Paula Roma

WywiadGrzegorz Szklarek / foto: Dominika Ciechowska
Paula Roma

Paula Roma wydała niedawno nową czwartą już płytę studyjną zatytułowaną "Z Resztek". Artystka opowiedziała nam między innymi o kulisach powstania tego wydawnictwa.

GS: Zauważyłem, że masz szybkie tempo wydawania płyt. Pamiętam: kiedy rozmawialiśmy półtora roku, powiedziałaś mi, że pracę nad trzecim krążkiem wcześniejszym albumem zaczęłaś tuż po premierze drugiej płyty. A jak było w przypadku najnowszego albumu?

PR: „Z Resztek” miała ze mną najtrudniej, a ja z nią. Pracowałam nad tym materiałem prawie dwa lata, bez dwóch miesięcy. I jeszcze po drodze urodziłam synka i miałam duży brzuch i to wszystko. I po drodze była premiera mojej poprzedniej płyty „Ta co płynie z miłości”. Jeżeli chce się być widocznym na rynku to musisz utrzymywać tempo wydawnicze. I to nie ma nic wspólnego z wyższą sztuką. Tak po prostu jest. Nikt mnie nie zmuszał do wydawania co dwa lata. Ja sama się na to godzę, a wręcz proponuję mój kalendarz wydawniczy. Po prostu biorąc pod uwagę to, że chcę utrzymać jakość moich piosenek w czasach pełnych pośpiechu, to wydawać albumy musze mniej więcej co dwa lata. I widzę, że nowy album ładnie się uplasował na OLIS. Teraz czuję, że to tempo, które sama sobie narzuciłam było słuszne. Aczkolwiek po czwartym albumie pierwszy raz mówię „pas” i nie wchodzę za dwa tygodnie do studia, tylko daję sobie minimum pół roku na rozegranie promocyjne tego albumu, poczucie tej płyty. Ja po każdym albumie żyłam w niedosycie. Być może dlatego, że one się na siebie nakładały. Więc teraz troszeczkę inaczej do tego podejdę. Potrzebuję teraz pół roku promowania koncertów, trasy jesiennej, w ogóle grania tego materiału. Potrzebuję wycisnąć też ze dwa single co najmniej. Więc pod koniec lipca będziemy wypuszczać singla jeszcze jednym numerem. Czuję, że nie wyciskałam z moich poprzednich płyt tyle, ile bym mogła. Może świadomie, może po prostu byłam głodna nowej muzyki, a teraz ten nowy album mnie satysfakcjonuje. Chyba najbardziej ze wszystkich dotąd wydanych. I jestem w bardzo dobrym momencie życia. Jestem taka bardzo spełniona na wielu polach, także prywatnym i myślę, że dlatego nie rzucam się od razu do studia nagraniowego

GS: Ale myślę, że też musiałaś mieć coś do przekazania słuchaczom, bo na pewno nie pomyślałeś sobie, że nagrasz płytę nie mając w głowie tego, o czym będziesz chciała śpiewać?

PR: Dobrze mówisz. Nigdy nie było tak, że wchodziłam do studia i mówiłam: „A, nagram sobie piosenki”. To w ogóle nie jest mój styl życia. Od wielu lat utrzymuję się tylko z muzyki. To nie jest takie proste, jakby się mogło wydawać. Wiek dojrzałości przekroczyłam w wieku 30 lat. Zostałam mamą. To nie była kwestia wieku, ale takiego „kliknięcia” w głowie. To dużo zmieniło i myślę po prostu, że w pewnym momencie zaczęłam traktować tworzenie muzyki bardzo poważnie. Oczywiście pielęgnując w sobie tę cząstkę radości, pasji i tak dalej. Ale to już nie było dla mnie takie proste, że sobie pójdę do studia, coś pośpiewam i nagram płytę. Wyobrażam sobie, że kiedy malarz tworzy obraz to nie ma w zamyśle tego, że dzisiaj sobie namaluje ładny domek. Tylko za tym idzie coś więcej. Ja chyba po prostu jestem takim malarzem. Przynajmniej marzę o tym, żeby takim być. Nie chcę, żeby to zabrzmiało, że się kreuję na kogoś, tylko próbowałam rzucić tę muzykę już z 15 razy. Za każdym razem, gdy wydawałam płytę, byłam tak jakoś psychicznie zawiedziona, zmęczona, miałam oczekiwania, do których nie doskakiwałam, że po każdym razie mówiłam sobie: „Dobra Paulo, już idź sobie do wytwórni, pracuj, rób coś innego”. I po każdym dołku na szczęście przychodził taki kilkutygodniowy szybki wzlot do góry. Od lat prowadzę ze sobą monolog wewnętrzny i wierzę w to, że ta cząstka mojej wrażliwości może się tylko tak spełniać. I sprawdziłam to, bo przez kilka miesięcy nie robiłam, nie tworzyłam i byłam nieszczęśliwym człowiekiem. Więc ja po prostu urodziłam się, żeby tworzyć. Jakkolwiek patetycznie by to nie zabrzmiało.

GS: Ale też zauważyłem, że zmieniłaś trochę język swoich tekstów na „Z Resztek”. On się stał taki bardziej trochę przyziemny. Zaczęłaś używać takiego slangu, momentami młodzieżowego. Na przykład „pójdę na siłkę, zrobię formę życia”. Z czego wzięła się ta zmiana? Bo tu z jednej strony mówisz o dojrzewaniu. Stajesz się coraz bardziej dojrzałą kobietą, ale jednocześnie nawiązujesz do języka pokolenia Z.

PR: Mam sporo znajomych o dużym przekroju wiekowym. Ze strony mojego męża jest dużo osób 40-50+, że mojej strony 30+ i jeszcze ze strony mojej rodziny to jest 20+ i nawet 18+. Ja też piszę piosenki dla wielu młodszych osób, debiutantów i zauważam różnice językowe. Ja jestem w ogóle wyczulona na język po studiach dziennikarskich. Sporo osób mi mówi, że za bardzo się czepiam słowa, ale to nie jest tak, że się go czepiam, tylko uważnie je filtruje. Więc gdy piszę tekst, to nie jest nigdy tak, że: „to zdanie pasuje, bo się rymuje”. Pamiętam, że gdy pisałam tekst utworu „Więcej czasu na miłość” to było to trudne zadanie i bardzo trudny tekst. Miałam cały refren i o tej siłowni właśnie, bo do tego tam płynę w tym słowotoku. Generalnie w mojej głowie ta piosenka i ta płyta były wtedy w kryzysie. I stwierdziłam, że poszukam zdania, które będzie bardziej uliczne, ale będzie moje. I stąd właśnie_ „pójdę na siłkę, zrobię formę życia”_. Mój mąż chodzi na siłownię i zawsze mówi, że pójdzie na „siłkę”. Więc fragment ten pochodzi z mojego domu, a więc jest to takie bardzo bliskie mi zdanie. A odpowiadając na Twoje pytanie. Zmieniłam sposób pisania tekstów, ale nie pozbywając się, mam nadzieję, Pauli Romy. Ale zrobiłam świadomy zabieg, bo czułam, że moja twórczość jest trochę za stara jak na mój język, którym teraz operuję, że jest trochę już zbyt podobna, trochę zbyt poetycka. I postanowiłam zrobić sama ze sobą eksperyment, że skoro ja używam pewnych zwrotów, to dlaczego by nie spróbować ich wpleść, skoro są moje. I dlatego zaczęłam trochę tym językiem ulicznym operować.

GS: Po poprzedniej płycie spodziewałem się, że pójdziesz bardziej w stronę jeszcze mocniejszego grania wywodzącego się z blues rocka. Tymczasem na nowej płycie poszłaś w stronę soulu/popu. Czy to było zaplanowane, czy po prostu to był taki naturalny u Ciebie kierunek?

PR: Naturalnie, ale i trochę zaplanowane, bo szukałam otwarcia mainstreamowego. Tworzyłam czwartą płytę, a trochę czułam, że stoję w miejscu, mimo że fanów przybywało, sprzedawałam koncerty i czułam się spełnioną artystką. Pomimo to czułam niedosyt, że przydałoby się coś nowego zaprezentować na tym czwartym albumie, wyjść bardziej do ludzi. Gdzieś tam chciałam wystąpić na jakimś dużym festiwalu, tu ktoś mnie próbował wcisnąć na jakąś imprezę i dostawałam jedną zwrotkę, że trochę jestem za mało znana, jeszcze trochę za mało znana. Ja sobie myślałam: „Ja pierdzielę, nagrałam cztery albumy, czy ja muszę otworzyć cyrk i stawać na głowie, żeby być bardziej znana?”. Skoro mnie nie chcecie wpuścić w pewne miejsca, to ja nie stanę się nagle znana. Na pewno wiesz o tym, że żeby być znaną, to muszą cię tam wpuścić. Twoja twarz musi się opatrzyć i wtedy jesteś bardziej znana. No więc skoro ktoś cię nie chce wpuścić do najważniejszych festiwali rozpoznawalności w branży, no to nie staniesz się bardziej znana. Więc stwierdziłam: OK, to zrobię sobie znowu taki eksperyment. To wszystko z takiej odwagi wynika też. Stwierdziłam, że skoro zostałam mamą, to ja sobie pozwolę na rzeczy, na które bym sobie w życiu nie pozwoliła. No i faktycznie przed dzieckiem moim założeniem na ten czwarty album było to, że nagram krążek jeszcze głębszy, bluesowy, Trudniejszy, taki w ogóle mało już dostępny, Pewnie mainstreamowy. Ale coś się zmieniło, kiedy urodziłam synka. Nowa płyta jest moim ostatnim wydawnictwem na kontrakcie w Warner Music Poland więc stwierdziłam: „OK, to mój ostatni album dla nich, więc spróbujmy zrobić coś innego”. Dlaczego mam nie spróbować wydać się trochę bardziej popowo, skoro mam za sobą dużą wytwórnię, która w popie się lubuje. Warner był zachwycony tym pomysłem, no bo wiadomo, że pop. Spróbowałam tego popowego kierunku i nie żałuję. Nie był to błąd. Człowiek się uczy. Nauczyłam się bardziej popowego songwriterstwa, poznałam multum fajnych ludzi, z których wyniknęło wiele sesji i nawet dostałam więcej pracy kompozytorskiej z tego powodu, ale nie czuję, żeby to była Paula Roma. Chodzi mi po prostu o to, że do mojej wrażliwości bardziej dopasowana jest jednak muzyka klasyfikowana jako trochę bardziej alternatywna, choć nie uważam, żeby była alternatywą. Uważam, że ja cały czas balansuje na styku popu oraz soulu i wyrzuciłam bluesa z tej płyty. Tutaj słychać go może w dwóch kompozycjach.

GS: Tekst utworu „Luźny XXL” opowiada o tym, że nie przykładasz większej wagi do opinii dziennikarzy i branży…

PR: Już nie. W sensie to jest bardzo ważne, jak debiutujesz i jak starasz się o uwagę. Ja się bardzo starałam, ale wydaje mi się, że właśnie im bardziej się starałam, tym gorzej wychodziło. Wydaje mi się, że im bardziej się staram mówić: „spójrzcie na mnie, ja tu jestem, taka jestem, to robię, tak śpiewam, tak piszę” to jest to robione na siłę. Wydaje mi się, że ci, co robią rzeczy naprawdę prawdziwe i piękne, nie szukają atencji na siłę, tylko naturalnie ona ich znajduje. Ja odpuściłam przy tej płycie i czuję, że ona idzie chyba właśnie najlepiej promocyjnie i najlepiej nam ogólnie rezonuje w mediach. Może dlatego, że mówię szczerze, że ona jest niewygodna, że było parę potyczek po drodze, że szukaliśmy radia popowego, a radio powiedziało, że nie. I myślę, że droga tej płyty myślę, mimo wszystko jest bardzo spójna, bo te piosenki popowe wciąż mają swój sznyt, bo ja wcale daleko nie odbiegłam od Pauli Romy i nie jestem nagle Paulą Romą wersja IV. Tylko wciąż jestem sobą. Ja po prostu używam innych środków produkcji, ale na poziomie tekstu i melodii wciąż pozostałam sobą. Mimo wszystko to nie wystarczyło, żeby do tego mainstreamu się przebić. Tak sobie myślę po tej płycie. Mam dużo takich przemyśleń. Wspaniale, że się spotykamy trochę po premierze, bo już trochę wystygłam, że tak powiem, emocjonalnie. Mam też takie przemyślenie, że ten album najmocniej zamocował mnie w grupie tych artystów, w której zawsze chciałam być, czyli artystów którzy nie idą na skróty, nie szukają poklasku na siłę, nie robią tego w chamski sposób. Chyba po prostu na tyle dojrzałam, że nie chcę na siłę tracić siebie. Nigdy nie chciałam, ale teraz jeszcze bardziej nie chcę tracić siebie kosztem, żeby mieć przebój

GS: To też pokazuje, że ludzie jednak szukają muzyki, która jest inna niż ten popowy mainstream, który leci w rozgłośniach i nie rozróżniasz kto właśnie śpiewa. W twoim przypadku jest tak, że pomijając Twój wokal, który jest charakterystyczny przynajmniej dla mnie, ale nawet muzyka jest taka, że wyróżnia Ciebie.

PR: I to jest piękne. Szukałam tego przez 6 lat. Wiesz, ile ja napisałam złych piosenek? Ile ja napisałam słabych tekstów, ile napisałam słabych melodii, żeby znaleźć ten swój sznyt? Bardzo często debiutanci, którzy przychodzą do mnie po piosenki mówią mi, że chcą być jak Mrozu czy Sanah. I ja im mówię, że wchodzenie do studia z takim założeniem nie ma sensu. Mówię tej osobie: „Bądź sobą, znajdź siebie”. Daj mi oczywiście odnośniki, bo tak się łatwiej rozmawia. Pokaż mi, co Ci się podoba w tej piosence u Mroza. Pokaż mi, co Ci się podoba w tej piosence u Kasi Sochackiej. A w tej piosence u hip-hopowego Sokoła. Mnie nigdy przez myśl nie przyszło, być jak ktoś. I może dlatego to, co powiedziałeś, jest dla mnie tak bardzo cenne, że ja naprawdę przez 6 lat szukam swojego języka za wszelką cenę, nawet kosztem sprzedaży cyferek. To ma swoją cenę. To jest też ostatnio sobie uświadomiłam.

GS: Czy jako autorka tekstów też myślisz o tym, żeby odbiorcy utożsamiali się z Twoimi problemami, marzeniami, czymkolwiek, o czym śpiewasz?

PR: Na początku tworzenia utworów - nie. Większość moich piosenek powstaje pod wpływem impulsu wywołanego na przykład czymś co przed chwilą się wydarzyło w moim życiu. Nie mam innego sposób na ujście emocji niż napisanie o tym utworu. Po najpierw piszę własną historię, którą czuję, a potem jak już ona powstaje, bo jestem w amoku, czytam i sobie myślę: „Ciekawe, czy ktoś jeszcze tak ma?”. Pewnie tak. A potem, jak już napiszę jakąś miłosną historię albo o stracie, to jestem już pewna, że ktoś tak miał. Więc myślę o odbiorcach, ale nie na początku tego łańcucha kompozytorskiego.

GS: Jakich jeszcze wyzwań szukasz jako artystka? Może muzyka filmowa?

PR: Bardzo chciałabym coś dla Netflixa napisać. Bardzo bym chciała zrobić piosenkę, a może nawet całą ścieżkę dźwiękową do serialu. Na pewno chciałbym trafić na ekran z moją muzyką. To jest moje nowe marzenie w 100% i myślę, że prędzej czy później dojdę do tego, tylko muszę się zebrać w sobie na odwagę, bo przez lata myślałam, że jeszcze nie jestem gotowa, ale teraz przyszedł bardzo dobry moment.

Powiązane materiały