Protomartyr

WywiadGrzegorz SzklarekProtomartyr
Protomartyr

Pochodząca z Detroit grupa Protomartyr wydała nowy album "Hotel Usona". Jest to płyta, na której zespół mierzy się z niepokojami i problemami współczesnego świata. O kulisach powstania tego wydawnictwa porozmawialiśmy z jej wokalistą i autorem tekstów Joe Caseyem.

GS: Dwa miesiące przed premierą nowego albumu Protomartyr „Hotel Usona” w sieci ukazała się oryginalna zapowiedź tej płyty autorstwa Iggy’ego Popa, w której porównał Was do Jezusa i stwierdził, że krążek nasuwa mu skojarzenia z operą „Tristan i Izolda” Ryszarda Wagnera. Kto wpadł na tak znakomity pomysł zaproszenia Iggy’ego Popa do tej akcji?

JC: Słyszeliśmy, że Iggy lubi nasz zespół, a my szukaliśmy kogoś ciekawego, kto napisałby wstęp do albumu. Zasugerowano nam, żebyśmy się z nim skontaktowali, a on dostarczył ten tekst całkiem szybko. Uznaliśmy, że to wystarczy w obecnej postaci, ale wytwórnia uznała, że potrzebujemy czegoś, co wyjaśni ten album nieco dokładniej niż to, co on napisał. I w ten sposób Iggy napisał ten dłuższy tekst, o którym wspomniałeś. To jedna z tych radości bycia w zespole takim jak Protomartyr, że czasami przytrafiają się nam takie miłe sytuacje. I po prostu trzeba czuć się szczęśliwym, że miało się okazję, by coś takiego się wydarzyło.

GS: Poza tym Iggy to również Wasz ziomek z Detroit.

JC: Zgadza się. To jedna z tych sytuacji, w których nigdy nie wiadomo, kto cię lubi. A więc prowadząc swoją audycję radiową w BBC 6 puszczał nasze utwory znacznie częściej niż ktokolwiek wcześniej w jakiejkolwiek stacji radiowej (śmiech). Wydaje mi się mi się, że trafił w dziesiątkę, kiedy porównał ten album opery Wagnera. Myślę, że miał na sekcję dętą, która jest na tej płycie.

GS: A czyj to był pomysł, żeby na tym albumie umieścić sekcję dętą, która brzmi tam rewelacyjnie?

JC: To wszystko zasługa naszego gitarzysty Grega Ahee. Powiedziałbym, że na „Hotel Usona” był dyrektorem muzycznym zespołu. Ma też ucho producenta. Przy pracy nad każdą płytą Protomartyr wpadają mu do głowy pomysły, które na początku zawsze brzmią dziwnie. Na przykład przy poprzednich płytach mówił: „Chcę tu wykorzystać gitarę pedal steel”. A przecież nigdy wcześniej nie pisał utworów na ten instrument. A tu okazywało się, że był to świetny pomysł. I właśnie podczas pracy nad „Hotel Usona” słuchał mnóstwo muzyki z instrumentami dętymi i wiedzieliśmy już, że to będzie właśnie ten album, na którym to się wydarzy (śmiech)

GS: Czy zgodzisz się z moją opinią, że ten album jest jak dotąd najbardziej złożoną i dojrzałą płytą Protomartyr?

JC: Cóż, to zdecydowanie złożona płyta, biorąc pod uwagę ilość pracy, jaką Greg włożył w skomponowanie tej muzyki. Bo w tym przypadku musiał przez jakiś czas pracować w pojedynkę, ponieważ zarówno perkusiście Alexowi, jak i mnie, mniej więcej w tym samym czasie, urodziły się dzieci. W związku z tym nie moglibyśmy pomagać Gregowi w kierowaniu tym wszystkim tak, jak to robiliśmy w przeszłości. Chodziło więc o to, żeby dać mu trochę spokoju na jakiś czas, mniej więcej na rok, i zobaczyć, co z tego wyjdzie. A on wrócił z tym wielkim projektem. „Hotel Usona” to rzecz chyba najbardziej zbliżona do albumu koncepcyjnego, jaką kiedykolwiek zrobiliśmy.

GS: Podoba mi się to, że pierwszy utwór zatytułowany „The Old Hotel” jest bardzo spokojny, z bogatym brzmieniem gitar i stanowi swego rodzaju wprowadzenie do atmosfery, która panuje w kolejnych kilku utworach.

JC: Nie chcę się chwalić, ale całkiem nieźle nam idzie pisanie utworów otwierających płyty, które w pewnym sensie nadają ton całym wydawnictwom. I „The Old Hotel” jest, jak sądzę, idealnym tego przykładem. Zazwyczaj wygląda to tak, że Greg ma jakiś utwór, który będzie otwierał płytę i piosenkę, która powinna pojawić się na końcu. Zawsze zastanawiamy się, jak kompozycje będą pasować do klasycznej długości albumu, czy to na końcu strony A, czy na początku strony B. Robimy tak w zasadzie od czasu naszej drugiej płyty, więc zawsze mieliśmy na uwadze płynność albumu.

GS: A skąd w ogóle wziął się ten pomysł na „Hotel Usona” zbudowany z tych oddzielnych pokoi i kilku gości. To bardzo ciekawe.

JC: Jakiś rok przed rozpoczęciem pracy nad tą płytą powiedziałem Gregowi: „Zamierzam napisać o jakimś budynku, czy czymś w tym rodzaju”. To była jedna z tych sytuacji, w których pomyślałem: „W ten sposób będę miał ramy, w których będę mógł pracować”. Następnie po kilku tygodniach: „O, to jest płyta, na której napiszę o…”. Miałem nadzieję, że będzie to wydawnictwo o bardzo dziwnym, kapryśnym hotelu. A potem pojawiły się codzienne wiadomości i zła sytuacja na świecie. Miałbym wrażenie, że nie mówię o tym, co jest oczywiste, gdybym nie poruszył tematu tego, co dzieje się teraz wokół nas. Pomyślałem więc sobie: _„No cóż, wygląda na to, że ten hotel w pewnym sensie stanie się symbolem Ameryki”._To pomogło mi w pisaniu. Każdy utwór odpowiada osobnemu pokojowi nawiedzanemu przez różne lęki i problemy społeczne.

GS: Myślę, że ten „Hotel Usona” mógłby powstać na przykład również w Polsce. Mamy tu teraz praktycznie te same problemy.

JC: Z mojego skromnego rozeznania w świecie i z moich podróży wynika, że powstał Protomartyr problemy, które miały miejsce w Detroit, występowały w całej Ameryce i są obecnie powszechne na całym świecie. Jeśli więc zauważysz coś nie tak u siebie pod nosem, istnieje duże prawdopodobieństwo, że to samo dzieje się również 1 000 mil stamtąd.

GS: A jaka jest różnica między komponowaniem krótszych utworów na poprzednich albumach, a dłuższych piosenek na nowej płycie? Czy mieliście z tym jakieś problemy?

JC: W przypadku krótszych piosenek oczywiście są one nieco łatwiejsze do napisania, bo trzeba w ich tworzenie włożyć mniej wysiłku. Wcześniej staraliśmy się upchnąć w nich tyle, ile tylko się dało, wykorzystując tę przestrzeń, jaką mieliśmy w tych utworach. Próbowaliśmy to wszystko zrobić w 2 minuty. Dlatego czasami myślałem, że spróbuję wstawić w dwuminutowym utworze tyle tekstu, ile tylko się da. A więc mając trochę więcej wolnej przestrzeni mówiłem sobie: „Ok, nie muszę… mam czas, żeby przejść do sedna”. Co jest dobre, ale z drugiej strony chcesz też upewnić się, że tekst i to co chcesz przekazać płynnie rozwijają się w trakcie utworu. Dlatego już teraz przeraża mnie myśl o graniu niektórych z nowych kompozycji na żywo i zapamiętywaniu, w którym miejscu piosenki właśnie jesteśmy i co próbuję przekazać. Ale zawsze kieruję się tym, co muzyka mi podpowiada – o czym powinienem pisać albo jak śpiewać. I kiedy piosenka składa się z 4 lub 5 różnych części, to naprawdę w pewnym sensie pozwala ci to podążać za emocjami utworu i za tym, dokąd on podąża.

GS: A jak zamierzacie zagrać ten album na żywo z tą sekcją dętą?

JC: Dobre pytanie. Właśnie nad tym intensywnie pracujemy – próbujemy wymyślić, jak to zrobić. Mam wrażenie, że w przeszłości na każdej płycie była jakaś piosenka, przynajmniej jedna, przy której myśleliśmy: „O, to byłoby bardzo trudne do zagrania na żywo bez dodatkowego członka zespołu”. A potem dołączył do nas dodatkowy muzyk i okazało się, że przydałby się nam drugi dodatkowy, przydałoby się ich więcej. Na przykład na ostatniej płycie jest utwór „Rain Garden”, którego nigdy nie graliśmy na żywo, bo wydawał się zbyt skomplikowany. A teraz mamy album pełen takich utworów. Mamy więc nadzieję znaleźć ludzi, którzy potrafią grać na instrumentach dętych i spróbować to wdrożyć. Naszym głównym zamysłem jest pozyskanie dodatkowego członka zespołu, a potem kogoś, kto potrafi grać na instrumentach dętych. Dalej: chcemy sprawdzić co da się przekształcić na partie klawiszowe, a co na inne instrumenty. Ale to już problem Grega. Nie muszę się tym martwić.

Powiązane materiały