Nothing

WywiadGrzegorz SzklarekWiniary Bookings
Nothing

Nothing to jedna z największych gwiazd współczesnej sceny shoegaze. Założycielem i liderem zespołu jest Domenic Palermo, który udzielił nam wywiadu z okazji zbliżającego się koncertu Nothing w warszawskiej Hydrozagadce (1 września). Grupa przyjedzie do Polski w ramach trasy promującej nowy znakomity album "a short story of decay".

LinkGS: Jesteś jedynym członkiem i założycielem zespołu Nothing. Zastanawiam się, czy kiedy rozpoczynałeś ten zespół, traktowałeś go jako swego rodzaju platformę do wyrażania swoich uczuć?

DP: Tak, myślę, że na pewno Nothing zaczęło się z mojej desperacji. Byłem wtedy w dość kiepskim momencie życia. Po prostu chwytałem się wszystkiego, co tylko mogło sprawić, że wstanę z łóżka i wyjdę z dołka, w którym się znalazłem. Muzyka zawsze mi w tym pomagała w przeszłości, ale jakoś ją odłożyłem na bok. Więc chyba w ramach ostatniej deski ratunku postanowiłem, że spróbuję nagrać płytę. I zrzucić z siebie wszystko, cały ten ciężar, który na mnie spoczywał, po prostu spróbować pozbyć się jak najwięcej. A potem spróbowałbym iść dalej, niekoniecznie robiąc z tego karierę. To było po prostu, jak już mówiłem, desperacka próba z ostatniej chwili, żeby pójść naprzód. Ale wydaje mi się, że okazało się to, trochę bardziej terapeutyczne, niż się spodziewałem. I teraz trzymam się tego od 12 lat właśnie jako swego rodzaju terapii dla mnie. Przed wydaniem nowej płyty wydawało mi się, że może już z tym skończyłem, ale nadal tu jesteśmy.

GS: Dlaczego przeszedłeś od muzyki punkowej do shoegaze’owego brzmienia na pierwszym albumie „Downward Years To Come”?

DP: Kiedy byłem młody słuchałem wszystkiego po trochu. Moje serce zawsze skłaniało się ku muzyce depresyjnej. Chodziłem na koncerty punkowe i była we mnie wściekłość i robiłem wiele rzeczy pod wpływem gniewu, ale tak naprawdę wynikało to po prostu z depresji, wiesz. Więc kiedy byłem młodszy, uwielbiałem ten agresywny klimat muzyki. Pomagało mi to jakoś sobie radzić. Ale zawsze chciałem pisać smutną muzykę. Nawet kiedy grałem w zespołach hardcore’owych, pisałem raczej smutniejsze utwory hardcore’owe. I w czasach, kiedy większość ludzi pisała pozytywne teksty o straight edge’u i o scenie ja pisałem raczej o moich wewnętrznych problemach. Było to więc swego rodzaju naturalne przejście, które ostatecznie doprowadziło mnie do punktu, w którym tworzę muzykę taką, jaką tworzę w Nothing. Po prostu zajęło to trochę czasu i wymagało pewnej nauki.

GS: A na „a short story of decay” pięknie łączysz te przesterowane gitary z delikatnymi shoegazeowymi brzmieniami. Czy taki był twój plan na ten album, a może przyszło ci to naturalnie?

DP: Wydaje mi się, że Nothing zawsze łączyło naprawdę ciężkie, potężne brzmienia gitarowe i mroczne pejzaże dźwiękowe z pogłosami oraz bogatym i cichym wokalem. Gdy pracowaliśmy nad tą płytą…wiesz, ja zawsze wracam do pierwszych czterech albumów Nothing. Odsłuchuję demo, które zazwyczaj nagrywam sam na dyktafonie z gitarą akustyczną i czystym wokalem, który jest naprawdę niedoskonały, naprawdę kiepski. Ja fałszuję. Moja gra na gitarze też nie jest świetna, Kiedy wracam do tych demo i porównuję je z nagraniami studyjnymi – mam wrażenie, że brakuje w nich odrobiny duszy. Tak jakbym podczas produkcji zmył z nich wiele tych emocji. Więc kiedy tym razem poszliśmy do studia nagraniowego, miałem to na uwadze i nie chciałem zbyt wiele z tego stracić. Ciągle przypominałem sobie, żeby zaakceptować niektóre z tych niedoskonałości i nie maskować wokalu i gitar zbyt mocnym pogłosem. Po prostu starałem się podjąć różne kroki, aby zachować tę szczerość w pisaniu piosenek.

GS: Ten album przypomina mi Cocteau Twins połączonych ze Slowdive. Jest piękny…

DP: Bardzo miło mi to słyszeć, dziękuję.

GS: Uważam ten zespół za twój solowy projekt, bo w przeszłości miało miejsce wiele zmian w składzie. A jaki jest muzyczny wpływ pozostałych muzyków?

DP: Zawsze spory. Dlatego nigdy tak naprawdę nie postrzegam tego projektu – mimo że w dużej mierze kręci się wokół mnie – jako projektu solowego. Dla mnie to zawsze była praca zespołowa. Założyliśmy Nothing z grupą muzyków, ale z upływem czasu ludzie podążają własnymi ścieżkami. Ale jak już wspomniałem, ten projekt stał się dla mnie czymś, na czym bardzo polegam jako sposobie na pokonanie moich demonów, na przetrwanie życia. Więc trzymam pochodnię, ale już wcześnie zacząłem zdawać sobie sprawę, że mam możliwość współpracy z tymi wszystkimi różnymi przyjaciółmi i muzykami. I oni mogą żyć w muzyce razem ze mną. Wszyscy pomagają. Każda płyta powstała dzięki pomocy i ciężkiej pracy zespołu. Nigdy nie byłem w tym sam i przez te wszystkie lata wiele się od wszystkich nauczyłem. Każdy, kto kiedykolwiek zagrał cokolwiek w Nothing, na zawsze pozostaje w tym projekcie razem ze mną.

GS: A dlaczego musieliśmy tak długo czekać na ten nowy album? Minęło już 5 lat. W międzyczasie nagrałeś wspólną płytę z Full Of Hell w 2023 roku, ale „A Short History Of Decay” to wasz pierwszy album od 2020 roku.

DP: Przed wydaniem „Great Dismal” w 2020 roku mieliśmy już na koncie cztery płyty wydane ciągu 10 lat. Co dwa i pół roku wypuszczaliśmy na rynek nowy album. I jak już wspomniałem, „Guilty of Everything” z 2014 roku powstało w pewnym sensie z desperacji – dźwigałem na barkach ogromny ciężar i musiałem się go pozbyć. Po tej płycie zmusiłem się niejako do tego, by po prostu nagrywać muzykę, bo to był kolejny krok, który należało zrobić. Po „Great Dismal” chciałem trochę się od tego odciąć i pisać wtedy, kiedy czułem, że muszę, tak jak to robiłem na początku. W tamtym momencie nie czułem już presji, by cokolwiek udowadniać. Dość mocno oddaliłem się też od mojego prawdziwego życia, bo: cztery płyty w ciągu dziesięciu lat, trasy koncertowe i cała reszta. Zepsułem wiele osobistych relacji w domu, miałem mnóstwo problemów, przed którymi uciekałem. Chciałem więc – po wydaniu „Great Dismal” – spróbować wrócić do mojego prawdziwego życia i spróbować nadać mu sens. No i zacząłem nagrywać płytę, kiedy czułem, że muszę. Nie wiedziałem, kiedy ją wydam: czy to będzie za 5 lat, za 2 lata, za 10 lat, a może już nigdy więcej. Ale gdzieś około 2023 roku coś zaczęło się krystalizować i zacząłem trochę pisać, a zanim się obejrzałem, nagrywaliśmy już „A Short Story of Decay”. Myślę więc, że w tej chwili nie chodzi o karierę. Prawdopodobnie właśnie tak do tego będę podchodził. Będę pisał tylko wtedy, kiedy będzie to dla mnie sensowne, kiedy będę tego potrzebował.

GS: Jesteś też założycielem i kuratorem shoegaze’owego festiwalu Slide Away. Jaka idea stoi za tą imprezą?

DP: Cóż, jest wiele powodów, dla których wziąłem się za organizację tej imprezy, a jednym z nich jest po prostu chęć posiadania jeszcze jedno twórczego zajęcia, które nie jest związane z Nothing. Wiesz, żyję, oddycham i jem Nothing 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. Nie ma dnia, żebym nie robił czegoś dla Nothing. I poświęcam na to sporą część mojej twórczej energii. I czasami to bywa męczące. To wyczerpujące, próbować sprawić, by Nothing pozostało aktualne i zachowywać jego autentyczność. Wiesz, Nothing jest od 15 lat projektem w stylu to w stylu „do it yourself”, więc pomyślałem sobie, że miło byłoby mieć inne twórcze zajęcie, w którym mógłbym po prostu używać mózgu w inny sposób, ale nadal utrzymywać go w ruchu. Od dawna nosiłem się z pomysłem zorganizowania tego rodzaju wydarzenia, gdzie można by zorganizować festiwal dla wielu pokoleń, celebrujący ten konkretny rodzaj brzmienia. Nie przywiązuję się zbytnio do gatunku shoegaze, ale bardziej do elementów tej muzyki, które skłoniły mnie do założenia zespołu Nothing, Nigdy nie było festiwalu, który w ten sposób celebrowałby zespoły czerpiące inspirację z tej muzyki, więc moim pomysłem było po prostu spróbować podkreślić wszystkie dekady tego brzmienia i zgromadzić je pod jednym dachem, tworząc społeczność ludzi, którzy mogliby się zjednoczyć z miłości do tych dźwięków.

A potem wszystko potoczyło się naprawdę szybko. Teraz poświęcam temu tyle samo czasu, co pracy nad Nothing, co bywa intensywne. Wiesz, w zeszłym roku podnieśliśmy poprzeczkę. W maju tego roku zagraliśmy sześć koncertów: dwa w Nowym Jorku, dwa w Chicago i dwa w Los Angeles, nie wspominając o kilku pojedynczych występach za granicą. Ale tych sześć koncertów w USA zgromadziło po 4 000 osób, a bilety na każdy wieczór zostały wyprzedane. Ponownie zaprosiliśmy Hum, ponownie zaprosiliśmy Chapterhouse, a do tego kilka innych zespołów, które dołączyły do składu. Te koncerty odbyły się w maju, a ja wydałem płytę w lutym, więc możesz sobie tylko wyobrazić, jaka to była presja. Musiałem pogodzić przygotowania do festiwali z kręceniem teledysków, promocją płyty, przygotowaniami do tras koncertowych, gadżetami i całą resztą. Łączenie tych dwóch rzeczy naraz to więc spory kawał pracy, ale wolę być zajęty niż nie mieć nic do roboty. Bardzo się cieszę, że wszystko idzie dobrze, i po prostu chcę dać ludziom coś, czym będą mogli się cieszyć.

GS: Czy masz pomysły na utwory do nowego albumu zespołu Nothing?

DP: Tak, całkiem regularnie komponuję nowe utwory, odkąd wydaliśmy „A Short Story Of Decay”, co jest raczej rzadkością w Nothing. Zazwyczaj po tym, jak skończymy nagrywać płytę i zaczynamy trasę koncertową, ostatnią rzeczą, o której chcę myśleć, jest muzyka. Ale gram z obecnym składem i to sprawia, że jestem naprawdę podekscytowany tym, co ten zespół może osiągnąć i dawno tego nie czułem. Tak więc, jak powiedziałem, piszę wtedy, kiedy czuję, że to właściwy moment. Nie trzymam się żadnego harmonogramu ani wytycznych. Kiedy czuję, że dobrze mi się pisze, wtedy to robię. I to w zasadzie wszystko. Tak, mam kilka pomysłów, ale na razie nie mam żadnych konkretnych planów.

NOTHING (support: Hammok)

01.09.2026 / Warszawa, Hydrozagadka

BILETY: https://bit.ly/NOTHING_WWA

Punkty sprzedaży: www.winiarybookings.pl, Going, Empik Bilety, Eventim, Ebilet, Ticketmaster

Powiązane materiały

Nothing More / Warszawa, Progresja / 16.11.2025
Galeria

Nothing More / Warszawa, Progresja / 16.11.2025

Amerykańska grupa Nothing More zagrała swój piąty koncert w naszym kraju - w warszawskim klubie Progresja. intensywną energię z głębokim przekazem. Ich muzyka to mieszanka potężnych riffów, chwytliwych refrenów oraz progresywnych brzmień, które przyciągają zarówno fanów rocka alternatywnego, jak i klasycznego. Organizatorem koncertu była agencja Live Nation Polska.

Nothing More zagra w Warszawie
News

Nothing More zagra w Warszawie

16 listopada to data warszawskiego koncertu amerykańskiej grupy Nothing More w klubie Progresja.

Nothing But Thieves ponownie zagrają w Warszawie
News

Nothing But Thieves ponownie zagrają w Warszawie

Brytyjska grupa zagra 10 lutego 2025 w warszawskim Torwarze.

Galeria

Nothing But Thieves / Warszawa, EXPO XXI / 07.04.2022

 

Nothing But Thieves wrócą do Warszawy
News

Nothing But Thieves wrócą do Warszawy

Brytyjczycy z Nothing But Thieves zagrają 7 kwietnia 2022 roku w warszawskim Centrum EXPOXXI.

nothing.nowhere wróci do Warszawy
News

nothing.nowhere wróci do Warszawy

Nie udało się w szalonym 2020 roku, ale polscy fani nothing,nowhere. mają w końcu powody do zadowolenia. Tworzący pod tym pseudonimem Joe Mulherin zagra swój koncert w warszawskiej Proximie 10 lutego 2022.

Cloud Nothings wystąpi w Warszawie
News

Cloud Nothings wystąpi w Warszawie

Po 3 latach od ostatniego koncertu Cloud Nothings w Polsce zespół powraca z nowym albumem “The Shadow I Remember”. Amerykanie wystąpią na jedynym koncercie 11.03.2022 w warszawskiej Hydrozagadce.

Nothing - The Great Dismal
Recenzja

Nothing - The Great Dismal

Amerykańska grupa Nothing zakończyła 2020 rok premierą znakomitego albumu "The Great Dismal", który jest jednym z kandydatów do miana albumu mijającego roku.

Nothing But Thieves - Moral Panic
Recenzja

Nothing But Thieves - Moral Panic

Nothing But Thieves to zespół, który wyrobił sobie mocną pozycję na scenie alternatywnego rocka. Istnieje od ośmiu lat, a jego dwa poprzednie studyjne albumy narobiły szumu. Trzecia płyta wpasowuje się w panujący w tym roku ogólny klimat swoją tematyką i zacięciem społecznym. Myślę, że może się to spodobać sporej grupie osób.

Nothing But Thieves zapowiadają nową płytę
News

Nothing But Thieves zapowiadają nową płytę

23 października ukaże się nowy album grupy Nothing But Thieves zatytułowany "Moral Panic".

nothing.nowhere zagra po raz drugi w Warszawie
News

nothing.nowhere zagra po raz drugi w Warszawie

nothing.nowhere przyjedzie po raz drugi do Warszawy i wystąpi 11 grudnia w klubie Proxima.

Cloud Nothings
Wywiad

Cloud Nothings

9 lutego w warszawskim klubie Pogłos odbędzie się jedyny polski koncert amerykańskiej grupy Cloud Nothings. Z tej okazji jej lider Dylan Baldi porozmawiał z naszym wysłannikiem Jakubem Oślakiem.