IAMX

Grupa IAMX wystąpi 16 marca w gdańskim klubie Parlament. Chris Corner po raz kolejny przyjedzie do naszego kraju z wyjątkowym show, w którym emocje znajdują ujście w pulsujących, eksperymentalnych dźwiękach i dopracowanej oprawie wizualnej. Artysta udzielił nam wywiadu, w którym opowiedział między innymi o: najnowszych projektach muzycznych, procesie tworzenia tekstów piosenek oraz swoim pierwszym projekcie Sneaker Pimps.
GS: IAMX wydał nowy singel „Artificial Innocence”. Czy ta piosenka to zapowiedź Twojego nowego albumu?
CC: Nie, to raczej punkt orientacyjny, przejście od jednego etapu do drugiego. Nie jestem do końca pewien, w którym kierunku podąży muzyka IAMX. Mam oczywiście mnóstwo pomysłów, ale myślę, że ta kompozycja zdecydowanie toruje drogę, oczyszcza atmosferę przed kolejną płytą, ale nie jestem pewien, czy tak właśnie będzie ona brzmiała. Myślę, że „Artificial Innocence” jest bardziej powiązany z wcześniejszymi utworami IAMX, ale nigdy nie wiadomo co się wydarzy. Kiedy wejdę do studia i spodoba mi się to brzmienie, to prawdopodobnie będę kontynuował ten styl. Ale nie mam wielkich planów, kiedy wchodzę do studia. Po prostu zaczynam pracować i wczuwam się w swoje emocje.
GS: Ten numer przypomina mi niemieckie utwory z nurtu darkwave.
CC: O, to ciekawe….
GS: A propos niemieckich zespołów: zaskoczyła mnie Twoja niedawna współpraca z grupą Lord of the Lords przy numerze „What Have We Become?”. A jak doszło do tej współpracy?
CC: Skontaktowali się ze mną, gdyż bardzo lubią IAMX i interesują się tym projektem już od dawna. A to co oni grają, to coś zupełnie innego niż to, czym się zazwyczaj zajmuję. To w zasadzie metal, prawda? Na początku nie byłem tym zainteresowany. Potem poznałam Chrisa (Harmsa - lidera Lord of the Lost - przyp.GS), który okazał się wspaniałym, uroczym, interesującym człowiekiem oraz muzykiem i pomyślałam: „Kiedy współpracuję, zazwyczaj robię to, bo lubię daną osobę, a to często jest o wiele ważniejsze niż to, w co wierzę i co mi się podoba w muzyce”. Każdy ma przecież swoje zdanie na temat tego, co kocha, czego nie lubi i czego nienawidzi. Jeśli lubię daną osobę, to właśnie to mnie interesuje. I tak właśnie doszło do naszej współpracy. To również popchnęło mój głos w kierunku, w którym zazwyczaj nie podążam. Dużo krzyczałam i śpiewanie w ten sposób było dość ekscytujące. To było całkiem fajne.
GS: Czy w tym projekcie wyłącznie udzieliłeś głosu, czy współpracowałeś również przy tworzeniu muzyki?
CC: Udzieliłem się jedynie wokalnie. Przesłali mi podkład i zmieniłem trochę melodię, ale nieznacznie. A na podkładzie był już wokal, który brzmiał dokładnie tak, jak tego ode mnie oczekiwali. Pomyślałem sobie: „No cóż, brzmi świetnie. Nie muszę nic robić". Ale oni nalegali, bym nagrał swoją partię wokalną i cieszę się, że to zrobiłem, bo spodobało mi się wykreowanie tego szalonego brzmienia, którego zazwyczaj nie używam. Może jest to podobne do tego, co robię, ale to było coś innego.
GS: Wrócę do tytułu nowego singla „Artificial Innocence”, który wyraźnie kojarzy się ze „sztuczną inteligencją”. A jakie jest Twoje zdanie na temat sztucznej inteligencji? Z jednej strony prawie każdy artysta korzysta obecnie ze sztucznej inteligencji, ale z drugiej strony wiele osób się jej obawia…
CC: Jeszcze nie korzystam z AI. Nie jestem przeciwny jej stosowaniu, choć mam świadomość, że istnieje pewien lęk, jeśli chodzi o wykorzystywanie AI w kulturze. Ludzie boją się sztucznej inteligencji i dużo o tym mówią. Wszyscy są tym bardzo podekscytowani albo traktują to jako jakiś dramatyczny temat. Eksperymentowałem z tym nieco wizualnie przy okazji jednego teledysku. Ludzie nie byli zadowoleni, że tego spróbowałem. Mieli wrażenie, że w jakiś sposób sprzedałem swoją duszę diabłu. Rozumiem to. Rozumiem, że ludzie się boją i nie są na to gotowi. Kulturowo powoduje to problemy. Ale z artystycznego punktu widzenia używam tego rodzaju technologii. Używam technologii odkąd byłem nastolatkiem. Kiedy po raz pierwszy pojawiły się samplery ludzie bardzo się bali samplowania i twierdzili, że to kradzież muzyki, której wartość i tak jest bardzo niska. Nie rozumiem, dlaczego ludzie nie potrafią po prostu postrzegać AI jako kolejnego narzędzia, które uważam za całkiem przydatne. Nie jest ono w żaden sposób na tyle zaawansowane, by stanowić wyzwanie dla ludzkiej świadomości, ale może się przydać do wyeliminowania gównianej muzyki pop. Wiesz, może jest to całkiem dobry sposób, żeby się tego pozbyć, albo przynajmniej zapełnić tę przestrzeń z jakimś muzycznym badziewiem, aby prawdziwa sztuka mogła się rozwijać. I myślę, że każdy, kto ma choć odrobinę duszy, będzie w stanie wykorzystać to w bardzo ciekawy i kreatywny sposób, bo to wciąż wymaga sporo pracy. Można powiedzieć: „OK, daj mi piosenkę IAMX i zrób ją tak lub inaczej”. Każdy może to zrobić, wiem o tym, ale nie boję się tego. Chodzi raczej o to, że kiedy już to uwierzytelnisz swoim nazwiskiem i ludzie dowiedzą się, że to naprawdę ty to zrobiłeś, wtedy staje się to wartościowe. Ludzie wtedy mówią: „OK, to jest dzieło człowieka, a to jest dzieło sztucznej inteligencji”. I mogą wybrać, co chcą. Widzę, jakie to może powodować problemy, ale myślę, że damy sobie z tym radę.
GS: Problem pojawia się jednak wtedy, gdy artyści zaczynają korzystać ze sztucznej inteligencji, na przykład do pisania tekstów piosenek. Znam artystów, którzy napisali teksty przy pomocy sztucznej inteligencji.
CC: I podobało ci się?
GS: Nie…
CC: To znaczy, że im się nie udało, prawda? Sztuczna inteligencja zawiodła, a oni też ponieśli porażkę. Sztuczna inteligencja nie zastąpi człowieka. I choć potrafi robić różne rzeczy, to i tak Ty musisz sam wybrać to, co uważasz za wartościowe, prawda? Gdybym więc używał sztucznej inteligencji do pisania tekstów piosenek, czego nie robiłem, to może by to przyspieszyło pracę, ale nie sądzę – w tej chwili dużo o tym myślałem, bo to oczywiście bardzo ważne, ale nie widzę jak mogłoby mi to przyspieszyć pracę. Bo wydaje mi się, że w tej chwili więcej czasu zajęłoby mi zrozumienie, jak z tego korzystać, niż zrobienie czegoś ciekawego samodzielnie. Ale rozumiem, co to znaczy, gdy artyści zmagają się z tekstami. Teksty są czasami dość trudne. Wiesz, muzycy nie zawsze dobrze radzą sobie z tekstami, więc rozumiem, dlaczego można stać się leniwym lub potrzebować pomocy, a w końcu i tak trzeba to zaprezentować.
GS: Czy zdarza ci się mieć problemy z pisaniem tekstów piosenek?
CC: Uwielbiam tworzyć teksty piosenek. Jest to trudna praca, ale w sztuce wszystko jest trudne. Myślę, że wszystko co dobre, wymaga mnóstwa wysiłku. Mam bardzo dobrą etykę pracy. Nie martwię się tym. Lubię żonglować słowami. To dla mnie ekscytujące, ale i trudne. Trzeba dopasować słowa do kontekstu piosenki, muszą one zarówno mieć sens, jak i brzmieć fajnie oraz naturalnie. Nie można po prostu napisać wiersza czy eseju. Lubię więc wyzwania związane z tekstami. Tak, mam z nimi problemy jak każdy artysta, zmagam się z nimi, ale daję radę.
GS: Kiedy patrzę na dyskografię IAMX, wydaje mi się, że lubisz wyzwania również w kwestii brzmienia, bo z jednej strony potrafisz nagrać na przykład album akustyczny, a w następnym roku – na przykład album instrumentalny. Skąd czerpiesz inspiracje do tych albumów?
CC: Gdziekolwiek jestem. Często tak bywa, że w samochodzie albo w supermarkecie, ale tak naprawdę nie szukam specjalnie inspiracji. Nigdy się nie zastanawiałem, czy może powinienem wykorzystać albo spróbować wykorzystać dźwięki które słyszę wokół mnie. Chodzi naprawdę o to, co uda mi się wykorzystać w danej chwili, bo dla mnie najważniejsze jest to, żeby przekazać wiadomość. I jeśli jest to gitara akustyczna, to świetnie. Jeśli jest to elektroniczny bas stworzony na syntezatorze modułowym, to genialnie. Tak, jestem trochę sprzeczny, bo jestem muzykiem, ale jednocześnie mam gdzieś to, czego używam. To może być cokolwiek. Na przykład album z narzędziami. To naprawdę niesamowite. Mogę z łatwością przełączać się między słuchaniem ballady Roberty Flack sprzed 40 lat a utworami Einstürzende Neubauten. I wiesz, dla mnie liczy się tylko to, czy to ma duszę i czy jest dobre i nie obchodzi mnie, jak i z czego to zostało zrobione ani nawet czy brzmi to profesjonalnie. Wiele razy byłem w sytuacji, w której myślałem: „No dobrze, ten dźwięk jest okropny”. Naprawdę nie mogę tego dźwięku użyć, ale ma on przesłanie. A tego przesłania nie da się stworzyć za pomocą dźwięku, który brzmi bardziej profesjonalnie, lepiej czy czysto. Muszę użyć tego dźwięku, bo w nim jest to przesłanie. I to zawsze mnie interesowało. Bawienie się dźwiękami w sposób, który ma w sobie trochę punkowej etyki. Brzmi to trochę tak, jakbym się nie przejmował, ale trzeba się przejmować na tyle, żeby to sfinalizować, dokończyć i wypuścić w świat. Nadal istnieją pewne standardy jakości, których ludzie wymagają, więc chodzi o znalezienie równowagi między tymi dwoma rzeczami.
GS: Nie jest tajemnicą, że angażujesz się w sprawy związane ze zdrowiem psychicznym i wspierasz organizacje charytatywne. Kiedy piszesz piosenki, myślisz o tym, że dana kompozycja może pomóc osobom borykającym się z problemami psychicznymi?
CC: Tak, oczywiście. Staram się skłaniać ludzi, by akceptowali samych siebie, aby zastanawiali się nad problemami nieco głębiej, żeby mogli lepiej dostosować się do życia. Mimo, że muzyka IAMX może wydawać się dość mroczna, jest w niej dużo nadziei, humoru i piękna. Tak, to dla mnie naprawdę ważne i czuję, że kiedy się zagłebiam w moje dźwięki, to jest to trochę jak medytacja czy coś w tym rodzaju. Czuję, że chociaż muzyka jest wielowarstwowa i dzieje się w niej wiele rzeczy, to tworzenie jej jest dla mnie swego rodzaju medytacją. Kieruję swoją energię, dostrajam się do czegoś, co wykracza poza codzienność. Myślę, że to dobrze wpływa na zdrowie psychiczne. Mam szczęście, że mogę się tym zajmować zawodowo. To szalone, ale chcę to także dawać moim słuchaczom. Czuję, że moim celem jest pomaganie innym poprzez moją własną terapię
GS: A czy możesz mi coś opowiedzieć o projekcie Silent Valley Studios? Jest to kontynuacja Turmwerk, który miał siedzibę w Berlinie…
CC: Tak, masz rację. Zawsze bardzo aktywnie starałem się gromadzić wokół siebie małą społeczność, na przykład artystyczną. To o wiele trudniejsze, niż mi się wydawało, zwłaszcza że mieszkam na odludziu. Silent Valley leży w cichej dolinie, w środku pieprzonego pustkowia, więc jest ciężko tutaj kogoś ściągnąć. Udało mi się jednak przyciągać do tego miejsca ludzi, kiedy organizujemy wydarzenia. Robię pokazy i po prostu wykonuję bardzo dziwne rzeczy. To ekscytujące miejsce. Chciałbym mieć więcej czasu, żeby znaleźć ludzi, sprowadzić ich tutaj i sprawić, by zostali. Można ich sprowadzić na kilka dni, ale każdy ma swoje życie. Więc w pewnym sensie muszę włożyć w to więcej wysiłku. W tej chwili to tak naprawdę projekt poboczny i tak jest od czasów Turmwerk. Z tamtym miejscem było łatwiej, bo znajdowało się ono w Berlinie. Ludzie mieli do niego o wiele łatwiejszy dostęp. Tutaj jest zupełnie inaczej. Trzeba mieć prawdziwą mentalność samotnika, aby pragnąć zostawić na boku swoje życie i spędzać tu dużo czasu. Niewiele osób jest w stanie to zrobić.
GS: Jaki jest status Sneaker Pimps? Wydaliście album "Squaring The Circle" pięć lat temu, a potem zapadła cisza. Czy ten projekt się zakończył, czy też w przyszłości powrócicie pod tą nazwą?
CC: Zadaję sobie to samo pytanie. Nie do końca rozumiem, o co w tym wszystkim chodzi, bo to był projekt, który dał mi szansę i miałem ogromne szczęście, że dzięki niemu odniosłem spory sukces już na samym początku kariery. Ale w pewnym momencie kombinacje osobowości – mojej i Liama Howe'a, a także oczywiście Kelli (Dayton - przyp.GS), która śpiewała na pierwszym albumie – po prostu się rozpadły i myślę, że mentalnie nie byliśmy w stanie tego projektu kontynuować. Tak właśnie jest, wszyscy jesteśmy cholernie dziwni. Na przykład Liam jest tak samo dziwny jak ja, a próby uporządkowania takich umysłów… no nie wiem, to nigdy tak naprawdę nie wychodzi. I szczerze mówiąc, reaktywacja udała się to tylko dzięki COVID-owi. I chociaż projekt reaktywacji powstał jeszcze przed pandemią, właśnie podczas niej mieliśmy czas, żeby dokończyć ten album. Nagrywaliśmy jeszcze przed pandemią i mówiliśmy:* „O mój Boże, to się dzieje. Nie mogę w to uwierzyć”*. Zwykle coś robiliśmy i po prostu o tym zapominaliśmy, ale pandemia pozwoliła nam to faktycznie ukończyć. Ale nie wiem, czy to się jeszcze powtórzy. Nie wiem. Moja motywacja do tworzenia nowych nagrań Sneaker Pimps była bardzo silna, ale wpasowanie jej w współpracę, w której wszystko jest tak rozdrobnione między mną a drugą osobą, jest dość frustrujące. Dlatego trzymam się z daleka od Sneaker Pimps, dopóki nie będzie jasne, że coś naprawdę się wydarzy.
Foto: Grzegorz Szklarek
IAMX:
16.03. Gdańsk, Parlament
Bilety: https://winiarybookings.pl/wydarzenie/iamx-gdansk-w1n1ary-gdansk-marzec-2026











