Wojtek Mazolewski Quintet / Marcin Dorociński - Witkacy. Kompozycje astronomiczne

“Witkacy. Kompozycje astronomiczne” to przedsięwzięcie wyjątkowe już na poziomie założeń. Spotykają się tu trzy silne osobowości: twórczość Stanisława Ignacego Witkiewicza, muzyczna wyobraźnia Wojtka Mazolewskiego oraz interpretacyjny kunszt Marcina Dorocińskiego.
Pomysł na realizację projektu z wykorzystaniem sztuki Witkacego kiełkował w głowie Wojtka już od dawna. Twórczość tego wybitnego pisarza, malarza i performera stanowi jego fascynację jeszcze z czasów szkolnych. Podobnie zresztą jest z jazzem. Siłą rzeczy więc te dyscypliny się tu łączą. Efektem jest dzieło balansujące między koncertem jazzowym, słuchowiskiem literackim i przedstawieniem teatralnym.
Już sam układ płyty sugeruje, że nie mamy do czynienia z klasycznym albumem. Szesnaście dość krótkich kompozycji tworzy raczej mozaikę scen i obrazów, niż zbiór autonomicznych utworów, czy też linearną opowieść. Powracający motyw „S.I.W.” – obecny na początku, w środku i na końcu płyty stanowi pewną klamrę kompozycyjną. Postać Witkacego pełni tu rolę przewodnika po jego osobliwym świecie, po którym ‘oprowadza’ głosem aktora Marcina Dorocińskiego. Z kolei utwory „Kometa”, „Zbiór Niekończących Się Przypadków” czy „Piękno Złożone z Brzydkich Elementów” już za sprawą samych tytułów odnoszą się do charakterystycznej dla autora „Nienasycenia” fascynacji przypadkiem, paradoksem, czy też osobliwym postrzeganiem kategorii piękna.
Największą siłą projektu jest jednak dialog słowa i muzyki. Wojtek Mazolewski ilustruje muzycznie Witkacego w bardzo teatralny sposób. Jazzowa estetyka jego kwintetu, którą znamy od lat, pełna jest napięć, swobody i nieoczywistych zwrotów muzycznych. Wydaje się wręcz idealna w korelacji z witkacowską wyobraźnią. Z kolei Marcin Dorociński nie recytuje tekstów jak lektor, ale właśnie jak aktor teatralny. Jego interpretacje mają charakter performatywny, dzięki czemu literacki materiał nabiera emocjonalnej i refleksyjnej aury. Pod tym względem wyróżniają się utwory oparte na listach - „Pętla”, „Przyjedź”, „Zakopane City” i „Chuj i Pan”, które prezentują bardziej prywatny wymiar Witkacego. Dzięki temu obraz awangardowego twórcy nabiera życia i objawia pełną sprzeczności osobowość. Ale taka też jest sama twórczość Witkiewicza - nieustannie balansująca między filozofią a groteską. Jedynymi wyjątkami są tu w pełni instrumentalne: “Zjazzd” utrzymany w duchu free rodem z lat 50. oraz “Ostatnie Takie Lato” - delikatnie płynąca i przyjemnie kojącą, będąca jednocześnie najdłuższym fragmentem płyty.
“Witkacy. Kompozycje astronomiczne” wymaga skupienia i otwartości na świat skojarzeń, niedopowiedzeń oraz artystycznych eksperymentów, które co i rusz pojawiają się nie tylko w warstwie tekstowej, ale i muzycznej. Spotkanie jazzu, literatury i teatru, w którym żaden z elementów nie dominuje jest doświadczeniem niecodziennym na obecnym polskim rynku muzycznym. To album bardziej do przeżywania, niż do konsumowania jako muzyka tła. Zresztą - nie wiem, czy jest to możliwe, bo wpadając mimowolnie na głos Marcina Dorocińskiego, czy podprogowe frazy kwintetu, nie sposób się nie dać im pochłonąć. Piękna, wymagająca płyta dla otwartych i ciekawych umysłów oraz serc.










