Giant Rooks

Zdobywająca coraz większą popularność na całym świecie niemiecka grupa Giant Rooks była jedną z gwiazd tegorocznego Bittersweet Festival, a już w październiku ukaże się jej nowy trzeci już album. Z tej okazji wywiadu udzielili nam dwaj muzycy tego zespołu: mający polskie korzenie klawiszowiec Jonathan Wischniowski oraz basista Luca Göttner.
GS: Niedawno wydaliście nową ep-kę „Slow Dance (For A Minute)”. Czy jest to zapowiedź nowej płyty?
JW: Tak. Nasz trzeci album będzie zatytułowany „If Heaven Exists, This Might Be It” i ukaże się 16 października. Utwór „Slow Dance (For A Minute)” trafi na tę płytę.
GS: A co z pozostałymi trzema kompozycjami z tej ep-ki? Czy one także znajdą się na nowym albumie?
LG: Tak, cała ta ep-ka wejdzie w skład „If Heaven Exist…”. W sumie będzie tam 12 kompozycji.
GS: Jeden z nowych utworów nieco różni się od Waszych innych kompozycji. Mam na myśli „The Waves”, nagrany wspólnie z francuską wokalistką Solann. Jak ją poznaliście i dlaczego zaprosiliście ją do współpracy?
JW.: Cóż, historia wygląda tak: Fred, nasz wokalista, spotkał ją na koncercie w Paryżu – chyba na koncercie Patricka Watsona – i nawiązali kontakt, po prostu rozmawiali ze sobą. W tym czasie napisaliśmy piosenkę „The Waves” i bardzo zależało nam na tym, żeby w tym utworze pojawił się gościnny żeński wokal, bo uznaliśmy, że kobiecy głos idealnie pasowałby do drugiej zwrotki. A ponieważ Fred właśnie ją poznał, zaczęliśmy słuchać jej muzyki i całkowicie zakochaliśmy się w jej głosie oraz piosenkach. Zapytaliśmy ją, czy chciałaby dołączyć do utworu, a ona od razu się zgodziła. Uwielbiamy „The Waves” i współpracę z nią – i taka jest historia powstania tego utworu.
LG: Bardzo spodobał nam się pomysł, żeby gościnny wykonawca śpiewał po francusku. To było jak… Bardzo nam się to podobało. To było naprawdę super.
GS: Tak, dzięki niej ta piosenka nabiera trochę klimatu filmowego z lat 60. i 70.
LG: Tak, masz rację.
JW.: No tak, bo jej głos jest też taki… no, zmysłowy i to sprawia, że jest taki fajny.
GS: Nie wiem czy się ze mną zgodzicie, ale ten utwór przypomina mi trochę twórczość innej niemieckiej grupy, a mianowicie Moderat. Mam na myśli głównie te elektroniczne brzmienia na początku utworu. Czy ten utwór można uważać za coś w rodzaju nowego kierunku w działalności Giant Rooks?
JW.: Cóż, to nie jest tak naprawdę jakiś nowy kierunek, ale wydaje mi się, że to jeden z pierwszych przypadków, kiedy naprawdę skupiliśmy się na syntezatorach. Zaczęliśmy od tego syntezatorowego arpeggio, które pojawia się na początku utworu i stanowi jakby główną strukturę kompozycji rozciągającą się od jej początku do końca. Dzięki temu „The Waves” brzmi jak utwór elektroniczny. Ale i tak nagraliśmy go w studiu razem z pozostałymi utworami na album. Byliśmy w Real World Studios w Wielkiej Brytanii – to miejsce należące do Petera Gabriela i jest naprawdę piękne. Znajduje się w samym sercu natury, w pobliżu jest małe jezioro, a studio ma ogromne okno, dzięki czemu podczas nagrywania można patrzeć na otoczenie, co sprawia, że jest to miejsce wyjątkowe. Podczas tej sesji nagraliśmy tam zarówno ten utwór, jak i pozostałe kompozycje. Postaraliśmy się więc nieco to wszystko połączyć, zarówno pod względem brzmienia, jak i produkcji. Dodaliśmy też kilka organicznych brzmień perkusji i mamy nadzieję, że w ten sposób udało się nam się zgrabnie ze sobą połączyć.
GS: O ile mi wiadomo, na potrzeby Waszego ostatniego, jak dotąd, albumu „How Have You Been?” z 2024 roku mieliście przygotowanych aż 60 utworów. Jak Wam się udało wybrać te 14 piosenek, które trafiły na płytę?
LG: Mieliśmy jakichś 60, a może nawet 100 szkiców – od krótkich melodii czy wersji demo po gotowe utwory. Zawsze trudno jest zdecydować, co umieścić na albumie. Długo debatowaliśmy, przesłuchiwaliśmy te kompozycje. Udało się wybrać tę czternastkę. Ale w przypadku nowego albumu było trochę inaczej, bo w zeszłym roku zrobiliśmy sobie roczną przerwę. Zagraliśmy tylko 6 koncertów, co jak na nas jest niewiele, i chcieliśmy skupić się na pisaniu piosenek. Napisaliśmy sporo utworów, ale nie aż tyle, co w poprzednich latach, bo bardziej skupialiśmy się na koncepcji albumu i samym albumie. W ciągu tego roku napisaliśmy wszystkie te utwory i nie możemy się doczekać, żeby wkrótce je wydać.
GS: A słyszeliście o czymś takim jak „syndrom drugiego albumu”? Pojawia się wówczas, gdy artysta odnosi sukces pierwszą płytą i przed wydaniem drugiego albumu spoczywa na nim ciężar oczekiwań. Mieliście z tym do czynienia przed wydaniem „How Have You Been".
JW.: Tak, słyszeliśmy o tym zjawisku, ale szczerze mówiąc, wydaje się nam, że dopiero trzeci album będzie teraz naszą "drugą" płytą. Tak się złożyło, że nasz pierwszy album „Rookery” ukazał się w czasie pandemii COVID. Dlatego wydanie go i zaprezentowanie naszej muzyki publiczności było tak dziwnym doświadczeniem, bo w tym okresie bardzo trudno było grać koncerty. Oczywiście czujemy, że to nasze wydawnictwo, ale nie mamy 100% satysfakcji z opublikowania tej płyty, gdyż nie mogliśmy zaprezentować „Rookery” przed publicznością. I może właśnie dlatego nasz trzeci album wydaje się teraz trochę jak drugi, a także dlatego, że na pierwszym albumie znalazło się wiele utworów, które graliśmy i nagrywaliśmy już przez wiele lat przed wydaniem tego krążka. To była po prostu kolekcja piosenek i emocji, które zgromadziliśmy do tamtego momentu.
GS: Coś w rodzaju kompilacji Waszych wcześniejszych piosenek?
JW.: Może trochę tak, ale oczywiście nie jest to w 100% kompilacja – są tam też nowe utwory. Jeśli chodzi o trzeci album, który wyjdzie w październiku, to jak powiedział Lucas: po prostu napisaliśmy te utwory specjalnie z myślą o tym wydawnictwie.
**GS: Naprawdę podziwiam to, jak ewoluowaliście w ciągu kilku ostatnich lat swojej kariery, bo na początku, na pierwszych EP-kach, graliście surowe rockowe kawałki z lekkim popowym akcentem, a teraz macie zarówno potężne utwory pasujące na stadionowe koncerty, jak i kameralne piosenki – to robi ogromne wrażenie. **
LG: Dzięki. Czy masz jakąś ulubioną piosenkę?
GS: Mam ich wiele, ale pierwsza która mi przychodzi do głowy to „Pink Skies”.
LG: Ooo, fajnie. Też należy do naszych ulubionych.
GS: To bardzo podnosząca na duchu piosenka. I właśnie o to chcę Was zapytać, bo niektóre z utworów Giant Rooks są bardzo nostalgiczne i smutne, a inne – bardzo podnoszące na duchu. Czy te piosenki odzwierciedlają Wasze życie i osobiste doświadczenia?
JW.: Nasz gitarzysta Finn Schwieters pisze teksty, ale zawsze czerpie inspiracje nie tylko z osobistych historii, ale także z wyobraźni oraz filmów, teatru i sztuki. Tak więc fabuła naszych piosenek to swego rodzaju wielka kompilacja uczuć ze snów, ale także marzeń i być może rzeczy, które się widziało. Myślę więc, że nie wszystko opiera się na prawdziwej historii lub rzeczywistych wydarzeniach, ale jest to raczej mieszanka wszystkiego.
GS: Niedawno graliście tournée z Louisem Tomlinsonem po Ameryce Północnej i Ameryce Łacińskiej. Wolicie występować na wielkich stadionach, czy może w klubach?
LG: To trudne pytanie. Zawsze mówię, że po prostu podoba nam się ta różnorodność. To znaczy, to niesamowite, że mogliśmy występować jako support przed Louisem Tomlinsonem na stadionach piłkarskich – to było nasze marzenie. To było niesamowite, szalone uczucie grać przed tak wielką publicznością. Z drugiej strony jednak świetnie jest też zagrać w małym klubie, w bardzo dusznym lokalu z zaledwie kilkuset osobami – energia tam też jest niesamowita. Bardzo podoba się nam takie połączenie. Nie chcemy się ograniczać tylko do jednej strony tego doświadczenia.
GS: W jaki sposób nagrywacie muzykę? Bo czasami niektóre z waszych utworów brzmią tak, jakby były w 100% nagrane na żywo w studiu. Niektóre z nich brzmią z kolei, jakby były stworzone na komputerze.
JW.: Zawsze zaczynamy od przygotowania wstępnych wersji demo – po prostu uchwycenia pomysłów, melodii, a także wyjątkowych brzmień w naszym studiu w Berlinie. Potem udajemy się do innego studia i próbujemy to ponownie nagrać, często w nieco lepszej jakości, z bardziej wyjątkowymi i niepowtarzalnymi brzmieniami oraz lepszym sprzętem. Często staramy się zagrać utwór na żywo w pięciu w jednym pomieszczeniu i nagrać go, aby mieć coś w rodzaju fundamentu, a także wspólnie wypracować strukturę rytmiczną, a potem dodajemy różne elementy, aby uczynić go jeszcze bardziej wyjątkowym i niepowtarzalnym. Tak właśnie robimy w większości przypadków. Nagraliśmy też jeden album koncertowy, a raczej album z wersjami koncertowymi, zatytułowany „Rookery Live Tapes”, który powstał w jednym z domów niedaleko Berlina. Pojechaliśmy tam na tydzień, przygotowaliśmy te wersje, a potem nagraliśmy, jak sądzę, osiem wersji naszych utworów w ciągu jednego dnia – od rana do późnej nocy. Każdą piosenkę nagrywaliśmy analogową kamerą wideo na taśmie 16 mm, tylko jedno ujęcie na utwór, i to była naprawdę magiczna chwila, bo mieliśmy tylko jedną szansę, żeby to się udało. To było super przeżycie, bo nawet jeśli są jakieś błędy, to nie ma to znaczenia, bo cała atmosfera tworzy spójną całość. Przed nagraniem każdego utworu ustalaliśmy różne oświetlenie oraz ujęcia i właśnie dlatego zajęło to tak dużo czasu. Ale to było naprawdę wspaniałe uczucie.
GS: Pochodzicie z małego niemieckiego miasta Hamm. Czy postrzegacie swój zespół jako sposób na ucieczkę z tego miejsca do większego świata, czy też lubicie wracać do swojego miasta i grać tam dla jego mieszkańców?
LG: Cóż, graliśmy w Hamm w zeszłym roku. To był nasz główny koncert w 2025 roku i nasz największy występ jako headliner. To była jedna z najpiękniejszych nocy, jakie kiedykolwiek przeżyliśmy. Tak więc, choć już nie mieszkamy w Hamm, uwielbiamy tam wracać. Nasze rodziny i przyjaciele wciąż tam są, a Hamm traktuje nas naprawdę dobrze i zawsze nas serdecznie wita. Dlatego uwielbiamy tam wracać i prawdopodobnie wkrótce znów tam zawitamy.
GS: Johnny, przed chwilą wspomniałeś o tym albumie koncertowym i zastanawiam się, czy kiedykolwiek rozważaliście wydanie albumu z remiksami, bo niektóre z piosenek Giant Rooks mają taneczny klimat.
JW: No cóż, to ciekawa idea. Jeszcze tego nie rozważaliśmy, ale czasami wydaje nam się, że byłoby miło to zrobić.
LG: Byłoby świetnie. Przecież uwielbiamy muzykę elektroniczną. Na początku wspomniałeś o Moderat – to jeden z naszych ulubionych zespołów grających muzykę elektroniczną. Bardzo byśmy chcieli, by oni zajęli się jedną z naszych kompozycji.
