy była godzina policyjna. Więc dla naszego zdrowia psychicznego dobrze się stało, że mogliśmy zdalnie nagrać „The Garden”. Uwielbiam tę płytę! Szkoda tylko, że nie mogliśmy jej promować na koncertach w związku z tym, że w drodze była moja druga córka.

GS: Masz już pomysły na nowe nagrania?

BB: Tak, jak najbardziej, ale nie chcę na razie zbyt dużo o tym mówić. Mogę jednak zdradzić, że planuję nagrać nowe wersje utworów z „Basia’s Palace” w wersjach podobnych do utworów z płyty „The Garden”.

GS: Dzięki za miłe spotkanie i rozmowę.

FOTO: Richmond Lam

BASIA BULAT:

21.04. Kraków, Alchemia

22.04. Warszawa, BARdzo Bardzo

23.04. Wrocław, Nietota

Bilety: https://www.eventim.pl/artist/basia-bulat/

Powiązane materiały