No Limits

WywiadGrzegorz SzklarekAnna Mączyńska / Maciej ŁyszkiewiczAgencja Muzyczna Polskiego Radia
No Limits

Istniejąca od blisko 40 lat trójmiejska grupa No Limits po 14 latach fonograficznej ciszy powróci w tym roku z nową płytą. Jej pierwszą zapowiedzią jest singel "Neonem Być". Jest to inteligentny pop z soulem, lekkim jazzem i groove’em. Brzmienie jest świeże, ale słychać w nim DNA zespołu – przestrzeń, emocję i świadome granie. Z okazji premiery tego utworu wywiadu udzielili nam: wokalistka Anna Mączyńska oraz kompozytor i klawiszowiec Maciej Łyszkiewicz.

GS: W jakich okolicznościach powstał pomysł na reaktywację No Limits?

MŁ: Mieliśmy spotkanie na 30-lecie zespołu No Limits i wówczas zagraliśmy koncert. Kiedy Ania przyjechała zgodziła się zaśpiewać z nami. Okazało się przy okazji prób, ale też naszych wspólnych rozmów, że nadal jest pomiędzy nami pozytywna energia. Przypomnę, że są z nami muzycy, którzy wówczas grali na pierwszej płycie „No Movie Soundtrack”. Okazało się, że kiedy się spotykamy się po latach, mamy o czym rozmawiać, jest wspólny energetyczny zapłon i chęć do tego, żeby coś razem robić. I w zasadzie myślę, że to wyszło w sposób naturalny, bez jakichś wielkich planów. Kierujemy się emocjami, tym, co odczuwamy.

GS: Ale od razu postanowiliście nagrać płytę?

MŁ: To był proces. Najpierw zaczęliśmy grać pojedyncze koncerty, na których prezentowaliśmy głównie „The Best of” No Limits z poprzednich albumów. I zaczęliśmy się zastanawiać: „dlaczego gramy tylko i wyłącznie te starsze rzeczy?”. Czy nie jest to jednak trochę odcinanie kuponów od przeszłości. I tutaj padło pytanie, myślę, do mnie skierowane, czy nie można byłoby pomyśleć o jakichś nowych piosenkach, jako że jestem autorem muzyki. I zabrałem się za ten temat. Z jednej strony zacząłem szukać nowych pomysłów, a z drugiej strony za eksplorowanie ciekawych tematów w swoich archiwach. Bo prawda jest taka, że kiedy nagrywałem w przeszłości z innymi muzykami często było tak, że coś się robiło, a później odkładałem dany utwór do szuflady mówiąc, że kiedyś się może go wykorzysta przy jakiejś innej okazji. I ta lista z roku na rok sukcesywnie się powiększała. Obecnie mam jakieś 300-400 piosenek, które gdzieś tam leżą, są nagrane w jakichś lepszych albo gorszych wersjach.

Wracając do No Limits: zaczęliśmy pracę nad nowym materiałem od trzech piosenek, które ćwiczyliśmy na próbach. Są to: „Neonem Być, „Dosyć” oraz „Nikt i Nic”. Każda z nich z pięknymi tekstami Ani Męczyńskiej, dla której nie był to debiut w roli autorki słów, bo wcześniej już pisała teksty do piosenek, ale myślę, że to były dla niej bardzo osobiste wyznania. I najpierw były te trzy utwory, które nagraliśmy w Custom 34, a później zmiksował je Kuba Wypler.

Następnie zabraliśmy się po roku za stworzenie kolejnych piosenek, bo okazało się, że te utwory podążają w fajnym kierunku. Na płycie łącznie będzie jedenaście kompozycji. Album ma zakończyć utwór instrumentalny, w którym pojawi się gość specjalny i to będzie Marcin Iszora, który śpiewał kiedyś „On The River”. Chociaż powiedział do mnie, że nigdy drugi raz nie wchodzi się do tej samej rzeki, ale udało mi się go przekonać do pojawienia się symbolicznego na nowym albumie. Spojrzałem na zdjęcie No Limits z 90-tych lat i tak sobie pomyślałem, że w zasadzie oprócz świetnego realizatora i producenta Tomka Bonarowskiego, który już nie żyje, to my wszyscy nadal tworzymy ten zespół.

GS: Wydaliście nowy singel „Neonem Być”. Co skłoniło Cię do napisania tego tekstu?

AM: Tę melodię usłyszałam dawno temu i ona absolutnie chodziła za mną przez wiele lat i prosiłam Maćka, żeby się zwrócił ku temu utworowi po raz drugi. Po raz pierwszy był bowiem stworzony na potrzeby „maćkowego” projektu Łyczacza. Jednak nigdy się ta piosenka nie ukazała.

MŁ: Później rozmawiałem jeszcze z Jaro, który zrobił bardzo taneczny, klubowy remix tego utworu. Natomiast taką wypadkową tych różnych koncepcji jest wyeksponowana rola naszych dęciaków, które są dla mnie ważne Posłuchaliśmy sobie obu tych wcześniejszych wersji i stworzyliśmy naszą No Limitsową wersję. Ania napisała do tego tekst. A faktycznie tak było, że ona nalegała, żeby tę piosenkę zrobić na nowo.

AM: Brakuje mi tych żywych numerów funky, które kiedyś graliśmy, tej energii. Mam duży temperament, ale też mam dużą wypadkową intymności, więc można powiedzieć, że moja osobowość jest skrajna. Ale ja ją lubię i myślę, że to jest fajne, lubię to w sobie. I to się przenosi też na moje teksty, które są dość proste. Nie pretenduję tutaj, żeby być poetką roku czy tekściarką roku, aczkolwiek pewnie byłoby miło (śmiech). Ucieszyłam się, że Maciek się zgodził jeszcze raz ten utwór nagrać. Ten tekst powstawał dość długo, bo sobie wyobraziłam, że chciałabym napisać o czymś takim, co jest miłe, co jest chilloutowe, co jest obietnicą, co jest też pewnego rodzaju moim wyobrażeniem tego, jak powinien wyglądać też fajny, udany wieczór. Podobają mi się neony warszawskie, więc również zajęłam się stroną, nazwijmy to, szumnie artystyczną, jeżeli chodzi o nadanie rytmu artystycznego i obrazu temu teledyskowi. Mamy takie założenie, że nie będziemy się pokazywać, bo na razie nie ma takiej potrzeby. Ci, którzy wiedzą, jak wyglądamy, to wiedzą, a ci, którzy nie wiedzą, to zobaczą.

Natomiast rzeczywiście wydaje mi się, że teledysk w reżyserii Michała Radwańskiego jest bardzo udany. Precyzyjnie wybieraliśmy kadry, filmowaliśmy to, co chcemy, co daje również jakąś dynamikę i co jest taką miłą, sekretną zapowiedzią tego co nadejdzie. Poza tym wydaje mi się, że mój głos nie brzmi jak u osoby bardzo dojrzałej.

GS: Zwróciłem uwagę, że Twój głos brzmi bardzo miękko w tym utworze.

AM: Śpiewam też troszkę inaczej, poszukiwałam przez te wszystkie lata. Jednak mimo wszystko też szukałam siebie wokalnie. Chociaż na co dzień zajmuję się zupełnie innymi rzeczami. Pracuję nad swoim głosem i szkolę go, bo chodzę cały czas na lekcje dykcji i interpretacji.

Natomiast chcę pokreślić, że absolutnie Maciek jest dla nas autorytetem i główną osią zespołu od lat. Jestem zawsze pod wrażeniem jego umiejętności komponowania i pisania tekstów. To jest niesamowite, że jak Maciek pisze dla mnie, ja się w tym rozpoznaję. Nie ukrywam, że w momencie kiedy dla mnie pisze ktoś inny, mam z tym problem. Nie zawsze wszystko wchodzi mi łatwo. Czasami zdarza się, że czegoś po prostu nie chcę zapisać.

MŁ: Prawda jest taka, że się znamy i mamy duży wgląd w nasze życia, różne historie, które się działy w przeszłości. Znamy swoje osobowości. I to też jest na plus w przypadku zespołu No Limits. Znamy też swoje muzyczne mocne i słabe strony i potrafimy uwypuklić to, co jest najmocniejszą stroną każdego z muzyków, którzy tworzą zespół No Limits. A jeszcze tylko dodam, że bardzo ważną stroną dla zespołu już od pierwszej płyty były osoby odpowiadające za brzmienie.

Pierwsza płyta była zrobiona przez Adama Toczko, natomiast druga, której realizację zaproponowałem Tomkowi Bonarowskiemu, była jego realizatorskim debiutem. Pamiętam, że powiedział mi, iż najtrudniej jest zacząć. Będąc młodym człowiekiem, dostał szansę wypłynięcia na szeroką wodę. Muzycy na ogół szukają doświadczonych realizatorów, inżynierów dźwięku, producentów. My często zwracaliśmy się w stronę tych młodych, dawaliśmy szansę, ale też myślę, że byliśmy otwarci na współpracę z osobami, które zaczynały swoją drogę jako sound engineers. I tak było w przypadku drugiej płyty No Limits, którą zrobił Tomek Bonarowski. I tak jest też w przypadku nowego materiału, który z kolei realizuje Kuba Wypler. Te osoby stają się automatycznie członkami zespołu współpracując z nami. Nie ma takiego podziału, że ktoś jest po drugiej stronie szyby i on ma tylko i wyłącznie realizować coś od strony technicznej. My bardzo oczekujemy i bardzo jesteśmy wdzięczni, jeżeli widzimy, że te osoby swoją kreatywnością, swoim zaangażowaniem dają nam nową jakość w piosenkach, świeże spojrzenie.

GS: Aniu, powiedziałeś przed chwilą, że tak dobrze odbierasz teksty Maćka. Ale na tej płycie będą też teksty innych osób, czyli Patrycji Kosiarkiewicz, Agnieszki Osieckiej, Marka Dutkiewicza. Jak te teksty z kolei odebrałaś i zaśpiewałaś?

AM: Tekst Marka Dutkiewicz jest jednym z moich ulubionych. Na początku nie chciałam tego tekstu śpiewać, ponieważ byłam po rozstaniu z moim partnerem, w związku z tym ciężko mi się to śpiewało. Gdy ten tekst przeczytałam, odpłynęła mi krew. I zapytałam Maćka: „I co teraz Markowi powiedzieć?”. Ale oczywiście, jak to w życiu bywa, minęło trochę czasu, w związku z tym i ja się zmierzyłam z tym tekstem, w związku z tym Maciek to jeszcze przedefiniował jeszcze raz, nadał piosence inne tempo, inną energię. Minęły 3-4 lata od mojego pierwszego zmierzenia się z tym tekstem. W związku z tym teraz wszystko już mi pasuje. Poza tym emocje opadły i można by równie dobrze powiedzieć, że to są już tylko literki, które już bezpośrednio nie rozrywają mnie osobiście od środka.

Jednym z najtrudniejszych tekstów, jakie w życiu zaśpiewałam, było „Drzewo Mojej Matki” Agnieszki Osieckiej. Musiałam zmierzyć się z bardzo trudnym tekstem napisanym przez Agnieszkę pod koniec jej życia. No, a jeżeli chodzi o Patrycję Kosiarkiewicz, to jeszcze trwają tutaj rozmowy na temat: kto będzie śpiewał ten utwór? Tak, bo jeszcze to nie jest ustalone. Ale tekst już istnieje, muzyka także.

GS: Wasz debiutancki album „No Movie Soundtrack” cieszy się nadal dużą estymą pomimo 35 lat od jego wydania. Dlaczego według Was ludzie tak cenią tę płytę?

AM: Jest to zupełnie inna płyta na tle albumów, które powstawały w tamtym okresie. Bo ja pamiętam, jak graliśmy te wszystkie duże imprezy. Przed nami był zespół IRA, po nas Golden Life albo TSA i nagle my wychodziliśmy: ja w szpileczkach, w ładnej bluzeczce i śpiewająca po prostu czystym, ładnym głosem. Do dziś pamiętam nasz lęk, że nas wygwiżdżą i myślę, że po prostu pojawiliśmy się za szybko o co najmniej 20 lat. Myślę, że Polacy nie byli jeszcze przygotowani na ten rodzaj muzyki.

Bardzo bym sobie życzyła, gdyby kiedyś młodzi DJ-e po prostu pomiksowali ten album, wykorzystali bity i mam nadzieję, że to się stanie i chociaż kiedyś nie uważałam, że to jest konieczne, a jednak bardzo chętnie bym posłuchała, co można zrobić z samplowanymi dźwiękami.

MŁ: Jeszcze przed wejściem do studia, w którym nagraliśmy „No Movie Soundtrack”, robiliśmy sesję w Radiu Gdańsk. Byliśmy zachwyceni wówczas Grandmaster Flashem, Run DMC. Nagraliśmy wówczas ze 2-3 utwory, w których Marcin Iszora nawijał z głowy po amerykańsku rapsy z bitami przygotowanymi przez Tomka Bonarowskiego, aż byliśmy w szoku. A „Scyzoryk” Liroya był przypomnę 5 lat później. Wiele rzeczy, jako No Limits robiliśmy za wcześnie. I tak też było w przypadku muzyki, która była popowo-soulowo-funkowa. Muszę powiedzieć też jeszcze jedną historię: nasz utwór „What Is Freedom” leciał w audycji Craiga Charlesa w BBC Six Music 25 lat później. Craig zapowiedział nas na antenie renomowanej brytyjskiej stacji radiowej, dwie dekady po premierze piosenki jako świeży powiew funku znad Bałtyku. Był jeszcze jeden znany DJ i prezenter radiowy Charles Gillette, który ze mną korespondował i był zachwycony No Limits. A to był facet, który odkrył Dire Straits. I on słuchał naszego No Limits i napisał do mnie: „Wow, Maciej, great tunes!”. Były to dla mnie i dla nas bardzo miłe słowa.

Powiązane materiały