Fear Factory

Grupa Fear Factory jest obecna na scenie od ponad 35 lat i do dziś łączy futurystyczne brzmienia elektroniczne z death metalem. Podczas ostatniej trasy koncertowej zawitała także do naszego kraju, a już w przyszłym roku wyda nowy, 11 już album. Rozmowy z gitarzystą Dino Cazaresem okazała się więc świetną okazją to przybliżenia niektórych aspektów długiej kariery grupy, jak i określenia bieżącego stanowiska w sprawie korzystania ze sztucznej inteligencji.
MM: Kiedy słucha się waszej pierwszej płyty „Soul Of A New Machine”, nie ma na niej jeszcze wielu elementów elektronicznych. Kiedy i skąd zatem wziął się pomysł, by dodać je do muzyki Fear Factory?
DC: Masz rację, na „Soul Of A New Machine” były już pierwsze elementy elektroniczne, ale kiedy nagrywaliśmy tamten album, nie mogliśmy pozwolić sobie na zakup odpowiednich urządzeń do tworzenia i nagrywania elektroniki. Wówczas chcieliśmy, żeby było trochę więcej sampli, elektroniki i klawiszy, na które nie było nas stać, dopóki nie spotkaliśmy się z Rhysa Fulbera.
MM: Jak się poznaliście?
DC: Byłem w Anglii podczas promocji „Soul Of A New Machine” w 1992 roku. Była tam wytwórnia, jaką miał pod sobą Roadrunner o nazwie Third Mind, dla którego nagrywały elektroniczne bandy, jak Front Line Assembly i tak dalej. Powiedziałem jednemu z gości w tej wytwórni, że chcę zrobić remiksy naszych nagrań. Powiedziałem o tym także Monte Connorowi w Nowym Jorku, który był A&R-em w Roadrunner. I ktoś zasugerował, że muszę porozmawiać z Rhysem Fulberem. Dostałem numer telefonu i zadzwoniłem do niego jeszcze będąc w Anglii. Okazało się, że podzielamy zamiłowanie do muzyki elektronicznej i metalu. W tamtym czasie byłem wkręcony w twórczość The Prodigy i Kraftwerk, ale byłem też fanem wspomnianych Front Line Assembly, Skinny Puppy, Nine Inch Nails i innych. Powiedziałem Rhysowi, że musimy zrobić remiksy. Kiedy wróciłem do domu, pojechałem do niego do Kanady, ale miałem tylko jeden dzień. Porozmawialiśmy o pomysłach i napisaliśmy je wstępnie. On już chwilę wcześniej zaczął nad nimi pracować i brzmiało to niesamowicie. Powiedziałem mu jedynie, że chciałbym utrzymać jedną piosenkę bardziej pod kątem oryginalnej wersji - chodziło o „Scapegoat”. Wszystkie pozostałe kawałki, które zrobił, były utrzymane w klimacie tanecznym i elektronicznym. Ale w przypadku „Scapegoat” chciałem by oryginał został zachowany, a elektronika pojawiła się tylko jako dodatek. I w takiej formie się ukazała. Potem zaangażowaliśmy już Rhyse’a do pracy nad „Demanufacture”. Zwolniliśmy naszego ówczesnego producenta, Colina Richardsona, więc miksy zrobili Greg Reely do spółki właśnie z Rhysem. To dało idealną mieszankę, o którą nam chodziło i przeniosło Fear Factory do przyszłości metalu.
MM: Wychowałem się w latach 90. i „Demanufacture” było pierwszym zderzeniem z Waszą twórczością, po tym jak usłyszałem „Zero Signal” na ścieżce dźwiękowej do filmu „Mortal Kombat”.
DC: Tak, wielu ludzi dowiedziało się Fear Factory dzięki tej ścieżce. A i na tamten moment była to nasza najbardziej znana piosenka.
MM: Następnym krokiem było „Obsolete”, gdzie motyw konfliktu człowieka i maszyny został uwydatniony.
DC: Nie powiedziałbym, że to jedynie konflikt, bo to także relacja. To ludzie tworzą maszyny, nie odwrotnie. Więc tak naprawdę to konflikt ludzi. Walczymy między sobą poprzez maszyny.
MM: Potem pojawił się album „Digimortal”, który miał dość przebojowy wydźwięk. Na płycie pojawili się goście, a wśród nich B-Real z Cypress Hill. Czyim pomysłem było zaproszenie go do nagrań?
DC: To była inicjatywa Christiana Olde Wolbersa, naszego ówczesnego basisty, który mocno siedział w hip hopie i numetalu. Na zdjęciach z tego okresu nosił jerseye amerykańskiego futbolu i duragi. B-Real dograł się do "Back the Fuck Up" oraz dodał kilka efektów w „Linchpin”. Pierwotnie chciałem, by "Back the Fuck Up" pojawił się na stronie B któregoś z singli, ale wytwórnia chciała go na płycie, bo Cypress Hill byli wtedy bardzo popularni.
MM: Pamiętam jeden z wywiadów z wami z tamtego okresu, w którym mówiliście o technice nagraniowej. Wspomnieliście, że jeżeli Raymond Herrera wygrywał rytm na stopach i zabrakło jednego uderzenia, to wklejaliście je komputerowo. Lepiej pracuje Ci się z żywym bębniarzem, czy z automatem perkusyjnym?
DC: Na etapie pisania - z automatem perkusyjnym. Nie muszę dzwonić po perkusistę, tylko programuję maszynę, by ‘grała’ odpowiedni rytm i do tego piszę riffy, a potem przesyłam to wszystko do perkusisty. W ten sposób odbywa się to szybciej. Gdy pisaliśmy „Digimortal”, Raymond nie tylko uczył się partii z automatu, ale miał też automat perkusyjny obok siebie w studiu. Mógł więc zmieniać partie, które już miał zapisane i nagrywać je, gdy zostały ‘ulepszone’. I rzeczywiście było tak, jak mówisz – jak zapomniał uderzenia stopą, programował automat z dodanym uderzeniem i potem grał na bębnach całą partię. Był to więc zarówno proces nauki, jak i nagrywania. Natomiast Raymond nie pisał takich partii, których nie mógł sam zagrać. Więc jeśli przesadził, to musiał je uszczuplać, bo przecież nie jest maszyną.
MM: Skoro elektronika jest tak wielką częścią twórczości Fear Factory, czemu nigdy nie zatrudniliście jednego stałego członka na koncerty, który grałby te partie?
DC: Mieliśmy takie osoby okazjonalnie. Pierwszą był Reyner Diego, który grał z nami w okresie „Demanufacture”. A potem pojawił John Bechdel, który od 20 lat jest klawiszowcem Ministry. Grał z nami przez 6 lat. Kiedy odszedłem z Fear Factory, zmienił się układ i cała elektronika jest odpalana z tracków. To oszczędza miejsce na scenie i pieniądze. Myślimy jednak o graniu w całości „Obsolete” i zaproszeniu Rhysa do grania na żywo. On jest dalej obecny w naszym uniwersum, mimo iż obecnie mieszka w Berlinie. Na nową płytę, która ukaże się w przyszłym roku, dograł się w kilku kawałkach.
MM: Wspomniałeś o odejściu z Fear Factory. Nie było Cię w zespole przez 7 lat. Niedługo po Twoim powrocie zaczęła się batalia prawna między Tobą, a byłymi już członkami zespołu. Dziś jesteś właścicielem nazwy i dorobku Fear Factory, a co z płytami, na których nie zagrałeś?
DC: Nie mam do nich praw właścicielskich. Nie posiadam masterów i taśm-matek z tymi płytami. Zaoferowałem chęć odkupienia ich, ale gość, który je posiada, zażądał zbyt dużo pieniędzy za ich zrzeczenie się. Mógłbym nagrać te płyty od nowa, ale to nie miałoby sensu.
MM: Nie znalazłem informacji, jak poznałeś obecnego wokalistę zespołu, Milo Silvestro?
DC: Znalazłem go na Youtube i na jednej ze stron fanowskich Fear Factory. Zobaczyłem jak śpiewa nasze covery. To było w okresie pandemii, więc miałem sporo czasu na siedzenie w sieci. Uznałem, że ma świetny głos. Dotarłem do niego i zaczęliśmy pracować razem Niektórzy mówią, że brzmi za bardzo jak Burton C. Bell. On jednak jest na tyle sprawny i ma na tyle osobną barwę, że nie miałem wątpliwości, by pojechać z nim w trasę.
MM: Widziałem was na Mystic Festival 2 lata temu i rzeczywiście idealnie śpiewał partie Burtona.
DC: I ludziom się to podobało. Gdyby na miejscu Burtona pojawiła się dziewczyna, uwierz mi – brzmiałoby to inaczej. A Milo nie tylko wpasował się w zespół, ale także stworzył nowe rzeczy na nadchodzący album. Fear Factory to wciąż ta sama maszyna, tylko wchodzi w nową erę.
MM: Płyta jest skończona. Macie już tytuł?
DC: Tego na razie nie zdradzę. Niektórzy mówią, że powinniśmy ją zatytułować jak nasz ostatni singiel – „Roboticist”, a inni – tak jak naszą bieżącą trasę koncertową – „Cybernetic Domination”.
MM: Mówiliśmy o relacji człowieka i maszyn. Nie masz wrażenia, że te ostatnie przejęły już kontrolę nad znaczną częścią naszego życia?
DC: Jako ludzie ewoluujemy i technologia także. Stworzyliśmy taką technologię, by była na tyle mądra, by móc tworzyć się samodzielnie. Wielu osób narzeka na AI. Problem jest w tym, że oddajemy swoją inteligencję tej sztucznej. Codziennie... Innymi słowy - zaprosiliśmy ją do naszych żyć. To oznacza, że ma dostęp do twojego telefonu, twojego głośnika, twoich zdjęć, twoich komentarzy. Do wszystkiego. Więc jedynym sposobem, by ludzie wygrali z AI jest zniszczenie wszystkich elektronicznych narzędzi i urządzeń. To się niestety nigdy nie stanie… Dlatego już przegraliśmy... Ludzie pytają mnie, czy używamy AI do tworzenia nowych piosenek. Do tworzenia muzyki - nie, natomiast używamy oprogramowania opartego na AI do ich nagrywania.




