Black Label Society - Engines Of Demolition

RecenzjaBlack Label SocietyMNRK Music Group/PIAS2026
Black Label Society - Engines Of Demolition

12 album Black Label Society “Engines Of Demolition” ukazuje się po najdłuższej przerwie wydawniczej w historii zespołu.

Powody tego stanu rzeczy są raczej oczywiste - w 2022 roku Zakk Wylde ruszył w trasę z reaktywowaną grupą Pantera. W trakcie jej trwania zaczął powstawać materiał, którego pisanie ukończył dopiero w ubiegłym roku, natomiast pierwsza zajawka płyty pojawiła się jeszcze w 2024 roku w postaci singla z kompozycją “The Gallows”. A jak prezentuje się reszta płyty?

Jak zwykle w przypadku BLS dostajemy zestaw sabbathowo brzmiących numerów, z podpinką bluesową, osadzonych (choć już coraz mniej) w duchu południa Stanów Zjednoczonych i naznaczonych pewną przebojowością. Tak jest chociażby w otwierającym “Name In Blood”, gdzie słowa refrenu, to jedna z kolejnych chwytliwych fraz w dorobku zespołu. Zaskakuje natomiast solo Zakka, który bardzo brzmieniowo zbliżył się tutaj do… Slasha. Natomiast w przypadku “Gathered Of Souls” mamy już do czynienia z pewną wtórnością. Wystarczy sięgnąć po płyty zespołu sprzed chociażby dekady, by sprawdzić, które patenty Zakk postanowił tu powielić. Znacznie lepiej wypada natomiast wolno-bujający “The Hand Of Tomorrows Grave”. Z kolei balladowe “Better Days & Wiser Times” przypomina “Wild Horses” The Rolling Stones, a jednocześnie brzmi jak odrzut z… “Use Your Illusion” Guns ‘N’ Roses. Wspomniany już wcześniej “The Gallows” nie odbiega specjalnie od stylistyki zespołu, aczkolwiek ozdobiła go bodaj najzgrabniejsza solówka z całej płyty. Udanie wybrzmiewa natomiast kowbojsko-barowe “Back To Me”. Bez napinki, na luzie i dzięki temu - po prostu wiarygodnie. Solówka tym razem trochę za popisowa, ale w tym Wylde nigdy nie miał umiaru. Chóralnymi wokalami zaskakuje z kolei dość kwadratowy “Pedal To The Floor” (i oczywiście typowym zakkowym solem). Najlepiej w całym zestawie wypada jednak “The Stranger” - zwarty, zagrany w zmiennych tempach i ze zdecydowanie najlepszą solówką, wręcz porywa. Ale najważniejszą piosenką na płycie jest zdecydowanie “Ozzy's Song”, który powstał ponoć tuż po pogrzebie Księcia Ciemności. I tak jak ckliwych, fortepianowo-gitarowych ballad Zakka można się czepiać, tak tutaj dość beatlesowski aranż ujmuje, a nieco wywalista gibsonowa solówka tym razem dopełnia. Poruszający hołd dla zmarłego przyjaciela, mentora i… szefa.

“Engines Of Demolition” nie polepszy dyskografii Black Label Society, bo w dużej mierze zawartość albumu odpowiada jego okładce, natomiast najbardziej zagorzałym fanom zespołu powinna przypaść do gustu.

MACIEJ MAJEWSKI

Powiązane materiały