IST IST

WywiadMaciej MajewskiIst Ist
IST IST

Już za kilka dni manchesterska grupa post-punkowa IST IST wystąpi na dwóch koncertach w naszym kraju. Będzie promowała swój najnowszy album „Dagger”. Grupa znana jest z dość chwytliwego podejście do post-punkowej faktury. Co więcej – zespół nagrywa każdy koncert i potem – często z zaskoczenia – udostępnia go fanom. Czy zapisy polskich koncertów również zostaną wydane? Na to i inne pytania odpowiedzi udzielili mi gitarzysta i wokalista grupy Adam Houghton oraz klawiszowiec Mat Peters.

MM: Zauważyłem, że poza regularnymi albumami studyjnymi wydaliście też… dziewięć albumów koncertowych.

MP: To zależy, jak na to patrzeć. Niektóre są po prostu na Bandcampie. Trzy ukazały się na winylach: „Live in Manchester Academy”, „Live In Amsterdam” oraz „On Fire”. Traktujemy je jako oficjalne wydawnictwa koncertowe. Ale tak, zrobiliśmy dużo bandcampowych nagrań live.

MM: Nie jest to zbyt powszechne, by mieć w dorobku więcej wydawnictw koncertowych, niż studyjnych.

AH: Powiem Ci, jak to jest - w dzisiejszych czasach wielu ludzi i wiele zespołów obawia się udostępniania swoich nagrań live. Może to dlatego, że uważają, że nie są wystarczająco, czy nie brzmią tak, jak sobie tego życzą. A w naszym przypadku jest to spowodowane tym, że jesteśmy wystarczająco spragnieni, żeby takie nagrania rejestrować i wypuszczać. I myślę, że to działa - nasi fani to doceniają. Jeśli ludziom podobał się nasz koncert, to chcą mieć po nim jakąś pamiątkę, więc jeśli mamy technologię i narzędzia, by je rejestrować - robimy to. Nie zarabiamy na tym dużo pieniędzy, a z wydaniem tego na winylach sprawa jest to trochę bardziej złożona.

MM: A decyzja wychodzi od Was, czy nagrywacie dany koncert, czy po prostu rejestrowany jest każdy?

AH: Nagrywamy każdy koncert.

MP: A potem słuchamy i decydujemy, który koncert chcemy wydać – z powodu sceny, publiczności, atmosfery koncertu. W tym roku gramy na przykład koncert w Bratysławie, gdzie nie graliśmy wcześniej, więc planujemy go wydać.

AH: Z takich powodów wydaliśmy koncert z zeszłego roku z Włoch. Też graliśmy tam po raz pierwszy, a energia koncertu i publiczność były tak dobre, że postanowiliśmy go wydać.

MM: Chciałbym wrócić jeszcze na moment do kwestii formowania się zespołu. Mat, dołączyłeś do składu 4 lata po jego założeniu. Adam, czy to wynikało z tego, że zespół potrzebował syntezatorów, a trzech z Was nie wystarczało, czy też naturalnie zaprosiliście Mata do składu?

AH: Obie wersje są w sumie prawdziwe (śmiech). Zanim spotkałem Mata, próbowaliśmy we trójkę w wersji z syntezatorami. Ale ponieważ robiliśmy tak na koncertach, to grałem jednocześnie na klawiszach, potem sięgałem po gitarę i cały czas śpiewałem. Zainwestowałem też w znacznie lepszy syntezator – Mooga, na którym mogłem wykonać części w sekwencjach i tak dalej, a Mat to był tą osobą, która mi go sprzedała w sklepie muzycznym (śmiech). A że był ze mną nasz perkusista Joel Kay, to wspólnie podjęliśmy decyzję o zaproszeniu Mata na próbę. A on odmówił (śmiech).

MP: Powiedziałem, że nie, że nie mam ochoty. A co jeśli coś się nie wyjdzie? Będzie dziwne w pracy (śmiech).

AH: I powiedział, że musi wyjść, po czym wrócił, spróbowaliśmy i zdał sobie sprawę… Wszyscy zadaliśmy sobie sprawę, że jest tym, kogo naprawdę potrzebujemy. Reszta, jak mówią, jest historią.

MP: Początkowo dodawałem jedynie hałaśliwe dźwięki (śmiech).

MM: Adam, myślę, że to była po prostu pragmatyczna decyzja, ponieważ jesteś wokalistą i gitarzystą, a tu jeszcze obsługiwałeś syntezator.

AH: Wiesz co? Szczerze mówiąc, przede wszystkim nie mam takich technicznych umiejętności, by robić to wszystko, ale nie tylko… Myślałem, że to wygląda gównianie. Pomyślałem sobie, że stoję na środku sceny z małym syntezatorkiem – kim ja kurwa jestem?! Nie mogłem sobie tego jakoś ułożyć... Gdybym skupił się tylko na syntezatorze, ktoś inny by śpiewał, to być może mógłbym się tego nauczyć (śmiech). Czułem, że coś jest nie tak. Gdy grałem na syntezatorze, nie mogłem grać na gitarze, a to na niej powinienem grać przede wszystkim. Dlatego potrzebowaliśmy klawiszowca (śmiech).

MM: Zespół powstał w 2014 roku, pierwsza ep-ka „B” ukazała się dwa lata później. A dlaczego pierwszą płytę wydaliście dopiero 4 lata później?

MP: Przede wszystkim dlatego, że nie mieliśmy na początku żadnej wytwórni. Wszystko robiliśmy jako zespół DIY, a takie działania zawsze wymagają długiego czasu, by zebrać fundusze na nagranie pierwszego albumu.

AH: Nasze podejście było zawsze takie, że każdy kolejny koncert daje coś więcej. Na drugi koncert zabraliśmy 10 płyt nagranych na komputerze. I sprzedaliśmy je. Nie wydaliśmy kasy na piwo, narkotyki, czy kobiety. Potem zabraliśmy 50 płyt, a potem 100. Kiedy mieliśmy wystarczająco dużo pieniędzy, by zagrać w innym mieście i kiedy w końcu zapłacono nam za koncert, zabraliśmy jeszcze więcej płyt oraz t-shirtów. W końcu mieliśmy wystarczająco dużo pieniędzy, żeby nagrać „Architecture”, która została nagrana w niesamowicie krótkim czasie, bo w ciągu 5 dni. Ten album był zapisem tego, gdzie byliśmy w tamtym czasie. I tak jest do dziś. Nawet ostatni album nagraliśmy z własnych środków. Nie mamy żadnego źródła zewnętrznego.

MM: Skoro wspomniałeś o „Dagger”, to wydaje mi się, że w porównaniu do „Light A Bigger Fire” jest to album bardziej bezpośredni. Mat, nawet Twoje syntezatory są bardziej z przodu. To po prostu bardziej chwytliwy, a nawet bardziej taneczny post-punk.

MP: Rzeczywiście, myślę, że chcieliśmy, żeby wszystko brzmiało tym razem bardziej bezpośrednio, a jednocześnie agresywnie. Zawsze próbujemy robić wspaniałe piosenki – chwytliwe i takie, które da się zapamiętać. Myślę, że to także zasługa producenta Joe Crossa. Jedną z rzeczy, które my wszyscy wyciągnęliśmy od Joe i którą często powtarzał było to, że jeżeli tworzymy tylko część piosenki, to niech ona będzie jak najlepsza. Niech będzie motywem, czymś mocnym, jakościowym, a nie zagranym na pół gwizdka. Tak było na przykład z linią syntezatora w otwierającym płytę utworze „I Am Fear”. I tu się z Tobą – zgodzę – wrzuciliśmy ją na przód, właśnie dlatego, że jest charakterystyczna i chwytliwa. Te wszystkie rzeczy i wskazówki od Joe na pewno zaprocentują też w przyszłości.

MM: Moją ulubioną kompozycją z tej płyty jest „The Echo” z tym nieco nawiedzonym refrenem. Wiem, że wypuściliście już wcześniej kilka utworów z tej płyty, ale to też byłby świetny singiel.

AH: Z tą płytą, podobnie jak z „Light A Bigger Fire”, był podobny problem – ciężko było wybrać single. Zgadzam się, że „The Echo” ma świetny refren. W ogóle ten numer ma trzy refreny i jedną zwrotkę (śmiech).

MM: A czy ten sztylet z okładki jest narzędziem zbrodni?

AH: Powiedziałbym, że sztylet różni się od noża. To nóż jest narzędziem zbrodni, a sztylet jest bardziej… romantyczną bronią. To szekspirowska, mityczna broń. Gdybyśmy na okładkę dali nóż, przypominałaby album hiphopowy (śmiech).

MP: Sztylet jest bardziej gotycki.

MM: Tytułem puenty – zagracie w Polsce dwukrotnie: 22 marca w Krakowie i dzień później w Warszawie. Który z tych koncertów wydacie?

AH: Wszystko będzie zależało od atmosfery i warunków. No i od przyjęcia publiczności. Kto wie, może poza Bratysławą wydamy koncerty z Polski? Zobaczymy.

IST IST

22.03.2026 – Klub Zaścianek, Kraków

23.03.2026 – Klub Hydrozagadka, Warszawa

Bilety: https://www.livenation.pl/ist-ist-tickets-adp1281064

Powiązane materiały